„Zjedzony” Pedri, niesmaczny Lamine i inne niestrawności po Klasyku

Dariusz Maruszczak

28 października 2025, 15:42

66 komentarzy

Fot. Getty Images

Opadł już nieco kurz po ostatnim Klasyku, więc warto by było przeanalizować na chłodno przyczyny porażki Barcelony z Realem Madryt. Tym razem możemy wyciągnąć nieco inne wnioski niż przy poprzednich rozczarowaniach, choć niestety są też negatywne aspekty, które są powtarzalne. Rozpatrzymy też kwestię, czy Pedri naprawdę został zjedzony przez drugą linię Los Blancos

Na wstępie muszę dodać, że po obejrzeniu tego spotkania na spokojnie trochę zmieniła się moja optyka. Różnica między obiema ekipami nie była wcale aż tak duża, jak odbierałem to tuż po ostatnim gwizdku, ani tak ogromna, jak wskazywałyby na to reakcje w niektórych mediach. Nie zamierzam tu umniejszać zwycięzcom, bo byli lepsi, bardziej uporządkowani i zasłużenie sięgnęli po trzy punkty, a Barça miała swoje liczne problemy, do których zaraz przejdziemy, ale rysowanie obrazu jakiejś przepaści między obiema ekipami po tym pojedynku jest w mojej ocenie przesadne. Uznałem, że warto to podkreślić, zanim przejdziemy do problemów Barcelony.

Znów obrona

Przed meczem w większości analiz podkreślano problemy Barçy w defensywie i możliwość wykorzystania tego aspektu przez Real. Tu miało być główne pole rywalizacji - wysoka linia i pułapki ofsajdowe kontra wykorzystywanie wolnej przestrzeni przez Kyliana Mbappe i Viníciusa. I rzeczywiście, zbyt wysoko ustawiona obrona Barcelony miała swój zły moment przed bramką otwierającą wynik. Uważam, że nie było potrzeby, aby wychodzić aż tak wysoko w tej sytuacji, bo to tylko dało szansę Mbappe na urwanie się Pau Cubarsíemu, a Realowi okazję do rozegrania prostej akcji zamiast próbowania czegoś bardziej skomplikowanego. Zwłaszcza że do tego momentu spotkanie było naprawdę wyrównane, a potem gospodarze nabrali wiatru w żagle. Jedno podjęcie ryzyka w nieodpowiednim momencie miało duży wpływ na przebieg rywalizacji.

Odnoszę jednak wrażenie, że ta linia była bardziej stonowana niż w poprzednich meczach. Czy Barça wyciągnęła jakieś wnioski, czy to po prostu Real potrafił bardziej zepchnąć defensywę katalońskiej ekipy? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Natomiast Los Blancos byli skuteczniej blokowani, gdy Barcelona grała nieco niżej. Nieudane próby łapania na spalonego czy złe reakcje związane z wyjściem wyżej stwarzały jednak pewne zagrożenie. Mimo to, tym razem to nie defensywa była największym problemem drużyny Hansiego Flicka.

Lider nie dojechał

W drużynie Flicka atak zwykle niwelował problemy powstałe w obronie, jednak tym razem nie tylko tego nie zrobił, ale wręcz dostarczył więcej zmartwień. Przede wszystkim, okoliczności meczu (brak Raphinhi czy Roberta Lewandowskiego) stworzyły jeszcze większe wymagania wobec Lamine Yamala. To on MUSIAŁ wziąć na siebie grę, rozrywać obronę rywala, stwarzać zagrożenie, jeśli Barcelona miała zwyciężyć w El Clásico.

A jednak tak się z jakiegoś powodu nie stało. Nigdy nie widziałem Lamine’a, który jest tak apatyczny, tak rzadko bierze grę na siebie i wchodzi w pojedynki, który pozostawia na meczu tak niewielkie piętno. Nawet gdy miał 15 lat. Lider zespołu, bo tak trzeba nazwać 2. w kolejności zawodnika w plebiscyście Złotej Piłki mimo jego wieku, niedojeżdżający na taki pojedynek, to jest moim zdaniem główna przyczyna słabej postawy Barcelony w ataku. Lamine po prostu nie był sobą.

Wbrew tworzonym jak zwykle przy takiej okazji dużym narracjom medialnym nie sądzę, żeby atmosfera przed Klasykiem, te wszystkie napięcia po wypowiedzi Lamine’a miały swój wpływ. Przecież mówimy o chłopaku, który jako dzieciaczek wchodził do wielkiego futbolu i nic sobie nie robił z rangi przeciwnika i rosnącej wokół niego presji. Ba, przecież wychowanek najlepiej prezentował się w tych starciach dostarczających największego ciśnienia, żeby wymienić tylko fenomenalny w jego wykonaniu dwumecz z Interem czy starcia na mistrzostwach Europy z takimi reprezentacjami jak Niemcy czy Francja.

