Javier Tebas podczas konferencji prasowej w Miami, na której ogłosił zorganizowanie na Florydzie meczu Villarreal - Barcelona, odniósł się do zarzutów Realu Madryt w tej kwestii. Ostatnia wypowiedź Frenkiego de Jonga weryfikuje jednak słowa prezesa LaLigi o zgodzie zawodników na rozegranie spotkania w USA.
– Tworzy się dość demagogiczną narrację. To sami kibice Villarrealu chcą przyjechać do Miami, to kluby chcą przyjechać do Miami, to piłkarze chcą przyjechać do Miami, a mówimy o jednym meczu z 380. Zobaczymy, co teraz powiedzą w AFE, ale według mojej wiedzy zawodnicy obu zespołów chcą pojechać – powiedział Tebas, choć późniejsze słowa De Jonga trochę te informacje prezesa weryfikują.
– Niczym nie ryzykujemy. Możemy rozpowszechniać w świecie naszą kulturę, język i wiedzę. Wyciągnięcie jednego meczu z 380 kompletnie nie narusza natury naszych rozgrywek. Aby mieć takie kadry, jakie mamy, trzeba przypomnieć, że 42% naszych przychodów audiowizualnych pochodzi spoza Hiszpanii. Ci kibice płacą za oglądanie piłki nożnej i musimy mieć do nich szacunek – dodał.
Tebas odniósł się też do zarzutów Realu Madryt, który zwrócił się ze swoimi wątpliwościami w tej sprawie do Wyższej Rady ds. Sportu. – Real nie ma nic do gadania w tej kwestii. Nawet sama LaLiga. Regulamin stanowi, że kluby proszą o to Federację. LaLiga wydaje opinię i jest ona korzystna. Chciałbym, żeby Real też tak zrobił, ale przy obecnych władzach jest to niemożliwe. Szkoda, bo nie podoba im się wszystko, co robi LaLiga. Gdyby to nie była sprawa Miami, to byłoby coś innego. Jesteśmy bardzo źli i nie robimy niczego dobrze – podsumował prezes LaLigi.
Komentarze (14)