FC Barcelona zmiażdżyła Athletic 5:0 i może już spokojnie czekać na informację, z którą madrycką drużyną zmierzy się w finale Superpucharu Hiszpanii. Co warto wyróżnić po dzisiejszym meczu?
1. Flick odczarował baskijską klątwę
2:1, 2:0, 3:0, 4:0, 5:0. W Bilbao raczej nie oczekują ze zniecierpliwieniem na kolejny pojedynek z ekipą Hansiego Flicka. Od kiedy Niemiec przejął FC Barcelonę, każdy kolejny mecz kończy się coraz bardziej imponującą wygraną Katalończyków.
A przecież jeszcze nie tak dawno Athletic mógł aspirować do miany koszmaru Barçy zwłaszcza w meczach pucharowych. Baskowie wyrzucali Blaugranę za burtę Copa del Rey w sezonach 2023/24, 2021/22 oraz 2019/20. Do historii przeszedł jednak przede wszystkim dramatyczny finał Superpucharu Hiszpanii w 2021 roku, gdy Leo Messi wyleciał z boiska z czerwoną kartką, a Athletic sięgnął po trofeum.
Teraz po tych złych wspomnieniach nie ma ani śladu, a my z przymrużeniem oka możemy się zastanawiać - czy wynik 6:0 w kolejnym starciu z Athletikiem jest w zasięgu podopiecznych niemieckiego szkoleniowca? Szkoda byłoby przerwać tak imponującą serię...
2. Kolejny dzień w biurze Joana Garcíi...
Skoro jesteśmy już przy seriach, to choć niektórym może się wydawać to nudne, czujemy się zobligowani po raz kolejny wspomnieć o występie bramkarza Barçy. Choć dziś to głównie Baskowie fatalnie pudłowali, to były golkiper Espanyolu był skoncentrowany przez cały mecz i stawał na wysokości zadania, gdy tylko okazywało się to potrzebne.
Hiszpan ostatni raz wyciągał piłkę z siatki niemal miesiąc temu, 9 grudnia w starciu z Eintrachtem. Od tego czasu Barça zachowała czyste konto w meczach z Osasuną, Guadalajarą (wówczas bramki strzegł Marc-André Ter Stegen), Villarrealem, Espanyolem oraz w dzisiejszym starciu z Athletikiem. Po pięciu spotkaniach bez straconej bramki jakoś ucichły wszechobecne narzekania na zbyt wysoko ustawioną linię obrony.
Dzisiejszy mecz miał dodatkowy smaczek - mogliśmy zobaczyć starcie obecnego nr 1 w hiszpańskiej bramce z pretendentem do tego miana. Jeżeli Luis de la Fuente obejrzał choćby skrót spotkania, to nie powinien mieć wątpliwości, że Unai Simon nie zapewni mu takiego spokoju, jak Joan García. Zobaczymy, czy sympatyczny szkoleniowiec zdecyduje się na zmianę obsady bramki.
3. ... oraz Raphinhi
Dwa gole i asysta. Dla kogoś innego - występ idealny. Dla Raphinhi - kolejny dzień w biurze. Przecież Brazylijczyk "jedynie" powtórzył swój dorobek z ostatniego meczu w Arabii Saudyjskiej, rozegranego przed rokiem przeciwko Realowi Madryt. To on był kluczowy również i w tamtej manicie.
Raphinha twardo stąpa po ziemi i po meczu stwierdził jedynie, że Barçę stać na jeszcze więcej, a on sam będzie się starać rozegrać "prawie perfekcyjny sezon". Mentalność Raphy jest imponująca i z pewnością udziela się kolegom z zespołu. Gdy realizator pokazał drużynę stojącą w kółku tuż przed pierwszym gwizdkiem, mogliśmy zaobserwować, że to właśnie on - a nie noszący opaskę kapitana Frenkie de Jong - był odpowiedzialny za motywacyjną przemowę.
4. Roonyldinho
Nie ma co ukrywać - reprezentant Szwecji nie był najgorętszym nazwiskiem ostatniego okienka transferowego. Trafiał do Barçy za niewygórowaną kwotę, po poważnej kontuzji, w jasno określonej roli zmiennika dla Lamine Yamala. Wypada jednak pochwalić Deco za jego autorski pomysł.
Dwudziestolatek miał już okres blisko miesiąca bez gry, ale cierpliwie czekał na swoją szansę. Gdy wreszcie dostał ją z Betisem, zaliczył gola i asystę. Dziś spisał się jeszcze lepiej, samemu wpisując się na listę strzelców (w sporej mierze dzięki Unaiowi Simonowi) i dwukrotnie pomagając uczynić to kolegom.
Udziały bramkowe (Bardghji ma ich już sześć w nieco ponad 400 minut) to oczywiście wymierny wskaźnik przydatności byłego zawodnika Kopenhagi. Zwłaszcza dziś można było jednak dostrzec, że młody piłkarz posiada trudniejszą do zamknięcia w liczbach jakość piłkarską - podejmuje dobre decyzje, wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić akcję, dobrze czuje się w rozegraniu na małej przestrzeni. Choć trudno spodziewać się, aby podjął rywalizację z Lamine Yamalem, to Roony z pewnością pokazał Hansiemu Flickowi, że zasługuje na kolejne szanse.
5. Sielanka przed niedzielą
Właściwie trudno było sobie wyobrazić, żeby dzisiejszy mecz ułożył się dla Barcelony lepiej:
- Podopieczni Hansiego Flicka szybko objęli prowadzenie, a następnie je podwyższyli, dzięki czemu nie musieli się mocno zmęczyć,
- Barça pokazała siłę zarówno w ofensywie (pięć strzelonych bramek, każdy ofensywny piłkarz wpisał się na listę strzelców - oprócz Roony'ego i Raphinhi warto też wspomnieć o Fermínie Lópezie oraz Ferranie Torresie), jak i w defensywie (wspomniane czyste konto),
- Niemiecki szkoleniowiec odzyskał prawie wszystkich kontuzjowanych zawodników - do gry nie są dostępni jedynie Marc-André Ter Stegen, Gavi, Andreas Christensen oraz Ronald Araujo (Urugwajczyk może jeszcze znaleźć się w kadrze na finałowe starcie),
- Żaden z piłkarzy nie ryzykował dziś otrzymaniem czerwonej kartki.
Krajobraz przed niedzielnym meczem rysuje się niezwykle optymistycznie. Truizmem jest stwierdzenie, że w finałowym, pojedynczym starciu może się zdarzyć praktycznie wszystko - zwłaszcza, jeżeli Barçę będzie czekać El Clásico. Tym niemniej, Hansi Flick ma niespotykany od dawna komfort pracy i może spokojnie przygotowywać drużynę do zdobycia pierwszego w tym sezonie trofeum.
A Wy, z kim wolelibyście się zmierzyć w niedzielnym finale (i dlaczego)?
Komentarze (55)