Joan Laporta od dawna marzył o sprowadzeniu do Barcelony gwiazdy, która zapewniłaby mu zarówno bramki na boisku, jak i kapitał polityczny poza nim. Od początku jego kadencji tym nazwiskiem był Erling Haaland. Jednak kolejne miesiące pokazały, że operacja, o której w Barcelonie mówiono od lat, stała się praktycznie nierealna – choć polityczne kalkulacje wokół niej wcale nie ucichły.
17 stycznia 2025 roku Manchester City ogłosił oficjalnie, że Norweg podpisał nowy kontrakt aż do 2034 roku. Umowa uczyniła go jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy w historii Premier League i usunęła dotychczasowe klauzule wykupu, wprowadzając nową dopiero od 2029 roku. Jak podkreślał Fabrizio Romano, była to definitywna odpowiedź na wszelkie spekulacje transferowe.
A jednak wczoraj pojawiły się doniesienia o nieformalnym porozumieniu Laporty z agentką Norwega Rafaelą Pimentą. Według Joana Fontesa sam fakt utrzymywania "otwartej furtki" ma działać jako "wyborczy as z rękawa" – dokładnie tak, jak w 2003 roku Gaspart próbował grać nazwiskiem Davida Beckhama. Nie chodziło już o realną operację, ale o polityczny kapitał, podtrzymywany brakiem dementi obu stron.
Historia zainteresowania Haalandem w Barcelonie sięga jeszcze marca 2021 roku, gdy ojciec zawodnika i jego agent – śp. Mino Raiola – objeżdżali Europę w poszukiwaniu klubu dla rosnącej gwiazdy. Po śmierci Raioli schedę przejęła Rafaela Pimenta, która nie ukrywała swojego wyjątkowego stosunku do Laporty. W wywiadzie dla Mundo Deportivo z 17 maja 2023 roku mówiła bez ogródek: Kocham Laportę na zabój. Nie można mnie pytać o Laportę, bo zawsze jestem do jego dyspozycji. […] Jestem fanką. Nie jestem racjonalna, kiedy mówię o Laporcie.
Latem 2024 roku Laporta snuł wizję dwóch potężnych "ciosów medialnych": otwarcia zmodernizowanego Spotify Camp Nou i sprowadzenia Haalanda w 2025 lub 2026 roku. W tle pozostawały spekulacje o ewentualnym odejściu Guardioli z Etihad Stadium czy możliwych sankcjach dla City. Jak pisał David Bernabéu ze Sportu, prezydent był gotów "pójść na całość i do samego końca", by pozyskać Norwega.
Dziś nazwisko Haalanda wciąż funkcjonuje jako potencjalny "as z rękawa" Laporty w kontekście wyborów, mimo że jego styczniowa umowa z City praktycznie zamknęła temat. Widać wyraźnie, że w politycznych kalkulacjach prezydenta sama gra nazwiskami bywa równie istotna jak realna możliwość przeprowadzenia transferu.
Co znamienne, Haaland nie jest jedynym piłkarzem pojawiającym się w tej roli. W kwietniu Marca donosiła, że "podkreślone na czerwono" w kontekście wyborów prezydenckich w Barcelonie zostało nazwisko Juliana Álvareza. Argentyńczyk miałby stać się kolejnym kandydatem do przejęcia schedy po Lewandowskim i nową kartą przetargową Laporty. Operacja wydaje się jednak niezwykle trudna – Álvarez kosztował Atlético 75 milionów euro, a jego klauzula wykupu wynosi 500 mln euro. Z drugiej strony jego otoczenie ma przyznawać, że napasntik pomylił się przechodząc do Los Colchoneros. Dodatkowo wczoraj, w meczu z Mallorcą, Julian nie krył irytacji zmianą w 60. minucie. "Zawsze mnie" - miał mówić pod nosem.
Komentarze (22)