Andreas Christensen trafił do Barcelony w lipcu 2022 roku z Chelsea po tym, jak jego kontrakt z angielską drużyną wygasł. Do gabloty dołożył dwa mistrzostwa, Puchar Króla i Superpuchar, razem z Araujo stanowiąc o sile defensywy w trakcie mistrzowskiego sezonu Xaviego. Pomimo jego niezaprzeczalnej jakości uważam, że klub nie powinien oferować mu nowej umowy.
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Zacznijmy od tego, że uważam Andreasa Christensena za najlepszego pod względem umiejętności środkowego obrońcę w Barçy. Duńczyk jest w najlepszym dla stopera wieku, ma doświadczenie na europejskich arenach, jest podstawowym zawodnikiem swojej reprezentacji, a kiedy gra to wprowadza tak potrzebny spokój do linii defensywy. No właśnie - kiedy gra. Nie sposób bowiem nie zauważyć, że 29-latek, który od lat uchodzi za "szklanego" ma coraz większe problemy z urazami. Wystarczy rzut oka na czas, który Christensen spędzał na murawie w kolejnych sezonach, żeby zauważyć, że jego rola konsekwentnie maleje.

Skała w reprezentacji i urazy w klubie
W dzisiejszych czasach wielu zawodników jest oszczędzanych przez selekcjonerów, a przynajmniej kluby próbują wymuszać to na reprezentacjach. Przypadek Duńczyka jest jednak inny - kiedy nadchodzi czas zgrupowania można mieć pewność, że Christensen będzie grał i niezmiennie prezentował wysoki poziom. Jednak od dwóch sezonów Barcelona nie ma z niego wielkiego pożytku. Uraz więzadła, którego 29-latek doznał na grudniowym treningu wykluczy go z gry praktycznie do końca sezonu. W listopadzie stoper zmagał się z problemami mięśniowymi, przez co opuścił cztery spotkania, a na początku roku wypadł na kolejne dwa miesiące. W ubiegłym sezonie Hansi Flick również nie mógł liczyć na Duńczyka z powodu urazu ścięgna Achillesa, który przydarzył się 29-latkowi dwukrotnie, eliminując go z gry na łącznie 218 dni.
Problemy z udźwignięciem presji
Jeszcze zanim Christensen trafił do Barcelony przylgnęła do niego łatka piłkarza, który w najważniejszych meczach odmawia gry, nie potrafiąc poradzić sobie z presją. Po finale FA Cop w sezonie 2021/22 brytyjskie media donosiły, że obrońca odmówił wyjścia na murawę, co rozwścieczyło Tuchela, który nie mógł w dodatku liczyć na Bena Chilwella i tuż przed meczem był zmuszony dokonywać roszad w linii defensywy. Podobna sytuacja miała mieć miejsce również w Barcelonie, w półfinale Ligi Mistrzów przeciwko Interowi Mediolan. Sebastian Staszewski autor biografii Roberta Lewandowskiego umieścił w książce informację, że w końcówce spotkania Hansi Flick chciał wpuścić na murawę Andreasa Christensena, ale ten zgłosił trenerowi, że bolą go plecy i nie jest zdolny do gry. Z tego powodu na boisku zameldował się polski napastnik, a chwilę później Inter wyrównał stan rywalizacji i ostatecznie po dogrywce awansował do finału rozgrywek. Warto zaznaczyć, że żona Christensena zaprzeczyła tym doniesieniom i nie możemy być pewni, czy ta sytuacja faktycznie miała miejsce, jednak z drugiej strony oskarżenia wobec Duńczyka o nieradzenie sobie z presją powtarzają się od lat i nie można ich zignorować. W Barcelonie jest zresztą zawodnik, który zmaga się z podobnymi problemami. Mowa tu oczywiście o Araujo, który po czerwonej kartce z Chelsea i fali krytyki załamał się i potrzebował urlopu, żeby dojść do siebie. Przy tak wąskiej kadrze Barça nie może pozwolić sobie na utrzymywanie dwóch stoperów, którzy nie są w stanie mentalnie udźwignąć gry w najważniejszych spotkaniach, a ponieważ Urugwajczyk przedłużył swój kontrakt i nigdzie się nie wybiera, a umowa Duńczyka dobiega końca za pół roku, rozwiązanie nasuwa się samo.
Konieczność transferu obrońcy i problemy z finansowym fair play
Zarówno trener jak i Deco zdają sobie sprawę z tego, że transfer nowego stopera jest koniecznością. Hansi Flick mówił o tym otwarcie w trakcie konferencji prasowej. Z Barceloną łączy się wielu obrońców światowej klasy: Nathana Ake, Nico Schlotterbecka, czy Marca Guéhiego. Trzeba przy tym pamiętać, że Barça wciąż nie operuje w ramach zasady 1:1 i żeby się wzmocnić prawdopodobnie będzie musiała poświęcić kogoś z obecnej kadry. Ponieważ kontrakt Christensena dobiega końca w czerwcu przyszłego roku, Duńczyk już za tydzień zgodnie z przepisami będzie mógł negocjować umowę z dowolną drużyną. Na próżno szukać informacji o postępach w negocjacjach z jego agentem, oprócz niedawnych doniesień o geście ze strony Joana Laporty, który w obliczu kontuzji 29-latka miał zaoferować mu pozostanie w klubie. Posiadając opcję możliwości prowadzenia swobodnych z każdą ekipą Christensen zyskuje cenną przewagę nad Barceloną, mogąc domagać się podwyżki wynagrodzenia, na którą w obecnych okolicznościach żadną miarą nie zasługuje. Taką samą strategię zastosował zresztą Ronald Araujo, który ostatecznie dopiął swego i nie wyszło to Barçy na dobre. Andreas Christensen trafił do Barcelony za darmo i z dużą dozą prawdopodobieństwa w taki sam sposób z niej odejdzie. Trzeba okazać mu wdzięczność za cztery sezony spędzone w klubie, za bycie częścią defensywy "BACK", dzięki której Xavi przywrócił Blaugranę na ligowy tron. Czas Duńczyka w Barçy dobiegł jednak końca i musimy patrzeć na przód, a ewentualnie przedłużenie kontraktu stopera w moich oczach jest o wiele większym ryzykiem niż sprowadzenie do bloku defensywy młodego, głodnego sukcesów zawodnika, na którego będzie można liczyć przez cały sezon.
Komentarze (36)