FC Barcelona pokonała 3:0 Getafe w 5. kolejce LaLigi. Z czego zapamiętamy wczorajsze spotkanie
1. To nie jest futbol
Wybaczcie poświęcenie pierwszego wniosku drużynie rywali, ale nie sposób inaczej. José Bordalas może powtarzać, ile chce, że jego wzorem jest Johan Cruyff, ale nie zmieni tego, że jego drużyny reprezentują wszystko to, co w piłce nożnej jest najgorsze. Szkoleniowiec Getafe sprowadza właściwie każdego piłkarza, który trafia pod jego skrzydła do roli rzeźnika wyzbytego z jakiejkolwiek kreatywności, którego jedynym zadaniem jest uprzykrzenie gry rywalowi. Popchnięcia, ostre wejścia, faule bez piłki... można wręcz odnieść wrażenie, że piłkarze Bordalasa szlifują te te "zagrania" na treningach zamiast strzałów, dośrodkowań czy ustawiania się w obronie. Chyba nikt nie czeka na mecze z tym rywalem. Sam trener Getafe komentując decyzje sędziowskie skupił się zaś na... pchnięciu Diego Rico przez Raphinhę.
2. Barça dubletami stoi
Po dwie bramki zdobywali Raphinha, Fermín López oraz Robert Lewandowski w zeszłotygodniowym starciu z Valencią. Również dublet dorzucił przeciwko Newcastle Marcus Rashford. Wczoraj z kolei dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Ferran Torres. W ciągu ostatniego tygodnia aż pięciu zawodników Barçy strzeliło po dwa gole w jednym meczu (!). Serię "zepsuł" dopiero Dani Olmo. Siła rażenia Blaugrany jest potężna - po pięciu kolejkach ma na koncie aż 16 goli, o 6 więcej niż Real Madryt oraz Villarreal.
3. Pojedynek dziewiątek...
W dobrych wynikach strzeleckich Barçy sporą zasługę mają ci, na których powinna opierać się ofensywa: Robert Lewandowski oraz Ferran Torres. Tym razem Hansi Flick znalazł miejsce w pierwszym składzie dla obu z nich, prawdopodobnie z uwagi na spóźnienie Marcusa Rashforda. Efekt? Rekin odpowiedział na zeszłotygodniowy wyczyn Polaka i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Zarówno Ferran, jak i Lewandowski mieli jeszcze po jednej dogodnej sytuacji - Lewemu zabrakło centymetrów, by skierować piłkę do siatki po podaniu Pedriego, Hiszpan uderzył z woleja w poprzeczkę. Ustawienie na dwie dziewiątki może być wartą rozważenia opcją w meczach z nisko ustawionymi rywalami.
4. ... oraz dziesiątek
Poprzednia ligowa kolejka to popis Fermína Lópeza. Młody Hiszpan zagrał także z Newcastle, natomiast w starciu z Getafe w pierwszym składzie pojawił się Dani Olmo. Efekt? Były zawodnik RB Lipsk najpierw popisał się fenomenalną asystą piętą, a potem sam skierował piłkę do bramki Davida Sorii. Rywalizacja między dwoma wychowankami trwa w najlepsze, na czym z pewnością korzysta cały zespół. Oby tylko nie okazało się, że rozstrzygnie ją uraz Fermína, którego doznał pod sam koniec meczu.
5. Na zero z tyłu
Po raz drugi z rzędu i po raz trzeci w tym sezonie Barça zachowała czyste konto w ligowym starciu. Mimo, że Joan García nie był tym razem specjalnie zapracowany, to i tak należy docenić jak Katalończyk świetnie się ustawia - można wręcz odnieść wrażenie, że rywale zawsze strzelają "prosto w niego". Zestawienie linii obrony było iście eksperymentalne: prawdopodobnie Hansi Flick jeszcze nigdy nie posłał do boju Gerarda Martína, Andreasa Christensena, Erica Garcíi oraz Julesa Koundé w jednym momencie. Należy docenić, jak Niemiec świetnie zwiększa głębię kadry. Gerard Martín nie wygląda już na zagubionego, a sprawia wrażenie solidnego ligowca, który zyskuje coraz większą pewność siebie. Andreas Christensen pokazuje, że po jego problemach zdrowotnych nie ma śladu. Największe brawa należą się jednak Ericowi Garcíi - z niechcianego w Barçy zawodnika wypożyczonego do Girony, stał się piłkarzem bez którego trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie obrony Blaugrany. Wychowanek grał już w tym sezonie choć przez chwilę na wszystkich pozycjach w defensywie (prawy obrońca, prawy stoper, lewy stoper, lewy obrońca) i ze swoich zadań wywiązywał się bez zarzutu. Do tego często dorzuca coś w ofensywie, jak dzisiejsze otwierające podanie do Raphinhi, które zakończyło się bramką na 2:0.
Komentarze (34)