Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty dzisiejszego pojedynku Barcelony z Athletikiem o awans do finału Superpucharu Hiszpanii?
Najlepsze: plan zrealizowany w 200%
Celem przed meczem było wywalczenie awansu do finału bez zbędnych nerwów, urazów i rzutów karnych. Jeżeli przyjąć, że taki efekt to już 100% realizacji planu, to Barcelona dzisiaj wypełniła go w 200%. Wynik meczu szybko otworzył Ferran, a później w niewiele ponad kwadrans prowadzili już 4:0. Niedługo po zmianie stron wynik na 5:0 ustalił Brazylijczyk i stało się jasne, że pora na zmiany i uspokojenie spotkania. Taki przebieg meczu przy braku w jedenastce Lamine Yamala był chyba dla wszystkich z nas miłym zaskoczeniem. Na wysokości zadania stanął cały kwartet ofensywny: gol i dwie asysty na swoim koncie zapisał Roony, z podobnym dorobkiem mecz zakończył Fermín, Raphinha do dubletu dołożył asystę, a Ferran także trafił do siatki. W środku pola bez zarzutu spisywał się Pedri, a linia obrony pomimo kilku błędów i dzięki dobrej postawie Joana Garcíi dowiozła czyste konto. Trudno sobie wyobrazić bardziej kompletny występ w półfinale takiego turnieju.
Najgorsze: niektórzy mogli przysnąć w ostatnich dwóch kwadransach
Barcelona nie ustrzegła się błędów i Athletic powinien skończyć mecz z przynajmniej jednym golem, ale prawda jest taka, że kibic mógł jedynie narzekać na dość senne ostatnie 30 minut meczu. Podopieczni Hansiego Flicka co prawda rozegrali kilka ciekawych akcji, ale dominowało spokojnie, wręcz usypiające rozgrywanie. To była oczywiście nagroda dla piłkarzy za ciężką pracę przez 60 minut, jednak niektórzy już pewnie czekali na bardziej okazałe zwycięstwo, tym bardziej po wejściu na boisku Olmo i Lamine Yamala.
Komentarze (24)