Powodów apatii Lamine upatruję w sytuacji zdrowotnej. Nie mamy zbyt wielu konkretów w tej sprawie, ale przecież w minionych tygodniach 18-latek miał przeciągające się problemy fizyczne. Najwyraźniej nie zostały rozwiązane. Podczas Klasyku mieliśmy ogrom sytuacji, gdy Lamine podpiera się o nogi, nawet w pierwszej połowie, a na poniższym screenie mamy akcję, gdy Barça dążyła do odrabiania strat, z nieaktywnym liderem ustawionym niemal najgłębiej. 

A mimo to, grając niemal na stojąco, Lamine miał dwa podania, które mogły dać punkty. Miał też z dwie szarże, które z miejsca wywołały chaos w defensywie Realu. Co by było, gdyby Lamine miał takich podań chociaż z 5, takich szarż z 10, jak to robił zazwyczaj? To właśnie tego zabrakło Barcelonie, żeby mieć korzystny wynik, nawet jeśli jej gra i z tym byłaby nieidealna.

Bez wsparcia, bez ataku

Skoro nie stawił się lider, tym większe było znaczenie dobrej gry pozostałych napastników. Niestety tego też nie było. Marcus Rashford znów zaprezentował przebłyski, jak przy asyście do Fermína Lópeza, ale po raz kolejny brakowało mu regularności na miarę pojedynku o takim poziomie trudności jak Klasyk. Ferran Torres był stłamszony przez defensorów i nie potrafił zrobić różnicy, a gdy miał dobrą szansę, podał do bramkarza.

Dwukrotnie to samo zrobił Fermín López. Ofensywny pomocnik co prawda strzelił gola, ale w pozostałych sytuacjach źle wykańczał akcje, przez całe spotkanie nie kreował gry i jego wsparcie defensywne dla pomocników było niewystarczające. Poniższe zagranie mogłoby dać Barcelonie punkt. Skoro Fermín zdecydował się na strzał, a nie na podanie do znajdujących się na czystej pozycji kolegach, musiał on wylądować w siatce, w przeciwnym wypadku nie da się go wytłumaczyć z tej sytuacji.

This is fine...

Znów zawiodła też reakcja na boiskowe wydarzenia. Barcelona długo nic nie zmieniała, mimo że musiała odrabiać straty, a gra ofensywna jej atakujących nie układała im się najlepiej. Dopiero w 74. minucie nastąpiły pierwsze korekty. Flick postanowił jednak m.in.… zdjąć napastnika i wpuścić w jego miejsce defensywnego pomocnika Marca Casadó. Liczba świeżych atakujących, których bardzo brakowało Blaugranie od dłuższego czasu, przeszła z 0 na 0. Dopiero 10 minut później na murawie zameldował się Roony Bardghji. Więcej zmian mających na celu odwrócenie wyniku nie było, bo trudno za takową uważać wpuszczenie Gerarda Martína.

Można narzekać na sytuację kadrową, stan ławki, można nie ufać młodym wychowankom, ale jeśli nie masz już wyboru, bo na ławce są „tylko” utalentowani piłkarze ze szkółki, no to musisz ich wpuścić chociaż na te ostatnie minuty. Jeżeli nawet w takiej sytuacji Dro i Toni nie pojawiają się na boisku, to po co w ogóle brać ich do kadry meczowej. Skoro Lamine był w takim stanie, w jakim był, Rashford był nieregularny, a Ferran nie wnosił konkretów, to jak można było nie spróbować kolejnych zmian, chociaż na parę minut?

Zjedzony (?) Pedri

Biorąc pod uwagę te wszystkie aspekty, dziwi mnie wskazywanie na tych, którzy są winni najmniej (obok Wojciecha Szczęsnego) – Pedriego i Frenkiego de Jonga. Muszę się tu bezpośrednio odwołać do słów użytych przez Tomka Ćwiąkałę w jego analizie Klasyku.

„Główna różnica między Realem Madryt i Barceloną w tym meczu trochę polegała na dysproporcjach, jeśli chodzi o drugą linię. Moim zdaniem to była totalna przepaść. Pedri i Frenkie de Jong zostali w tym meczu po prostu zjedzeni [...] Pedri gra po prostu przesłabo. To był najsłabszy występ Pedriego od nie wiem kiedy… od kilku miesięcy pewnie minimum. A ten miesiąc to jest najsłabszy okres Pedriego moim zdaniem od kilkunastu miesięcy”.

Przyjrzymy się, na ile te zarzuty mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Najlepiej poprzez porównanie statystyczne pomocników Barcelony i Realu Madryt, także tych ofensywnych czy mających swoje zadania na flankach.

  Barcelona Real Madryt
  Pedri De Jong Fermín Tchouaméni Camavinga Güler Bellingham
Kontakty z piłką 101 117 47 46 45  39 53
Celne podania 68 93 26 26 22 18  19
Celne podania na połowie rywala 47 65 18 10 13  16 12
Skuteczność podań 93% 95% 81% 90% 85%  82%  73%
Kluczowe podania 3 1 0 3 2  2 1
Straty 11 10 12 5 8  10 16
Wygrane pojedynki 11 8 1 4 8  4 6
Udane wślizgi/wejścia 3 1 0 1 1 2
Odzyskane piłki 2 6 2 8 3  2 5

Szczerze mówiąc, po obejrzeniu meczu i przeanalizowaniu statystyk nie rozumiem, jak konkretnie Pedri i De Jong zostali "zjedzeni" przez drugą linię Realu. Nie chodzi o to, żeby deprecjonować Los Blancos, ale powyższe statystyki mówią same za siebie - to piłkarze Barçy notowali lepsze wyniki w większości kategorii. Nie rozumiem, jak Pedri mógł wygrać najwięcej pojedynków na boisku (z kim? no przecież z pomocnikami Realu, a nie reprezentantami Doliny Muminków), mieć świetną skuteczność podań w meczu o takich wymaganiach, zaliczać kluczowe zagrania i pracować w obronie, a jednocześnie być przez kogoś zjedzonym.

