Osasuna na Camp Nou była skazywana na porażkę i ostatecznie przegrała. Podopieczni Flicka długo nie mogli jednak sforsować defensywy przyjezdnych - ta sztuka udała im się dopiero w 70. minucie za sprawą Raphinhi. Tym samym Barça nie strzeliła bramki w pierwszej połowie ligowego meczu po raz pierwszy od trzech miesięcy.
W LaLidze nie ma wielu rywali na poziomie Barcelony, stąd też większość drużyn, którym przychodzi zmierzyć się z Blaugraną "parkuje autobus" w polu karnym i liczy na kontry. Ta taktyka czasem się sprawdza, a Barça wyjątkowo często w tym sezonie traci bramkę jako pierwsza, ale dzięki niesamowitej ofensywie sama też szybko rozpoczyna strzelanie.
We wczorajszym meczu na Camp Nou Osasuna zaprezentowała wybitnie defensywny futbol i przez moment wydawało się, że dopnie swego. Wprawdzie Ferran Torres trafił do siatki jeszcze przed końcem pierwszej części spotkania, ale VAR zainterweniował z powodu spalonego Raphinhi przy rozegraniu rzutu rożnego. Tym samym przyjezdni schodzili do szatni zachowując czyste konto, co w LaLidze nie zdarzyło się Barcelonie od 25 września, kiedy podobnie skutecznie bronił się Real Oviedo.
Na stadionie imienia Carlosa Tartiere'a to gospodarze wyszli na prowadzenie dzięki golowi Alberto Reiny i utrzymali je do przerwy. Później jednak Barcelona i tak dokonała remontady za sprawą trafień Erica Garcíi, Roberta Lewandowskiego i Ronalda Araujo. Od tamtego momentu podopieczni Flicka w ligowych meczach zawsze trafiali do bramki rywala chociaż raz przed gwizdkiem obwieszczającym przerwę: z Realem Sociedad, Sevillą, Gironą, Realem Madryt, Elche, Celtą Vigo, Athletikiem Bilbao, Deportivo Alavés, Atlético Madryt i Realem Betis. Pomimo tego, że od początku sezonu z problemami zdrowotnymi zmagali się praktycznie wszyscy ofensywni zawodnicy, to dzięki otwartemu i brawurowemu stylowi gry ataki Barçy przynoszą efekty w postaci goli. Oczywiście taki styl ma też swoje wady w postaci dużej liczby traconych bramek, ale jak do tej pory przynajmniej w LaLidze ryzyko się opłaciło.
Komentarze (1)