Raphinha udzielił obszernego wywiadu dla magazynu GQ. Brazylijczyk wyznał w nim m.in., że czuł, iż zasługiwał na więcej w ostatniej Złotej Piłce. Rapha wypowiedział się też na temat swoich celów z Barceloną. Poniżej pierwsza część rozmowy.
GQ: Miałeś niesamowity sezon 2024/25 i bardzo dobrze rozpocząłeś rozgrywki 2025/26. Czy czujesz, że przeżywasz najlepszy moment swojej kariery?
Raphinha: Bez wątpienia przeżywam jeden z najlepszych momentów w mojej karierze. Sezon 2024/25 był wyjątkowy – grałem równo, strzelałem ważne gole, otrzymywałem indywidualne wyróżnienia – a rozpoczęcie nowego sezonu z taką siłą dało mi jeszcze więcej pewności siebie. To, co sprawia, że ten moment jest tak wyjątkowy, to połączenie rozwoju technicznego, zdobytego doświadczenia i równowagi mentalnej. Dziś czuję, że gram z większą swobodą, lepiej czytam grę i potrafię radzić sobie z presją dojrzalej niż wcześniej. To też czas głębokiej wdzięczności – widzę, jak wiele pracy mnie tu doprowadziło, jak ważne było wsparcie mojej rodziny i kolegów, oraz jak wielkim przywilejem jest gra na najwyższym poziomie zarówno w Barcelonie, jak i w reprezentacji. Ten balans między uznaniem, formą i nauką sprawia, że naprawdę czuję, iż jestem w punkcie szczytowym mojego potencjału.
Jaki jest twój główny cel w tym sezonie z Barceloną?
Moim głównym celem jest dalej pomagać drużynie w wygrywaniu i osiąganiu naszych wspólnych założeń. Chcę dokładać gole i asysty, ale przede wszystkim – być regularny i zaangażowany w każdym meczu. Chcę też rozwijać się indywidualnie, poprawiać grę, uczyć się od trenerów, kolegów i każdej sytuacji na boisku. Dla mnie sukces w tym sezonie to równowaga między osobistym poziomem a wzrostem całej drużyny – by Barcelona pozostała konkurencyjna we wszystkich rozgrywkach. Wszystko, co robię, ma jeden cel: utrzymać ten klub na szczycie, z dumą nosić tę koszulkę i budować pozytywne dziedzictwo – zarówno dla Barcelony, jak i dla siebie jako zawodnika i jednego z kapitanów.
Co Hansi Flick dostrzegł w tobie – lub obudził w drużynie – że osiągnąłeś tak wysoki poziom?
Hansi Flick ma niesamowitą umiejętność dostrzegania potencjału w każdym zawodniku i wydobywania z nas tego, co najlepsze – indywidualnie i jako zespół. Nauczył mnie grać mądrzej, lepiej rozumieć przestrzenie, doceniać czytanie gry i utrzymywać dyscyplinę taktyczną bez utraty kreatywności. Poza tym zaszczepił w drużynie mentalność pewności i jedności. Ma dar przekazywania spokoju i zaufania – sprawia, że każdy wierzy w siebie i w grupę. To zrobiło ogromną różnicę dla mnie i całego zespołu, bo pozwoliło nam grać z większą konsekwencją, intensywnością i determinacją. Praca z nim to nie tylko kwestia techniki, ale też mentalności i emocji – pomógł nam przekuć wiarę w konkretne działania na boisku.
W 2026 roku odbędą się mistrzostwa świata. Czy to zmienia twoje podejście do sezonu?
Mundial zmienia wszystko. Każdy mecz, każdy trening, każda decyzja zyskuje większe znaczenie, bo wiesz, że przygotowujesz się do turnieju, który odbywa się raz na cztery lata i jest największym marzeniem każdego piłkarza. Skupiam się na utrzymaniu formy i rozwoju w Barcelonie, bo to, jak gram w klubie, bezpośrednio wpływa na moją pozycję w kadrze. Staram się też dbać o ciało i umysł – znaleźć równowagę między intensywnością a regeneracją. Jednocześnie nie chcę zbyt daleko wybiegać w przyszłość. Chodzi o to, by rosnąć mecz po meczu, cieszyć się teraźniejszością i mieć pewność, że gdy nadejdzie mundial, będę gotów dać z siebie wszystko dla Brazylii.
