Nie były to łatwe dni dla Ronalda Araujo. Urugwajczyk dobrze wie, co zrobił na Stamford Bridge we wtorkowym meczu, ale musiał nastąpić powrót do rzeczywistości. W środę Hansi Flick dał swoim piłkarzom odpocząć, na treningu zawodnicy stawili się wczoraj. Szatnia nie opuściła Araujo, w tej trudnej dla niego chwilii zespół go wsparł. Koledzy z drużyny zdają sobie sprawę, że go potrzebują.
Urugwajczyk jest jednym z piłkarzy, którzy są najczęściej obecni, kiedy ktoś inny z klubu przechodzi przez ciężki moment. Należało więc oddać tym samym. Jak pisze Ferran Martínez: ''Młodzi zawodnicy czują z nim więź, Araujo to ten, który organizuje spotkania całej drużyny, reaguje, gdy czuje, że ktoś potrzebuje wsparcia. Przykładem jest grill, który zorganizował u siebie kilka tygodni temu, aby wzmocnić jedność zespołu, albo przypadek Gaviego, który po operacji poprosił o spotkanie z Ronaldem''.
Araujo, który zazwyczaj jest dla innych wsparciem, po swoim występie w Londynie sam tego wsparcia potrzebował. Kiedy został wyrzucony z boiska, był ogromnie sfrustrowany, zdając sobie sprawę z wagi błędu, a także z tego, że jako kapitan zespołu musi dawać innym przykład. Zejście pod prysznic jeszcze w pierwszej połowie meczu tym nie jest. Przesłanie szatni było jednak jasne - to jest futbol, takie rzeczy się zdarzają, choć każdy wolałby ich w swoim piłkarskim życiu uniknąć.
Na wczorajszym treningu Urugwajczyk wydawał się zdeterminowany: ''Jest przekonany, że musi udowodnić, że jest gotów odbić się i wrócić do poziomu, który prezentował już w tym sezonie w meczach z Newcastle i Oviedo'' - mówią źródła bliskie zawodnikowi. I faktycznie, Araujo w topowej formie jest bardzo potrzebny Barcelonie. To zawodnik, jakiego profilu ze świecą szukać. Jest mocną kartą, jeśli tylko wszystko zgadza się w głowie i w nogach.
Sam Ronald powiedział sztabowi szkoleniowemu, że czuje się silny i chce pomóc drużynie w każdy możliwy sposób. W klubie nikt w to nie wątpi: ''Jeśli jest ktoś, kto potrafi szybko wrócić do formy, to Araujo''.
Komentarze (56)