Chelsea – Barcelona: najlepsze, najgorsze wg FCBarca.com

Błażej Gwozdowski

25 listopada 2025, 23:33

18 komentarzy

Chelsea FC

CHE

Herb Chelsea FC

3:0

Herb Chelsea FC

FC Barcelona

FCB

  • Jules Koundé 27' (sam.)
  • Estevao Almeida 55'
  • Liam Delap 73'

Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty dzisiejszego pojedynku z Chelsea na Stamford Bridge zdaniem redakcji FCBarca.com? 

Najlepsze: w Lidze Mistrzów teraz przez jakiś czas będzie z górki 

Dzisiaj nie ma co doszukiwać się pozytywów w samym meczu, ponieważ zespół zaprezentował się fatalnie. Trudno kogokolwiek wyróżnić, a jeśli już, to będzie to bramkarz. Na szczęście teraz w Lidze Mistrzów Barcelonę czekają dużo łatwiejsi przeciwnicy i dwa z trzech meczów na własnym boisku. Nie wiadomo, czy komplet punktów pozwoli zakończyć fazę ligową na komfortowej pozycji w najlepszej ósemce, jednak nie ma co rozważać kwestie, na które nie ma się wpływu. Po prostu trzeba jak najwyżej wygrać trzy kolejne spotkania i wtedy zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Najgorsze: smutna opowieść o dwóch takich, co pomogli Chelsea 

Po dzisiejszym meczu można by kolejno „przejechać się” po każdym z piłkarzy wyjściowej jedenastki i zmiennikach. Koundé w kuriozalnych okolicznościach trafił do własnej bramki i zanotował przynajmniej dwie niedopuszczalne straty, Cubarsí przegrywał pojedynki biegowe i miał problem z wyprowadzaniem piłki, Balde łamał linię spalonego i przesadzał z brawurą, Frenkie bywał spóźniony przy szybkich akcjach Chelsea, Eric García na pozycji pomocnika wyglądał jak… stoper grający nie na swojej pozycji, Fermín długimi fragmentami był poza grą, Lamine Yamal został schowany do kieszeni przez Cucurellę, Robert Lewandowski głównie biegał bez piłki, a zmiennicy za wyjątkiem Raphinhi nie stworzyli żadnego zagrożenia.

Osobny akapit należy się jednak dwójce, która w pierwszej połowie do spółki zrobiła wszystko, by ułatwić zadanie gospodarzom. Ferran Torres rozpoczął mecz od fatalnego pudła w 100% sytuacji, a później grał bardzo miękko, przegrywał pojedynki, tracił piłki i wykonał jedynie cztery celne podania na i tak fatalnej skuteczności 50%. Ewidentnie nie udźwignął roli, jaką musi pełnić skrzydłowy w pojedynku z tak intensywnie grającym przeciwnikiem, a aspekt mentalny wydaje się tutaj kluczowy. Hiszpana przebił jednak kapitan – Ronald Araujo. Poza zwyczajowym słabym wyprowadzaniem piłki Urugwajczyk miał do zaoferowania równie typową dla siebie bezmyślność. Najpierw postanowił przytulić się do arbitra i wykrzyczeć mu do ucha, co myśli o jego decyzji, a później spóźniony wszedł w rywala tak, by sędzia nie miał prawa się zawahać. W efekcie skompletował dwie żółte kartki i jeszcze przed przerwą wyleciał z boiska. Trudno mi sobie wyobrazić. by po czymś takim Hansi Flick nie miał poważnych wątpliwości, wystawiając Ronalda Araujo w pierwszym składzie w ważnym meczu Ligi Mistrzów. Wszystko można jakoś wytłumaczyć formą lub chwilą zapomnienia, ale regularność z jaką kapitan wyłącza myślenie jest zdecydowanie za duża, by nie brać jej pod uwagę przy ustalaniu składu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (18)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy