Promocje to są w sklepach, a na boisku liczą się gole

Dariusz Maruszczak

15 września 2025, 14:50

37 komentarzy

Fot. Getty Images

W lecie jednym z głównych tematów transferowych było potencjalne odejście Fermína Lópeza, którego kusiła Chelsea. Pojawiła się możliwość, że wychowanek zostanie poświęcony na rzecz poprawy sytuacji finansowej Barcelony. Odpowiednia oferta jednak nie nadeszła, a wczoraj 22-latek potwierdził, jak wartościowym jest zasobem dla Hansiego Flicka, i że może być kimś więcej dla zespołu, a nawet wyprzedzić w hierarchii pozyskanego za wielkie pieniądze Daniego Olmo.

Nie pierwszy raz Fermín wyszedł na boisko jakby ktoś podłączył go do prądu. Harował w pressingu, stale atakował, a dublet z Valencią był wisienką na torcie w meczu, w którym udowodnił, że nie boi się żadnej odpowiedzialności. Dla jednych może być to tylko epizod. Dla innych - potwierdzenie, że Barça ma w rękach piłkarza, dla którego każde spotkanie jest jak finał Ligi Mistrzów. Dla Fermína pojedynek z Valencią to był prawdziwy statement: „chcę tu grać i mogę to robić w podstawowym składzie”. Jego dwa gole ustawiły mecz.

A jeszcze kilka tygodni temu sytuacja Fermína była niezwykle zagmatwana. Media nakręcały temat potencjalnego odejścia do Chelsea. Pojawiały się doniesienia, że sam zawodnik zaczął się wahać (mimo wcześniejszego ogłoszenia, że zamierza zostać), a klub rozważyłby sprzedaż wychowanka w przypadku otrzymania intratnej oferty. W tym czasie pojawiało się wiele dyskusji, ile wart jest Fermín, i czy warto poprawić sytuację finansową (powrót do mitycznej zasady 1:1) kosztem odejścia pomocnika. Sprawa rozstrzygnęła się w dość banalny sposób – Chelsea prawdopodobnie zaoferowała po prostu za mało. The Blues mieli proponować 40 milionów euro, a Barça nawet nie pochyliła się nad taka opcją.

40 mln? Chyba za jedną nogę

Patrząc na wczorajszy mecz z Valencią, można odnieść wrażenie, że Chelsea chciała po prostu zapłacić za jedną kończynę Fermína. Młody pomocnik strzelił wczoraj gola prawą nogą po idealnym precyzyjnym technicznym uderzeniu z bliskiej odległości. Drugą bramkę Fermín zdobył już w inny sposób – po potężnej bombie lewą nogą zza pola karnego. To spotkanie idealnie pokazuje wszechstronność Fermína przy wykańczaniu akcji, w czym potrafi być zabójczy. To jego unikatowa cecha wśród europejskich pomocników, a Barçy trudno byłoby znaleźć na rynku podobnego gracza. Być może Anglicy oglądali tylko połowę występów Hiszpana i stąd tak niska oferta, która nie odzwierciedla jego realnej wartości.

Rywalizacja z Olmo jest otwarta

Po meczu z Valencią odczucia mogą być takie, że Fermín buduje swoją pozycję w zespole i na ten moment może nawet wyprzedzać w hierarchii Daniego Olmo. Zobaczymy, co będzie dalej, bo sytuacja prawdopodobnie będzie dynamiczna w trakcie sezonu. Niewykluczone nawet, że już w starciu z Newcastle Hansi Flick tym razem postawi na drugiego z ofensywnych pomocników. Na ten moment wygląda to jednak tak, że Olmo był do dyspozycji w czterech meczach i tylko raz zameldował się na murawie w wyjściowym składzie. Choć ma więcej rozegranych minut, to niewykluczone, że na sytuację Fermína i tylko półgodzinny występ w dwóch spotkaniach pod koniec letniego okienka wpływała właśnie jego niepewna przyszłość.

Ciekawie wygląda zestawienie statystyk obu graczy. Od przybycia Olmo do Barcelony bilans Fermína to 49 meczów, 10 goli i 10 asyst podczas 2202 minut pobytu na murawie. Czyli ma bezpośredni wpływ na zdobycie bramki co 110 minut. W przypadku Olmo mówimy o 43 spotkaniach, 12 golach i 8 asystach w 2108 minut. A więc strzela lub podaje przy trafieniach co 105 minut. Wyniki bardzo zbliżone, ale trzeba zwrócić uwagę, że Fermín wnosi do drużyny coś więcej w zakresie boiskowej determinacji. Dodaje iskry, która rozpala zespół. U niego nigdy nie ma deprymacji czy zniechęcenia, mimo że nie jest tak wyrafinowany technicznie. A przede wszystkim można liczyć, że będzie do dyspozycji na poziomie zdrowotnym, czego Olmo nie gwarantuje.

Rywalizacja tej dwójki w trakcie sezonu może być bardzo interesująca. Dla Flicka też jest to sytuacja komfortowa, że ma w tej strefie boiska dwóch takich piłkarzy, w dodatku oferujących różne profile. Olmo to zawodnik niezwykle kreatywny, stworzony do małej gry, który na poziomie sportowym udowodnił, że w strefie szesnastego metra od bramki ma wiele zasobów na zagrożenie rywalowi (patrz wczorajsza asysta do Roberta Lewandowskiego). Ponadto pasuje do systemu.

Fermín we wczorajszym meczu pokazał jednak, że nie zamierza odpuszczać w tej walce o miejsce w składzie. Że ma swoją wartość dla zespołu i to niekoniecznie on musi być zawodnikiem przeznaczonym na sprzedaż, aby poprawić sytuację finansową klubu. Rywalizacja jest otwarta. Całe szczęście, że nikt nie wpadł na pomysł oddawania Fermína na promocji, bo po tym sezonie może jeszcze mocniej podbić swoje notowania w europejskim futbolu, a póki co bramki i determinacja 22-latka będą bardzo cenne dla Hansiego Flicka, w tej czy innej roli.


 

Przypominamy, że jeszcze przed zamknięciem letniego okienka transferowego Michał Gajdek zabrał głos na temat ewentualnej sprzedaży Fermína Lópeza do Chelsea.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (37)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze