Lamine Yamal: Moja mama to moja królowa; zapytałem ją tylko o okolicę i powiedziałem: "kupię ci dom, jaki tylko chcesz" [cz. 1/2]

Mateusz Doniec

11 września 2025, 19:30

YT: Fundación Jose Ramon De la Morena

4 komentarze

Fot. Getty Images

Lamine Yamal udzielił obszernego wywiadu dziennikarzowi José Ramonowi De la Morenie. Zawodnik mówi w nim między innymi o swoich początkach, o rodzinie, debiucie, 18. urodzinach czy Złotej Piłce.

José Ramon De la Morena: Ale dorosłeś w ostatnich latach!

Lamine Yamal: Trochę.

Ale zegarek!

To prezent.

Od kogo?

Od mamy.

Co się zmieniło w twoim życiu od czasu, gdy spotkaliśmy się pięć lat temu w Villarrealu?

Wszystko. Wtedy mogłem wyjść z kolegami, napić się czegoś, robić, co chciałem. Teraz już nic, absolutnie nic. Pamiętam tournée w Korei czy Japonii - nie dało się wyjść nigdzie, ani tam, ani w Monako, ani w Chinach. To się całkowicie zmieniło. Ale mimo wszystko jestem szczęśliwy.

Wtedy zostałeś królem strzelców turnieju. Pamiętasz swojego pierwszego gola przeciwko Huesce?

Tak. Pamiętam wszystko. To turniej, który każdy mógł oglądać na YouTube. Tydzień wcześniej grałem słabo, ale kiedy przyszło do turnieju, poczułem presję i od razu zagrałem świetnie. Myślę, że od dziecka lubiłem takie sytuacje. To był pierwszy mecz transmitowany w telewizji - oglądali go wszyscy, także dzieciaki z mojej klasy. Na początku czułem nerwy, ale bawiliśmy się tak, jakby to był mecz pierwszej drużyny.

Tamten chłopak sprzed lat i ty dzisiaj - to ta sama osoba?

Tak, bo wciąż mam tę samą ekscytację. Gram, żeby cieszyć się piłką.

Pamiętasz, kto był MVP tamtego turnieju?

Pablo?

Nie, nie. Carlos Díaz z Realu Madryt. Real wygrał wtedy ten turniej.

Tak, tak, środkowy pomocnik.

Tak, teraz jest w juvenilu Realu Madryt. Ty też mógłbyś grać w juvenilu.

Wiem, wiem. Ostatnio kolega podrzucił mi zdjęcie z debiutu w reprezentacji Hiszpanii z nr 19, a teraz dalej mógłbym grać w kadrze U-19. Nigdy nie grałem w mojej sekcji wiekowej, zawsze byłem młodszy.

Potem był Nowy Jork. Co zapamiętałeś z tamtego wyjazdu? Wtedy wygraliście...

To był pierwszy raz, kiedy w ogóle leciałem tak daleko. Były tam Liverpool, New York City, Chivas - naprawdę mocne drużyny.

Mam twoje zdjęcie z Pau Cubarsím na statku...

Dla mnie to była wielka sprawa, a najbardziej cieszył się mój tata. Jako młody chłopak miałem ogromną ekscytację, że mogę być w Nowym Jorku. Dla dzieciaka z Rocafondy to było niewiarygodne.

A później Abu Zabi...

Kiedy spotkałem Vicente del Bosque?

To było pod koniec. Wcześniej przeprowadziłem z tobą ten wywiad:

12-letni Lamine Yamal przewidział swoją przyszłość

Zadawałeś takie pytania, a ja nie mogłem powiedzieć po prostu "Chcę nr 10", ale rzeczywiście tak myślałem.

Co pamiętasz z turnieju w Abu Zabi? Wtedy wygrał Real Madryt.

To był turniej, na który udaliśmy się nie tyle żeby cieszyć się grą, co z wolą zwycięstwa. Wyeliminował nas wtedy Betis...

Nie, Sevilla.

Tak, po karnych.

Tam właśnie spotkałeś się z Vicente del Bosque...

Tak, zrobiłem sobie z nim zdjęcie. To jeden z nielicznych trenerów, których znałem jeszcze zanim trafiłem do pierwszej drużyny.

Potem starałem się ciebie śledzić i nagle mając 15 lat, dostałeś powołanie od Xaviego. Jak to wyglądało na początku w pierwszej drużynie?

Od jakiegoś czasu trenowałem z pierwszą drużyną, ale tylko trenowałem. Pierwszy raz pojechałem, bo nie zagrałem meczu w juvenilu - trener mnie wtedy nie znał, byłem drobny, ważyłem może 30 kilo, więc uznał, że nie mam grać. Ci, którzy nie grali, szli trenować z pierwszą drużyną. Zagrałem wtedy świetnie, wygraliśmy 2:0, strzeliłem gola i asystowałem Ansu, bronił Iñaki Peña. Wtedy Óscar, brat Xaviego, pytał, jak to może być, że ja nie gram. Powiedział, żebym był spokojny i od tamtej pory zacząłem iść w górę. Był potem mecz z Atlético... Chyba już wtedy zmieniłem agenta na Jorge Mendesa. Dzwoni do mnie Santi z mojej ekipy i mówi mi, że chcą mnie w drużynie, ale nie przedłużyłem jeszcze umowy, więc nie wiedzą, czy mnie awansować. Powiedziałem, że spokojnie, że chcę zostać w Barcelonie, ale chcę grać. Byłem bardzo chudy, mama się bała, że jestem za mały, ale mówiłem jej: "Zaufaj mi, potrzebuję tylko czasu". Mieszkałem w La Masii, a w weekendy jeździłem do domu mamy. Zostałem powołany na ten mecz z Atlético, ale nie zagrałem. I potem był mecz z Betisem, w którym już zadebiutowałem.

