Choć sprawa jest już zamknięta, a Lamine Yamal ostatecznie nie pojedzie na zgrupowanie reprezentacji Hiszpanii z powodu nawrotu pubalgii, to Javi Miguel z AS-a przywołuje kulisy całego zajścia. Poniżej tłumaczenie artykułu dziennikarza.
Javi Miguel (AS): "Relacje między RFEF a FC Barceloną z pewnością nie są obecnie najlepsze. Powód jest jasny - sposób zarządzania sytuacją Lamine Yamala. Od momentu, gdy piłkarz doznał urazu w meczu z Bułgarią, dystans między klubem a Luisem de la Fuente stał się wyraźny, a do tego sprawa dzieje się na oczach kibiców.
Ostatni rozdział sporu miał miejsce w tym tygodniu. Lamine zakończył spotkanie z PSG z dolegliwościami w okolicach miednicy. Następnego dnia skontaktował się z selekcjonerem, tłumacząc, że odczuwa ból i najlepszym rozwiązaniem dla niego byłby dwutygodniowy odpoczynek. Według ustaleń dziennika AS, odpowiedź De la Fuente była jednoznaczna - skoro może zagrać z Sevillą, to może też w reprezentacji.
Gdy Lamine Yamal przekazał w klubie reakcję selekcjonera, dyrektor sportowy Barcelony Deco skontaktował się ze swoim odpowiednikiem w federacji, Aitorem Karanką, aby wyjaśnić, że skrzydłowy nie jest w stanie wystąpić w barwach reprezentacji. Karanka jednak wykazał podobny brak empatii co De la Fuente.
Prawdziwa fala oburzenia w Barcelonie przyszła w piątek, gdy selekcjoner ogłosił powołania, a wśród nich znalazło się właśnie nazwisko Lamine Yamala. W klubie odebrano to jako prowokację, szczególnie że zignorowano prośbę samego zawodnika o odpuszczenie zgrupowania kadry. W tym kontekście przypomniano, że De la Fuente w przeszłości argumentował, iż to Lamine miał decydujące słowo przy występie przeciwko Turcji, podczas gdy teraz zdanie piłkarza zostało potraktowane bardziej jako zwykłe oświadczenie niż realna decyzja.
Reakcja klubu na powołanie zawodnika była natychmiastowa - Barça opublikowała oficjalny komunikat medyczny, w którym wskazano na nawrót problemów z pubalgią i określono czas absencji na od dwóch do trzech tygodni. Federacja zdecydowała się ostatecznie na zwolnienie zawodnika z kadry, ale dorzuciła przy tym szpilkę w kierunku Barcelony, sugerując, że gdyby informacje dotarły wcześniej, nie doszłoby do takiej sytuacji. W klubie zaprzeczają jednak, jakoby federacja kiedykolwiek poprosiła o oficjalny raport medyczny - uważano, że wystarczy sama prośba piłkarza o nieuczestniczenie w zgrupowaniu i że selekcjoner nie zignoruje słów swojego zawodnika, zwłaszcza że sam De la Fuente deklarował, iż priorytetem jest dbanie o zdrowie piłkarzy".
Komentarze (30)