W obszernym tekście na ESPN Sam Marsden i Moisés Llorens opisują kulisy oraz pierwsze miesiące Marcusa Rashforda w Barcelonie. Anglik, sprowadzony z Manchesteru United na wypożyczenie z silnym poparciem Hansiego Flicka, szybciej niż planowano stał się istotną postacią w ataku mistrzów Hiszpanii. Autorzy sugerują, że ten etap może być dla niego początkiem nowego etapu kariery.
Trener Barcelony Hansi Flick śledzi karierę Marcusa Rashforda od dawna, sięgając do czasów, gdy ten wyłonił się jako nastolatek w Manchesterze United. Kiedy tego lata na stole pojawiła się możliwość pozyskania angielskiego napastnika na wypożyczenie, przekaz Flicka do dyrektora sportowego Deco był prosty: "Powiedziałem mu, że musimy to zrobić. Marcus jest wybitnym piłkarzem, dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy".
Plan zakładał powolne wprowadzanie Rashforda, pozwolenie mu na zaaklimatyzowanie się w życiu w nowym kraju i na stopniowe poznanie mechanizmów tego, czego trener Barcelony od niego oczekuje, ale seria kontuzji w ofensywnych sektorach boiska zamiast tego wepchnęła go od razu w kluczową rolę w zespole hiszpańskiego mistrza.
Po 11 rozegranych meczach we wszystkich rozgrywkach Rashford jest jednym z zaledwie czterech piłkarzy, którzy wystąpili w każdym spotkaniu — pozostała trójka to Pedri, Eric García i Jules Koundé. Z trzema golami i czterema asystami przewodzi Barcelonie pod względem udziału przy bramkach przed wejściem w największy dotąd tydzień sezonu.
Barça podejmie Olympiakos w Lidze Mistrzów we wtorek, potrzebując zwycięstwa, by odbić się po porażce z Paris Saint-Germain ostatnim razem; Rashford następnie po raz pierwszy posmakuje El Clásico, kiedy Barça uda się na mecz z Realem Madryt w przyszłą niedzielę, mając dwa punkty straty do lidera LaLigi.
Zainteresowanie Barcelony pozostało — dodają źródła — ale latem pojawiły się inne opcje. Deco chciał pozyskać Luisa Díaza z Liverpoolu, który ostatecznie dołączył do Bayernu Monachium, natomiast Nico Williams z Athleticu był również celem, zanim przedłużył kontrakt w Bilbao.
Źródła wskazują dwa kluczowe powody, dla których Barça ponownie zwróciła się ku Rashfordowi. Po pierwsze, mimo że zarabia ogromne pieniądze — nawet po zaakceptowaniu 15-procentowej obniżki swojej pokaźnej pensji z United — był to najbardziej finansowo wykonalny wariant. Po drugie, Flick mocno naciskał na klub, by doprowadzić ten transfer do skutku.
To jednak nie sprawiło, że całość była łatwa. W podpisaniu umowy brało udział wiele rąk. Hiszpańscy agenci Arturo Canales i Fernando Solanas zostali włączeni jako pośrednicy, a kancelaria prawna, która — co ciekawe — wykonuje wiele pracy dla rywala United, czyli Manchesteru City, została zatrudniona do dopracowania końcowych szczegółów różnych porozumień.
Rashford czekał cierpliwie. Źródła twierdzą, że przedstawiciele klubu byli pod wrażeniem tego, jak niezłomny był w pragnieniu gry dla Barcelony, nawiązując do słynnego komentarza klubowej legendy Johana Cruyffa: "Jeśli masz wątpliwości, czy chcesz grać dla Barcelony, nie jesteś nam już do niczego potrzebny".
Te same źródła mówią, że Rashford z pewnością nie wpisywał się w tę kategorię. Przyznawali, że przeprowadzka do Barcelony po jego wzlotach i upadkach w United mogła być odbierana jako ruch, na który "nie zasłużył", ale twierdzili, że byłoby dla niego mniej stresujące i bardziej korzystne finansowo podążyć za innymi ofertami.
Uważali, że wywiad, którego udzielił kanałowi xBuyer — popularnemu w Hiszpanii, ale nie w anglojęzycznym świecie — był współczesnym odpowiednikiem "prośby o transfer", ponieważ mówił o pragnieniu gry dla Barcelony i chwalił nastoletnią sensację - Lamina Yamala.
Ostatecznie, ponieważ Flick chciał dopięcia transakcji jak najwcześniej w okresie przygotowawczym, Canales i Solanas pomogli, a United zaakceptowało wypożyczenie z opcją wykupu za 30 milionów euro, Rashford został pierwszym Anglikiem od czasów Gary’ego Linekera, który podpisał kontrakt z męską pierwszą drużyną Barcelony.
Rashford cieszy się pierwszymi miesiącami w Hiszpanii. Zamieszkał w górach, na północ od nadmorskiego Castelldefels, formalnie należącej jednak do miasteczka Gavà. W 10 minut może być na plaży, a widywano go regularnie grającego w padla ze znajomymi, a nawet łowiącego ryby.
Jednak to 20 minut w górę autostradą C-32 jest miejscem, gdzie jest najszczęśliwszy — w bazie treningowej Barcelony, Ciutat Esportiva Joan Gamper. Źródła mówią, że koledzy z drużyny byli początkowo zaskoczeni jego pokorą i nieśmiałością, biorąc pod uwagę jego pozycję w świecie piłki, ale szybko odnalazł swoje miejsce w szatni.
Uczy się hiszpańskiego, ale nie jest to tak niezbędne do szybkiej aklimatyzacji, jak byłoby dekadę temu w Barcelonie. W drużynie jest wielu anglojęzycznych piłkarzy — w tym Robert Lewandowski, Frenkie de Jong i Andreas Christensen — a Flick oraz jego w większości niemiecki sztab szkoleniowy udzielają wskazówek po angielsku.
Źródła podają, że Rashford, który w przyszłym tygodniu skończy 28 lat i powinien wchodzić w najlepsze lata kariery, potrafi odnaleźć się zarówno wśród weteranów, jak Lewandowski i Wojciech Szczęsny, jak i wśród grupy młodych zawodników, na czele z Lamine Yamalem, szybko podchwytując lokalny slang, by nie wypaść z obiegu boiskowych żartów.
W rozmowie z Diario Sport powiedział, że jednym z pierwszych słów, jakich się nauczył, było chuche, znaczące słodycze. Soy tu papa, chuche — "Jestem twoim tatą, słodziaku" — to jeden z ulubionych, przyjacielskich docinków Lamine Yamala po tym, jak ośmiesza kolegów na treningach w reprezentacji Hiszpanii i Barcelonie.
"Rashford to spektakularny piłkarz" — powiedział ESPN obrońca Ronald Araújo. "Jest szczęśliwy. Rozmawialiśmy o tym wcześniej — o pewności siebie, o szczęściu, którego piłkarze potrzebują — i on jest tutaj szczęśliwy w Barcelonie. Zespół bardzo szybko go przyjął, kiedy dołączył. Widać to na boisku. Ma jakość, umiejętności, jest szybki, bardzo eksplozywny... daje nam bardzo dużo. Cieszymy się, że jest tutaj z nami".
Kontuzje przyspieszyły eksponowanie tych atutów. Przy Lamine Yamalu, Raphinhi, Lewandowskim, Ferranie Torresie, Fermínie Lópezie i Olmo, którzy pauzowali w różnych momentach sezonu, Rashford — początkowo jako zmiennik — stał się jedynym napastnikiem Barcelony, który wystąpił we wszystkich 11 meczach tego sezonu.
Gra głównie na lewej stronie, gdzie — jak sam mówi — najbardziej lubi występować, ale pojawiał się też w środku ataku, gdzie niektóre źródła spekulują, że może leżeć jego długoterminowa przyszłość w klubie, jeśli zechce zostać po tym sezonie — jeśli nie, może się okazać, że będzie rywalizował z Raphinhą o miejsce na lewym skrzydle, zamiast z 37-letnim Lewandowskim, któremu latem kończy się kontrakt.
Źródła mówią, że Rashford na początku był nieco "zagubiony" taktycznie, ale jest szybkim uczniem. Przyswoił to, czego oczekuje od niego Flick, korzystając na bezpośrednich i zwięzłych instrukcjach trenera. Flick nie lubi mącić piłkarzom w głowach nadmiarem informacji; chce, by Rashford grał bezpośrednio i atakował rywali w pojedynkach. Anglik notuje w tym sezonie średnio 5,97 prób dryblingu na 90 minut, ale trener Barcelony chciałby, aby ta liczba wzrosła, jeśli to możliwe — to więcej niż 3,61 u Raphinhi, ale znacznie mniej niż 13,22, które na drugim skrzydle osiąga Lamine Yamal.
Najlepszy wieczór Rashforda nadszedł w Newcastle, kiedy strzelił dwa oszałamiające gole w wygranym 2:1 meczu Ligi Mistrzów, ale jeśli można mieć zastrzeżenie, to takie, że mógłby zdobywać więcej — jedyną inną bramkę strzelił w październikowej porażce 4:1 z Sevillą.
Były też inne momenty, gdy był blisko — powstrzymany przez dobre interwencje bramkarzy lub przez obramowanie bramki — ale to obszar, w którym, jak mówią źródła, Barça chce widzieć poprawę. W starciu z Gironą w zeszły weekend trafił w poprzeczkę z rzutu wolnego; był to jeden z trzech rzutów wolnych przez niego egzekwowanych w katalońskim derbowym meczu, a źródła wskazywały na wagę faktu, że sztab szkoleniowy tak szybko powierzył mu odpowiedzialność za stałe fragmenty oraz że zostało to zaakceptowane przez kolegów z drużyny.
Wykonywał też więcej rzutów rożnych niż jakikolwiek inny zawodnik Barcelony w tym sezonie — 37, przed Raphinhą (13) na drugim miejscu — bo Flick liczy na jego jakość przy tworzeniu sytuacji. Do tej pory Rashford wykreował osiem szans ze stałych fragmentów gry.
Jednak jakość Rashforda przy piłce nie jest głównym obszarem pracy na treningach. Flick nazwał jego dublet w Newcastle "pierwszym krokiem" i powiedział, że kolejny krok będzie polegał na rozwoju bez piłki. "Nasz styl, to jak chcemy grać, opiera się na wysokiej intensywności i tego właśnie chcę widzieć także u niego" — powiedział.
Rashford pokazał pod tym względem poprawę w porównaniu z poprzednim sezonem. W meczach dla United i Villi w Premier League notował średnio 18,9 sprintu na mecz, według Stats Perform. W tym sezonie, w hiszpańskiej ekstraklasie, według LaLiga Football Intelligence, ta liczba wzrosła do 34,9. Pokonuje też ponad 630 metrów na prędkości powyżej 21 km/h na 90 minut, w porównaniu do 122 metrów w Premier League w poprzednich rozgrywkach.
Jednak te liczby nadal są dalekie od wyników Raphinhi, którego Flick uważa za chorążego barcelońskiego pressingu, kluczowego dla tego, by wysoka linia defensywna nie była łatwo rozbijana. W tym sezonie Brazylijczyk notuje średnio 45,3 sprintu na 90 minut i pokonuje ponad 810 metrów z prędkością przekraczającą 21 km/h. Statystyki Torresa są również nieco wyższe niż Rashforda, natomiast Lamine Yamala — niższe.
Nie należy jednak na tym etapie wyciągać z tego daleko idących wniosków. Barça ma trudności z dorównaniem intensywności pressingu, którą prezentowała w pierwszym sezonie Flicka. Liczby Raphinhi były wówczas znacznie wyższe — 59,4 sprintu na mecz i 1,1 km przebyty w tempie ponad 21 km/h — a statystyki Torresa i Yamala także były znacząco lepsze.
Źródła mówią, że dane rysują obraz Barcelony, która wciąż stara się osiągnąć swój najlepszy poziom. Zmieniający się co tydzień skład z powodu kontuzji utrudnia pełną ocenę dopasowania Rashforda do tego zespołu. Oznaki są jednak obiecujące. Z piłką wygląda groźnie, choć mógłby dokładać więcej goli, a bez piłki się poprawił, choć wciąż uznaje się, że przed nim długa droga.
"Myślę, że było dobrze, było płynnie" — powiedział ESPN Rashford. — "Na pewno w przyszłości będziemy się rozwijać. Czekam na to z niecierpliwością. Koncentruję się na boisku, na tym, by dobrze współpracować z zespołem i poprawiać moją indywidualną grę. Musimy pokazywać intensywność w kolejnych meczach i nadal udowadniać trenerowi, że jesteśmy drużyną, która chce wygrywać i odnosić sukcesy. Chcę wygrywać jak najwięcej, mam nadzieję podnieść trofea z tym klubem i dopisać się do historii, którą już posiada".
Przyszłość Rashforda w Barcelonie nie zostanie przesądzona ani w meczu z Olympiakosem, ani nawet w spotkaniu z Realem Madryt. Zdecyduje się w trakcie całego sezonu. Zdecyduje o tym to, ile będzie w stanie zaoferować wiosną, kiedy Barça ma nadzieję walczyć o każdy wielki tytuł. W minionym sezonie wygrała LaLigę, Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii, odpadając dopiero w półfinale Ligi Mistrzów. Jest tylko jeden sposób, by w tym roku zrobić krok więcej.
Na tej podstawie zostanie podjęta decyzja w sprawie Rashforda. Ale — jak to zwykle bywa w Barcelonie — nie będzie ona prosta. Po pierwsze dlatego, że w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie. Obecny prezydent Joan Laporta ma wystartować ponownie i uchodzi za faworyta do utrzymania władzy. Jednak będzie miał konkurentów, a kandydaci często prowadzą kampanię, obiecując wielkie transfery; sam Laporta może zapowiadać przybycie nowych graczy latem.
Jeżeli pretendenci będą obiecywać wydanie 100 milionów euro na "zawodnika X", to gdzie znajdzie się miejsce na 30 milionów, potrzebne do pozyskania Rashforda, biorąc pod uwagę delikatne relacje Barcelony z zasadami finansowego fair play LaLigi?
Niektóre osoby wewnątrz klubu są jednak już przekonane do tej opłaty, uznając 30 milionów potrzebnych na wykup Rashforda za "oczywistość". Rzeczywistość jest taka, że zależeć to będzie od wyników, finansów, wyborów i wielu innych czynników, takich jak pojawienie się alternatyw czy to, kto będzie trenerem i dyrektorem sportowym — w piłce nożnej nic nie jest gwarantowane. Jedno jest pewne: jeśli Barça ostatecznie go nie wykupi, nie będzie musiała płacić United żadnej kary, tak jak Chelsea musiała w przypadku Jadona Sancho.
"Nie ma klauzuli karnej w umowie wypożyczenia, jeśli go nie pozyskamy" — potwierdził Deco. — "Mamy opcję, by uczynić transfer definitywnym, jeśli będziemy chcieli. Za wcześnie, by mówić o decyzjach na przyszły sezon; ważne jest, że jesteśmy z niego zadowoleni".
Komentarze (10)