Przed derbami Barcelony głównym tematem dla mediów był powrót Joana Garcíi na stadion swojego starego zespołu. Kibice Espanyolu znienawidzili go po transferze do Barçy i dawali upust swoim emocjom już przed meczem. Bramkarz zrobił jednak to, czego od niego oczekiwano - pozostał spokojny, grając genialny mecz.
Nie każdy potrafiłby udźwignąć taki ładunek emocjonalny, jaki spadł na Joana Garcíę. Dla fanów Espanyolu stał się wrogiem numer jeden po transferze do Barcelony minionego lata. Kibice z RCDE Stadium zaznaczyli sobie na czerwono datę meczu domowego z Barçą - chcieli zgotować byłemu zawodnikowi piekło.
Przed spotkaniem na ulicach miasta było słychać przyśpiewkę: "Chcemy głowy Joana Garcíi". Czytając takie informacje, można już było sobie wyobrazić to, jaka atmosfera czeka bramkarza podczas meczu. Już od wyjścia na rozgrzewkę García nie był oszczędzany. Potężne gwizdy, transparenty z napisami "Judasz" i "szczur" i wiele innych...
García nie przejął się ani trochę tym, co działo się wokół niego, a także wokół meczu. Postanowił zrobić to, co do niego należy z jak największą starannością. Co z tego wyszło? Świetne spotkanie, w którym jego parady uchroniły Barcelonę od straty bramki, co pomogło jej ostatecznie zwyciężyć na stadionie derbowego rywala.
Skończyło się na obronieniu strzału kolegą z drużyny, świetnym refleksie przy główce z kilku metrów, a także wyciągnięciu piłki spod nóg napastnika rywali przy sytuacji sam na sam. Te wszystkie sytuacje złożyły się na nagrodę MVP. García był bezdyskusyjnie najlepszy na boisku i z klasą odpowiedział na wszystkie zaczepki ze strony kibiców byłego klubu. Robił to, co potrafi najlepiej - wykonywał swoją pracę.
Komentarze (16)