Marc Guiu zdecydował się odejść do Chelsea rok temu. Każdy może ocenić, czy to był dobry ruch z punktu widzenia jego kariery. Wychowanek w zeszłym sezonie dostawał szanse głównie w Lidze Konferencji, a w lecie został wypożyczony do Sunderlandu. Po kontuzji Liama Delapa Enzo Maresca zdecydował o powrocie Guiu do stolicy Anglii.
Napastnik przebojem wdarł się do pierwszej drużyny w ostatnim sezonie Xaviego po tym jak strzelił zwycięską bramkę przeciwko Athletikowi zaledwie kilkadziesiąt sekund po wejściu na boisko. Jednak po przyjściu Hansiego Flicka zdecydował się odejść do Chelsea. Teraz wraca do swojego procesu decyzyjnego w wypowiedzi dla TV3: „Szczerze mówiąc, mogłem grać w Barcelonie dłużej, ale było jasne, że klub miał inne plany. Był Lewandowski i sprowadzono Vitora Roque. To było jasne, że nie ma dla mnie miejsca”.
Guiu narzeka też na brak zaangażowania Hansiego Flicka: „Jedyny raz, kiedy rozmawiałem z Hansim Flickiem, to było w trakcie play offów [Barçy Athletic – przyp. red.] i powiedział mi, że poszło mi bardzo dobrze. Prawdą jest, że chciałbym, żeby do mnie zadzwonił zanim odszedłem, ale tak się nie stało. W końcu zrozumiałem, że ta sytuacja nie była dobra dla mnie i zdecydowałem się odejść”.
To nie pierwszy raz, kiedy Guiu mówi o swoim odejściu. We wrześniu podkreślał, że jest zadowolony ze swojej decyzji. Napastnik będzie miał niedługo szansę pokazać Flickowi, że się pomylił, bowiem Barça zmierzy się z Chelsea już 25 listopada na Stamford Bridge. Zobaczymy, czy Enzo Maresca da mu szansę wystąpić przeciwko swojemu byłemu klubowi. Jeśli Marc Guiu odszedł w poszukiwaniu regularnej gry, to w tym sezonie jest mu o to ciężko. Od powrotu z wypożyczenia był na boisku zaledwie 29 minut, a dwa razy nawet nie załapał się do kadry meczowej. Wygląda na to, że również trener Chelsea traktuje go jako opcję mocno zapasową.
Komentarze (8)