Sam Ćwiąkała zresztą w swoim materiale podaje statystykę, że Pedri zaliczył najwięcej skoków pressingowych w Barçy - 37, niemal dwa razy więcej (!) od drugiego Balde (19, trzeci był De Jong z 17). Z kolei Fermín będący bliżej obrońców rywala miał ich 11, a Rashford - raptem 5. W Realu było dużo solidniej pod tym względem, choć najlepszy Arda Güler zaliczył takich akcji o 14 mniej od Kanaryjczyka. Na skutek jednego z takich pressingów Pedriego Barcelona strzeliła zresztą swojego jedynego gola w tym meczu.

Dla mnie wnioski są oczywiste - Pedri dojechał na ten mecz pod względem swojej własnej indywidualnej postawy, wcale nie dał się zjeść rywalowi, przeciwstawił mu się na miarę okoliczności, jako jeden z nielicznych. Jego problemem było jednak właśnie to, że grał po prostu w słabszym zespole, którego, indywidualnie czy w duecie z De Jongiem, nie był w stanie wydźwignąć ponad kolektywnie lepszy Real. W przeciwieństwie do niektórych kolegów próbował do samego końca zrobić coś z niczego i "walczyć z przeważającymi siłami wroga", co niestety miało negatywny finał w postaci czerwonej kartki.

Skoro wszyscy Los Blancos byli tak rewelacyjni, a cała Barcelona razem z Pedrim tak fatalna, to jakim cudem skończyło się na 1:2? Uważam, że to właśnie obecność Kanaryjczyka jednak ten dystans między obiema ekipami w jakimś stopniu zmniejszała. I m.in. dzięki temu oraz postawie Szczęsnego nie skończyło się wyższą porażką.

  Barcelona Real Madryt
Posiadanie piłki 68% 32%
Celne Podania 574 223
Celne podania w ostatnią tercję boiska 143 79
Wejścia w ostatnią tercję boiska 47 43
Wygrane pojedynki 40 45

Wnioski dotyczące środka pola potwierdza ujęcie globalne. Barcelona miała bardzo dużą przewagę w posiadaniu piłki. Miała dwa razy więcej podań, także w ostatnią tercję boiska. Uważam zatem, że nie można tu mówić o zjedzeniu jednej drugiej linii przez drugą. Z czego więc wynika różnica między Blaugraną i Realem w tym spotkaniu? A no moim zdaniem właśnie z tego, że Los Blancos mieli bardziej DECYDUJĄCYCH graczy w swoim ataku, a jego defensorzy popełniali mniej błędów prowadzących do stworzenia szans przeciwnikom. Stawiam tezę, że mecz nie rozegrał się w środku pola, tylko w okolicach obu polach karnych, gdzie Real miał piekielnie groźnych Mbappe i Viníciusa oraz solidnych defensorów w uporządkowanej strukturze, a Barça pasywnego Lamine'a i niepewną, choć lepszą niż ostatnio podstawę defensywy.

Barcelona miała wystarczająco dużo swoich problemów, żeby szukać ich w Pedrim, czy też w De Jongu. W mojej ocenie ci gracze nie powinni odpowiadać za problemy strukturalne Barçy (także te związane z brakiem "ochroniarza" dla tej dwójki), kłopoty w defensywie, nijakość atakujących czy przegrany pojedynek taktyczny Flicka z Xabim Alonso, także na poziomie reakcji na boiskowe wydarzenia. Nie chodzi też o gloryfikowanie występu Pedriego i De Jonga, jednak w takich okolicznościach, mając naprzeciw siebie lepiej uporządkowanego rywala, który w dodatku miał czasem nad tą dwójką przewagę liczebną w środku, nie uważam, żeby akurat ich występ można było klasyfikować jako "przesłaby" i żeby zasłużyli na tak dużą krytykę.

Panorama po bitwie

Oczywiście ta obrona Pedriego czy zwrócenie uwagi na hiperbolizowanie różnicy między obiema ekipami (gdy ma się w pamięci Klasyki, w których określenia typu "zniszczyli" byłyby bardziej odpowiednie), nie oznacza, że Barça rozegrała dobry mecz. Wręcz przeciwnie, brak "ognia" w nogach, płucach i sercach piłkarzy Barcelony umacnia dość przygnębiający obraz obecnej sytuacji. Zwłaszcza że do wcześniejszych problemów dochodzą coraz to nowe, a rozwiązań na ten moment za bardzo nie widać.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (66)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy