Lluis Carreras: Uważam, że Barça w tym sezonie jest zbyt nieregularna. Jeśli chodzi o kompletny mecz, to może te dwa na Estadi Johan Cruyff przeciwko Valencii i Getafe. Mamy bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę po zeszłym sezonie, w którym Flick poprawił każdego zawodnika, jednego po drugim. Najważniejsze u Niemca było to, że w poprzednim sezonie podniósł poziom wszystkich.
- W aspekcie zespołowym nie widzę dziś kontynuacji tego, co było rok temu. Byliśmy bardzo reaktywni, wchodziliśmy na ring, wymienialiśmy ciosy i wygrywaliśmy. 5:4, 3:2, ale wygrywaliśmy. Gdy tracisz siłę ognia w ataku, bo nie generujesz gry, stajesz się drużyną zbyt zależną od formy Pedriego, od Lamine'a, od nieobecności Raphinhi. Kiedy wszyscy wrócą, myślę, że będziemy lepsi, ale nie wiem, czy na poziomie z poprzedniego sezonu.
- Kiedy przestajesz przykładać aż tak wielką wagę do piłki i zaczynasz opierać się na innych aspektach gry, musisz być zawsze 10/10. Gdy tylko trochę obniżysz intensywność, wszystko cierpi. Flick mówi o tworzeniu gry z piłką, o zarządzaniu meczem, ale ja tego nie widzę. Uważam, że on nie czuje się komfortowo, gdy ma zarządzać meczem przy posiadaniu piłki, jak w drugiej połowie w Vigo.
- To nie jest Barça, której możesz wymagać, by długo utrzymywała piłkę i była cierpliwa. Zawsze powtarzam: powiedz mi, jakiego ustawisz środkowego pomocnika, a powiem ci, jak będzie grał twój zespół. Jeśli wystawiasz Christensena albo Erica - którzy mogą zagrać dobrze jeden mecz - masz Barçę reaktywną. Jeśli postawisz na Casadó, Bernala, Busquetsa, Zubimendiego — to jest Barça, która chce kontrolować, która chce dominować.
- Żeby zaszczepić zawodnikowi jakiś koncept, nie możesz pozostawić mu wątpliwości. W pierwszym sezonie Flick mówił: "musimy robić wysoką linię tak czy inaczej". Uważam, że w tym impasie drużyna nie dojrzała jeszcze wystarczająco, by czasami z niej nie wychodzić. Mimo to wiele bramek udało się uratować. Flick musi nadal na to nalegać, nie zmieni tego. Muszą pojawić się niuanse. Nie sądzę, by był kamikadze.
- Mnie w Londynie nie podobało się to, że Lamine, Raphinha, Olmo w drugiej połowie szli do pressingu każdy na własną rękę. Może drużyna powinna była cofnąć się o krok. I może sami piłkarze muszą to dostrzec.
- Dla mnie wszyscy zawodnicy są poniżej poziomu z zeszłego sezonu. Jedynym, który zrobił krok do przodu, jest Eric. Koundé nie ma nic wspólnego z piłkarzem z poprzedniego sezonu, Cubarsí również, Balde też nie. Pedri powiedziałbym, że może jest na tym samym poziomie. Frenkie też nie. Casadó w ogóle nie gra. Dziwi mnie, że nie jest podstawowym piwotem Barçy z czysto konceptualnego punktu widzenia, naprawdę. Lewandowski strzela gole, ale nie ma ciągłości. Możliwe, że Ferran też wygląda trochę lepiej. Jedno to odczucia, a drugie to liczby.
- W zeszłym sezonie Raphinha dawał dobre odczucia i liczby to potwierdzały. W tym sezonie z Rashfordem może odczucia nie przekładają się na boisko - nie odkleja się, nie wygrywa pojedynków - ale patrzysz na liczby i są dobre. A potem jest Frenkie. Odczucia mi się nie podobają, patrzysz w liczby i nie jest produktywny dla drużyny. W tym sezonie zdarza się to bardzo często: ani odczucia, ani liczby. To jest ten "klik", który musi zrobić Hansi. Zapewne utrudniają to kontuzje Joana, Frenkiego i Raphinhi, którzy są kluczowi.
- Myślę, że mówią więcej o treningach niż o meczach. Lubię Frenkiego, ale zawsze powtarzam, że jest znakomitym uzupełnieniem. Gdy musiał przewodzić, nie robił tego. Jest bardzo dobrym piłkarzem, docenianym przez kolegów i trenerów. Ale ani odczucia, ani liczby nie są dobre. Jest mi przykro, nie mam nic przeciwko niemu. Ale uważam, że jest zbyt mało istotny.
Komentarze (43)