Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty dzisiejszego pojedynku Barcelony z Sevillą zdaniem redakcji FCBarca.com?
Najlepsze: przed nami dłuższa przerwa na złapanie oddechu
Po tym spotkaniu naprawdę trudno wyróżnić któregokolwiek z zawodników, choć oczywiście niektórzy na to zasłużyli, wybijając się na tle kolegów. Marcus Rashford w końcu zdobył kolejną bramkę, a Pedri zanotował przy niej asystę, ale to, co pokazała Barcelona… Prawdziwym pozytywem jest fakt, że czeka nas teraz przerwa reprezentacyjna. W tym czasie Roony powinien szczególnie skupić się na treningu strzeleckim, ponieważ gdyby miał dzisiaj dobrze ustawiony celownik, to wraz z kolegami mógłby przywieźć do stolicy Katalonii punkty i być może trafić na okładki lokalnej prasy sportowej.
Najgorsze: katastrofalny Lewandowski, katastrofalna Barcelona
Dzisiejszy można podzielić na dwie części w dokładnie takich proporcjach, jak to przewidują przepisy gry w piłkę nożną: (katastrofalną) pierwszą połowię i (lepszą, choć również rozczarowującą) drugą część spotkania. Do przerwy Barcelona była w cieniu szybko grającej Sevilli, nie potrafiąc wymienić kilku podań na połowie przeciwnika. Dość powiedzieć, że ofensywny kwartet: Ferran Torres, Dani Olmo, Marcus Rashford i Robert Lewandowski uzbierali łącznie tylko 28 celnych podań, czyli o jedno mniej niż... Pau Cubarsí. Szczególnie rozczarowująca była postawa Polaka, który poza czterema celnymi podaniami na siedem prób oddał jeden fatalny strzał i niczym innym się nie wykazał. Co gorsza, po przerwie w przeciwieństwie do kolegów z zespołu nie zanotował poprawy – przeciwnie, wyglądał jeszcze gorzej. Tylko dwukrotnie celnie podał piłkę, zmarnował jedenastkę i do tego dołożył jeszcze jeden niecelny strzał. Nie ratuje go nawet dość przypadkowe podanie kluczowe do Roony’ego. Robert Lewandowski zagrał wprost katastrofalnie, ale jego koledzy z Ferranem Torresem i Danim Olmo na czele nie spisali się dużo lepiej.
Na osobny akapit zasługuje linia obrony. Ronald Araujo rozegrał tylko 45 minut, jednak zdążył sprokurować jedenastkę w bardzo głupi sposób, łamał linie spalonego i generalnie zdawał się być odłączony od drużyny – grał swój własny mecz, nie pomagając zbytnio kolegom. Równie rozkojarzony zdawał się być Jules Koundé, a Cubarsí tylko potwierdził, że na pozycji lewego stopera czuję się w tym sezonie zwyczajnie źle. Słabszy mecz rozegrał na domiar złego również Gerard Martin. Hansi Flick musi wreszcie dokonać jakiegoś wyboru i zacząć cementować defensywę. Ciągłe rotacje połączone z urazami uniemożliwiają złapanie rytmu meczowego i zrozumienia w grze blokiem. Tym bardziej, że uraz Joana Garcíi wymusił również zmianę w bramce.
Komentarze (23)