Czy Lamine przesadził?

Mateusz Doniec

24 października 2025, 14:15

94 komentarze

Fot. Getty Images

Nie trzeba było czekać na murawę, żeby Klasyk zaczął się naprawdę - wystarczyło kilkanaście sekund w studiu Kings League. Jedno słowo rzucone w rozrywkowym formacie sprawiło, że Madryt poderwał się z fotela jak po czerwonej kartce w 90. minucie. Lamine popełnił błąd. Bo jest 18-latkiem. Ale to, jak rozpędzono tę scenę do rangi "skandalu państwowego", jest przesadą.

Wszyscy możemy udawać, że nic się nie stało, bo przecież to tylko Kings League, Ibai, Piqué, luz, ironia, talk-show w klimacie Twitcha. Problem w tym, że Lamine Yamal nie jest Gerardem Romero ani jednym z gości z kanapy - on jest aktualnym piłkarzem FC Barcelony, jednym z najlepszych graczy świata i twarzą niedzielnego Klasyku. To, co w jego głowie było żartem w rozrywkowym formacie, po wyjęciu z kontekstu żyje w realnym, najcięższym możliwym ekosystemie: wojnie medialnej Barcelona–Real na 48 godzin przed meczem. To nie jest ten sam rejestr odpowiedzialności.

Nie chodzi o to, by go palić na stosie. Lamine nie popełnił zbrodni i nie był agresorem - był 18-latkiem w przestrzeni, w której cyniczni dorośli potrafią obrócić każde słowo w broń. Tyle że jego "problem" polega na tym, że w tym wieku zaszedł tak wysoko, że świat już dawno przestał traktować go jak "dzieciaka, któremu się wymsknęło".

Wrogo nastawiony Madryt nie będzie miał dla niego już żadnej taryfy ulgowej. Bo słowo robar w ustach streamera wywołuje mem; w ustach piłkarza Barcelony przed Klasykiem - wywołuje akt oskarżenia wobec całego środowiska, a konsekwencje płacą także ci, którzy słowa nie wypowiedzieli. Najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że to powiedział - tylko to, że nieświadomie zagrał słowem, o którego mocy sam wie. I to już nie jest sprawa żartu, tylko higieny komunikacyjnej elitarnego sportu.

Na pewne "cnotliwe" osoby, które wzywają do Komisji Antyprzemocowej, jakby padło nawoływanie do linczu, a nie zdanie z talk-show, lepiej spuścić zasłonę milczenia. Środowisko Barçy - ludzie, którzy go widzą codziennie - powtarzają, że Lamine jest mądrym chłopakiem, dojrzalszym niż wskazuje metryka, i on dobrze rozumie, co się właśnie wydarzyło. Ale czy ta świadomość cokolwiek zmieni w świecie, który żyje z podkręcania iskier w płomienie?

To ciekawy paradoks, że musiał pojawić się dzieciak, który nie gryzie się w język, żeby wielu madritistów - po latach - doceniło, jaką elitarną klasą medialną grał Messi. Tyle że Lamine nie jest Messim. To inne pokolenie, inny kod kulturowy, inne środowisko socjalizacji. Ten chłopak mówi językiem mediów społecznościowych, a wygląda na to, że świat, który go osądza, udaje, że wciąż żyje w telewizji z 2005 roku.

Tak - Lamine powinien był ugryźć się w język, albo chociaż zrezygnować ze słowa "kradną" i zostać przy "skarżą się", bo to jest fakt. To jest ten poziom, na którym filtr medialny nie jest opcją, tylko obowiązkiem. Zauważmy, że o Piqué, który podłapał temat, mówiąc: "To nie podlega dyskusji", już mało kto mówi, mimo że był zawodnikiem Barcelony niemal tyle, ile Lamine Yamal żyje na tym świecie.

Robienie z tego sprawy dla Komisji Antyprzemocowej jest klasycznym przykładem, jak w hiszpańskim futbolu z igły robi się widły, a jedno zdanie nastolatka z talk-show urasta do "tematu państwowego". Winę można nazwać winą - bez udawania, że to skandal cywilizacyjny.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (94)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze