Dziennikarz Sportu Joan Represa poleciał do Miami, by przeprowadzić wywiad z jedną z wielkich legend w historii FC Barcelony. Luis Suárez zdobył 198 goli w barwach Blaugrany podczas sześciu sezonów na Spotify Camp Nou, a teraz nie wyklucza powrotu.
Luis Suárez: Tak, cały czas wspieram Barçę, dzieci też, bo człowiek nie przestaje być kibicem, nie przestaje podziwiać klubu, darzyć go uczuciem i wciąż mieć kontakt z ludźmi z klubu. Wciąż mamy tam dom. Naszym planem jest wrócić do Barcelony ze względu na wszystko, co nam daje. Mamy to potwierdzone przez wszystko, co nam dała, i dlatego, że zawsze czuliśmy się tam jak w domu.
- Przeżyłem kilka negatywnych serii. Piłkarz bywa czasem uparty i nie dostrzega gorszych momentów. Kiedy nie strzelałem goli na wyjazdach, też mnie to irytowało. Złościłem się na siebie. Potem to jest kula, która zaczyna się powiększać i wpływa na ciebie, nawet jeśli tego nie chcesz. Chciałem pokazać tę siłę, o której mówiłem na początku. To był trudny moment, ale ja mam powiedzenie, taką frazę: że Barcelona - właściwie cała Europa, w Atlético było to samo - wymaga od ciebie, by co trzy dni, w każdym meczu, dawać z siebie maksimum.
- Suárez z Liverpoolu z 2013 czy 2014 roku, któremu wychodziło wszystko - bo naprawdę wychodziło - był wyjątkowy. To są serie, to są momenty, kiedy wszystko ci siedzi, i wtedy to wykorzystujesz. Suárez z Barcelony był zupełnie inny od Suáreza z Liverpoolu ze względu na przestrzeń albo rolę, jaką musiałem tam wypełniać. Zawsze to tłumaczyłem: w Barcelonie nauczyłem się grać na przestrzeni 10x10, na jeden kontakt, czego w Liverpoolu nie robiłem. W Liverpoolu miałem 40 metrów, by biec samemu, kiwać i walczyć. W Urugwaju tak samo. Bardzo mnie to rozwinęło, a Suárez z lat 2014–2017, czyli z moich najlepszych lat w Barcelonie, też był dobry.
Komentarze (10)