27 sierpnia 2024 roku to data, którą Marc Bernal zapamięta na zawsze. To wtedy jego piorunujący rozwój został przerwany, kiedy zerwał więzadło krzyżowe w trakcie meczu wyjazdowego z Rayo Vallecano. Pomocnik przeszedł żmudną rehabilitację i stoi przed szansą powrotu na stadion, na którym doznał potwornej kontuzji.
Braki w linii pomocy zmusiły nowego trenera Barcelony do sięgnięcia po wychowanków. W trakcie przedsezonowego tournée w USA Hansi Flick zdecydował się na grę dwójką pivotów - Casadó i Bernalem. Kibice nie zdążyli się jeszcze nacieszyć z odkrycia nowych talentów, a młodszy z nich już otrzymał cios, który oznaczał dla niego roczną przerwę w grze.
18-latek powrócił do treningów i wyleciał z kolegami do Azji, nie spędził jednak na murawie ani minuty. Chociaż jest już w stanie grać, to sztab szkoleniowy zachowuje wszelką ostrożność, żeby zminimalizować ryzyko nawrotu kontuzji. Flick dysponuje głębią w linii pomocy i nie ma potrzeby sięgania po młodego zawodnika, który spędził 12 miesięcy bez minut w oficjalnym meczu.
Nieubłaganie zbliża się jednak data powrotu Hiszpana na murawę. Prawdziwym testem mentalnym byłoby wpuszczenie pomocnika na boisko w niedzielę, kiedy Barcelona uda się na Vallecas. W ten sposób Bernal mógłby zmierzyć się ze swoimi demonami i pokazać mentalną dojrzałość. Byłaby to też dla niego nagroda i symboliczny gest, sytuacja w której piłkarz wraca do gry akurat na stadionie, na którym doznał kontuzji nie zdarza się zbyt często.
Adrià Albets z rozgłośni SER podaje jednak, że w najbliższym spotkaniu nie zobaczymy jeszcze 18-latka. Dziennikarz uważa, że pomocnik dostanie pierwsze minuty w meczu z Valencią, a więc przed własną publicznością, która zgromadzi się prawdopodobnie na Estadi Johan Cruyff. Kibice dostaliby okazję do owacji dla walecznego Katalończyka, który nie może już doczekać się gry.
Komentarze (8)