Czy są powody do niepokoju po porażce z PSG?

Mateusz Doniec

2 października 2025, 13:30

75 komentarzy

Fot. Getty Images

Barcelona zakończyła mecz z PSG bez punktów. Po bramce Ferrana Torresa prowadziła 1:0, później została dogoniona, a decydujący cios padł w samej końcówce - w 90. minucie Gonzalo Ramos dał PSG zwycięstwo 2:1. Sam wynik nie wygląda jak katastrofa, ale styl i przebieg spotkania zostawiły sporo pytań. Czy kibice powinni się martwić?

Dlaczego są powody do niepokoju

1. Brak planu B po wyrównaniu.
Do momentu gola Mayulu na 1:1 Barcelona miała mecz w miarę pod kontrolą. Gra toczyła się falami, ale drużyna Flicka potrafiła tworzyć sytuacje i neutralizować ataki PSG. Problem zaczął się później. Po stracie prowadzenia Barça nie miała gotowego scenariusza, jak wrócić do ofensywy. Zamiast próbować odzyskać inicjatywę, gracze Barçy oddali piłkę zawodnikom gości, a kolejne minuty działały na korzyść gospodarzy. Statystyki to potwierdzają: PSG oddało więcej strzałów celnych i wymusiło więcej stałych fragmentów. To wrażenie "oddania kontroli" jest jednym z najbardziej niepokojących wniosków po tym meczu.

2. Fizyczność i problemy z wysoką linią.
Barcelona Flicka stawia na wysoką obronę i próbuje ograniczać pole gry rywalom. To działa, gdy drużyna jest dobrze zorganizowana i agresywna w odbiorze. Ale wystarczy moment zawahania, by rywal wykorzystał przestrzeń za plecami obrony. Tak właśnie padł gol na 2:1. Kibice twierdzą, że w takich momentach można nieco odejść od tej wysokiej linii, tym bardziej biorąc pod uwagę obraz meczu. W starciach indywidualnych gracze paryskiego zespołu wygrywali pojedynki, a Blaugrana miała problem, by zatrzymać ich rozpęd.

3. PSG nie zagrało w pełnym składzie.
Najbardziej niepokojące jest to, że PSG nie wystąpiło w optymalnej jedenastce. Brakowało kluczowych piłkarzy ofensywnych: Ousmane’a Dembélé, Desire Doue i Chwiczy Kwaracchelii. Mimo to paryżanie byli w stanie odwrócić wynik i wyglądać lepiej w końcówce. Jeżeli w takim zestawieniu Barcelona ma kłopoty, to co będzie, gdy PSG wystawi całą armię gwiazd? To pytanie, które może niepokoić kibiców. Oczywiście, w drużynie Blaugrany także były braki (Joan García, Gavi, Raphinha, Fermín), ale w składzie nadal byli Pedri, Frenkie de Jong czy Lamine Yamal.

Dlaczego nie ma sensu panikować

1. To dopiero początek długiej fazy.
Nowa Liga Mistrzów daje dużo większy margines błędu. Zamiast krótkiej fazy grupowej mamy aż osiem meczów w tabeli ligowej, więc jeden czy dwa słabsze występy nie przekreślają szans. Po dwóch kolejkach Barcelona ma trzy punkty i wciąż pełną kontrolę nad swoim losem. Strata gola w 90. minucie boli, ale to nie jest moment, w którym trzeba wieszczyć katastrofę sezonu. Przypomnijmy sobie tylko, jak fazę ligową rozegrali właśnie zawodnicy Paris Saint-Germain. O ich awansie do fazy pucharowej zadecydował dopiero play-off z Manchesterem City.

2. Są pozytywne sygnały indywidualne.
Ferran Torres kontynuuje dobrą serię — znowu zdobył bramkę i pokazuje, że potrafi być regularnym strzelcem. Marcus Rashford, mimo że jeszcze nie w pełni wkomponowany w system, miał udział przy golu i momenty jakości. Eric García był zdecydowanie najlepszym piłkarzem Barçy - przeżywa życiową formę. Gerard Martín pokazał odwagę, choć nie ustrzegł się błędów. Pedri i Frenkie nadal tworzą świetny duet, choć w drugiej połowie meczu z PSG nie wyglądali najlepiej. To są punkty, które można rozwijać w kolejnych tygodniach.

3. Trener widzi problem i o nim mówi.
Po meczu Hansi Flick otwarcie przyznał, że drużyna w drugiej połowie straciła strukturę i fizycznie opadła z sił. Nie szukał wymówek, tylko jasno wskazał, co trzeba poprawić. Taka samokrytyka to pozytywny sygnał – pokazuje, że sztab nie zamierza zakłamywać rzeczywistości, tylko pracować nad tym, co nie działa. Jeśli trener widzi te same słabości, które dostrzegają kibice, łatwiej wierzyć, że będą one realnie korygowane w kolejnych tygodniach.

Gdzie leży prawda?

Porażka to nie dramat, ale też sygnał, że nie wszystko jest w najlepszym porządku. Z jednej strony widać problemy: brak reakcji po utracie gola, kłopoty z fizycznością i bolesna strata punktów w końcówce. Z drugiej — to dopiero początek, a wynik sam w sobie nie przekreśla absolutnie niczego.

Być może prawda leży gdzieś pośrodku: Barcelona wciąż szuka stabilności na najwyższym europejskim poziomie, ale nie jest drużyną, którą można lekceważyć. Kluczowe będzie to, jak zareaguje w kolejnych meczach.

A Wy? Patrzycie na ten mecz jako ostrzeżenie czy po prostu wypadek przy pracy?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (75)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy