Barcelona grała dziś z Levante, licząc na utrzymanie pierwszej pozycji w LaLidze po drugiej serii gier. Do przerwy wyglądało to bardzo źle i Barça przegrywała 0:2, ale w drugiej połowie katalońska ekipa dokonała kolejnej remontady w swoim stylu i ostatecznie sięgnęła po trzy punkty.
Sam początek meczu był całkiem niezły dla drużyny Hansiego Flicka. Po szarży lewym skrzydłem strzału z ostrego kąta spróbował Marcus Rashford, ale bez powodzenia. Niecelne okazało się też późniejsze uderzenie Raphinhi zza pola karnego. Barça miała przewagę, o czym świadczyły kolejne ataki i strzał Alejandro Balde, zablokowany przez jednego z obrońców. Levante wyprowadzało sporadyczne szybkie ataki, które za każdym razem kończyły się na pozycji spalonej.
Tak przynajmniej było do 16. minuty, kiedy to po stracie piłki Lamine Yamala i szybkim ataku nie udało się założyć pułapki ofsajdowej. Rywale, mając dużo wolnej przestrzeni, weszli w pole karne, a Pau Cubarsí zbyt statycznie podszedł do Isaaca Romero, który ze spokojem umieścił piłkę w siatce. Barça próbowała się odgryźć, ale trochę biła głową w mur. Szwankowała współpraca między zawodnikami. Na dodatek Levante miało kolejną szansę, gdy José Luis Morales uciekł Ericowi Garcíi. Na szczęście weterana dogonił Marc Casadó.
W 36. minucie przed polem karnym ładnym manewrem popisał się Pedri, ale uderzenie Kanaryjczyka było już zbyt lekkie. Podobnie było w przypadku Lamine Yamala, który wszystko zrobił dobrze, poza wykończeniem akcji. Bodaj najlepszą okazję miał jednak Ferran po podaniu Pedriego, ale trafił tylko w poprzeczkę z bliskiej odległości. W samej końcówce pierwszej połowy szansę miał też Raphinha po dośrodkowaniu Balde, lecz nie trafił w bramkę po strzale głową.
Swoją szansę w doliczonym czasie gry wykorzystało za to Levante. Po kolejnej stracie Lamine Yamala i szybkim ataku gospodarzy Balde co prawda rozpaczliwym wślizgiem uratował swoją drużynę, ale przy dobitce futbolówka odbiła się od jego ręki, a Alejandro Hernández Hernández po obejrzeniu sytuacji na monitorze wskazał na 11 metr (zasadność tej decyzji rozważamy w tym artykule). Rzut karny wykorzystał Morales. Do przerwy Barça przegrywała 0:2, prezentując się dość chaotycznie i mało kolektywnie.
Remontada
Barcelona w drugiej połowie zabrała się do pracy. W 49. minucie Pedri, który akurat nie zawodził w pierwszej części gry, popisał się kapitalnym uderzeniem z dystansu, pokonując bramkarza rywali. Chwilę potem wyrównał Ferran, wykorzystując dośrodkowanie Raphinhi na piąty metr z rzutu rożnego.
Levante niedługo później próbowało odpowiedzieć, jednak tym razem nie potrafiło skutecznie wykończyć akcji, gdy znów nie wypaliła pułapka ofsajdowa, zwłaszcza w drugiej części akcji, gdy linię łamał Eric García. Z kolei tempo ataków Barcelony na jakiś czas wyhamowało. Dwa strzały głową Ferrana Torresa okazały się nieskuteczne, podobnie jak uderzenie z dystansu Daniego Olmo. W 84. minucie Pablo Cunat popisał się znakomitą interwencją po rykoszecie spowodowanym przez strzał Raphinhi. Wątpliwości wzbudzało powalenie Roberta Lewandowskiego w polu karnym, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku.
Barça cały czas energicznie atakowała, a w 91. minucie dopięła swego. Po dośrodkowaniu Lamine Yamala piłkę do własnej bramki skierował Elgezabal. Gospodarze nie mieli już za bardzo sił, aby odpowiedzieć, choć w jednym przypadku Gavi musiał mocno się zaangażować w obronę, aby powstrzymać rywali. Ostatecznie Barça zwyciężyła 3:2 i już w drugiej kolejce LaLigi dokonała remontady.
Skład Barcelony: Joan García, Eric García (85' Koundé), Araujo (76' Christensen), Cubarsí, Balde (76' Lewandowski), Casadó (46' Gavi), Pedri, Lamine Yamal, Raphinha, Rashford (46' Olmo), Ferran.
Skład Levante: Campos, Dela, Elgezabal, Brugue (75' Espi), Romero (75' Losada), Martínez, Morales (59' Álvarez), Cabello, Rey, Toljan, Manu Sánchez (75' Varela).
Komentarze (515)