Czy zdobycie mistrzostwa świata z Brazylią byłoby największym osiągnięciem twojej kariery? Czy o tym marzyłeś jako dziecko grające na ulicy?
Tak, bez wątpienia. To byłoby spełnienie największego marzenia mojego życia. Od dziecka, gdy grałem boso na ulicach Restingi, śniłem o tym, by reprezentować Brazylię na największej scenie i walczyć o najważniejsze trofeum. To dla mnie codzienna motywacja – każdy trening, każdy mecz, każda decyzja na boisku utrzymuje to marzenie przy życiu. Gra dla Brazylii to ogromny zaszczyt, a dawanie radości milionom ludzi – bezcenne uczucie. Zdobycie mistrzostwa świata byłoby ukoronowaniem wszystkich poświęceń, trudów i wyzwań, które musiałem pokonać. To byłby największy sukces w mojej karierze – i coś, z czego byłbym dumny do końca życia.
W Brazylii futbol to niemal religia. Jak radzisz sobie z presją gry w reprezentacji, dla której liczy się tylko zwycięstwo?
Gra dla Brazylii to wielki zaszczyt, ale i ogromna presja. Futbol naprawdę jest tam jak religia, a oczekiwania są zawsze najwyższe. Każdy mecz jest obserwowany z bliska, kibice wymagają zwycięstw bez względu na rywala. Nauczyłem się skupiać na tym, co mogę kontrolować: przygotowaniu, zaangażowaniu i pracy dla zespołu. Staram się wykorzystywać presję jako motywację, pamiętając, że reprezentuję cały kraj – to przywilej, nie ciężar. Pomaga mi też perspektywa: wsparcie rodziny, kolegów i praca nad sferą mentalną pozwalają mi grać z pewnością siebie i radością. Ta presja to energia – przekuwam ją w siłę.
Co wywołuje większą presję: koszulka Brazylii czy Barcelony?
Obie, ale w inny sposób. W Brazylii reprezentujesz nie tylko klub, ale cały naród i jego historię – to duma i ogromna odpowiedzialność. W Barcelonie z kolei presja jest codzienna: każdy detal jest analizowany, każdy mecz ma znaczenie, a oczekiwania są stałe. To inny rodzaj napięcia – bardziej nieustanny. W Brazylii chodzi o emocje i tożsamość, w Barcelonie – o regularność, wyniki i styl przez cały sezon. Ale obie motywują mnie tak samo – nauczyłem się, że presja może być inspiracją, nie ciężarem.
Nie zdobyłeś Złotej Piłki. Czy to było dla ciebie rozczarowanie?
Tak, osobiście tak. Kiedy dajesz z siebie wszystko, grasz świetny sezon i wierzysz, że zasłużyłeś na najwyższe uznanie, naturalnie masz większe oczekiwania. Piąte miejsce było zaszczytem, ale liczyłem na więcej. Jednocześnie nauczyło mnie to pokory i dystansu. Złota Piłka to wyróżnienie indywidualne, ale futbol to gra zespołowa. Patrząc na to, co osiągnąłem z Barceloną i Brazylią, wiem, że mam za co dziękować. To motywuje mnie, by dalej pracować i walczyć o szczyt.
Czy wierzysz, że jeszcze masz szansę ją wygrać?
Oczywiście. Futbol to cykle i szanse – a ja wiem, że mam jeszcze wiele lat, by sięgnąć po nowe cele. Piąte miejsce było cennym doświadczeniem, ale też pokazało, że wciąż mogę iść wyżej. Każdy sezon to nowa okazja, by błyszczeć, wygrywać trofea i zdobywać uznanie. Traktuję to jako motywację, nie presję. Wierzę w swój potencjał i wiem, ile pracy włożyłem, by tu być. Najlepsze dopiero nadejdzie.
Komentarze (34)