Twój debiut w Barcelonie z Betisem - jakie emocje?

Grałem z numerem 41. Byłem bardzo zdenerwowany, ale wyszło świetnie. Miałem okazję, ale zmarnowałem. Pamiętam podanie do Dembélé. Wtedy spełniło się moje marzenie. Zazwyczaj młodzi debiutanci jak Dro strzelają gola - ja nie, ale ludzie zauważyli we mnie coś innego i dostałem kolejne szanse.

Co powiedział ci Xavi?

Wygrywaliśmy 3:0 a Betis dostał czerwoną kartkę. Wtedy powiedziałem sobie: "To jest mój dzień".

Zostawiłeś sobie koszulkę z debiutu?

Tak, ma ją moja mama.

Co robiłeś po tamtym meczu?

Kolacja z rodziną, a potem spałem w La Masii. Nie mogłem zasnąć, bo cały czas myślałem, że zrobiłem pierwszy krok. To nie było jeszcze to, czego chciałem, ale już spełniłem marzenie wielu dzieciaków z mojej dzielnicy.

Wielu twoich kolegów z akademii nie przebiło się.

Tak. Dla mnie wielu było crackami. David [Saez] był jednym z moich najlepszych kumpli, dla mnie był świetny.  Jest teraz chyba w Gironie. Wielu graczy z Realu Madryt jak Pablo Iago, który jest teraz w Sportingu... Taki jest futbol - każdy idzie swoją drogą.

Z Messim już się nie zetknąłeś w Barcelonie, prawda?

Nie. Nigdy z nim nie trenowałem.

W Orlando byłem na turnieju Interu Miami i porozmawiałem tam z synami Messiego i Suáreza. Obaj powiedzieli, że chcieliby kiedyś zagrać z tobą w Barcelonie. To było niesamowite. Kiedy poczułeś się naprawdę piłkarzem pierwszej drużyny?

To przychodzi etapami. Najpierw debiut - byłem jeszcze dzieckiem. Potem było EURO, kiedy zaczyna się mnie uważać jako prawdziwego piłkarza. I potem zeszły sezon, kiedy czułem się już jednym z punktów odniesienia w piłce.

Kiedy opuściłeś La Masię i zacząłeś mieszkać z mamą?

W kolejnym sezonie po debiucie. Ale nie mieszkam z mamą, mieszkam sam, ale mama zawsze jest ze mną.

Dom, który kupiłeś swojej mamie, wybrała ona sama czy ty szukałeś?

Zapytałem ją tylko o okolicę i powiedziałem: "Jaki tylko chcesz". Widać ten spokój na twarzy mamy w domu. Żyłem w mieszkaniu, w którym kuchnia i pokój były w tym samym miejscu, a teraz widzę, że moja mama jest szczęśliwa, że mój brat może cieszyć się dzieciństwem, jakie ja bym chciał mieć. To sprawia, że jestem szczęśliwy. Widzę tatę spokojnego u siebie w domu, babcie spokojną u siebie w domu... Mama ma wszystko, czego pragnie. To moja królowa, ją najbardziej kocham. To wszystko, czego dzieciak może sobie życzyć.

Opowiedz o tej królowej... Rodzice opowiedzieli ci o tym, jak tu trafili?

Mój tata miał trzy lata, gdy tu przybył, mama tak samo. Mama pochodzi z Gwinei, tata z Maroka. Babcia przyjechała do Hiszpanii autokarem - najpierw do Granady, potem do Mataró. Była tu pierwsza. Pracowała nocami, żeby sprowadzić mojego ojca. Tata przybył tu z siostrą. Mama z dziadkiem. Rodzice poznali się w Barcelonie. Mieszkaliśmy w takim hotelu dla młodych rodziców. Nie mieliśmy łatwo: często mieszkaliśmy w jednym pokoju u znajomych, w końcu u babci. Dorastałem w Mataró.

A jaka była szkoła? Pierwszy rok był w porządku, jak mówiłeś...

Zacząłem się uczyć w szkole w Granollers, a potem poszedłem do szkoły, do której się chodzi z La Masii, imienia Leóna XIII. Pierwszy rok był dobry, ale w drugim, gdy opuszczałem Mataró, nie byłem przyzwyczajony do obcowania z ludźmi, którzy byli już z innej rangi społecznej. Nie czułem się dobrze. Nauczyciele, koledzy...

Teraz byś to zrobił inaczej?

Tak, ale to jest też pewne doświadczenie. Być może, gdybym tego nie przeżył, to teraz byłbym w błędzie. Niczego nie żałuję.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze