Dziś w Sporcie ukazał się krótki felieton Carme Barceló na temat Lamine Yamala i ostatnich sytuacji, jakie otaczały 18-latka. Poniżej pełne tłumaczenie tekstu dziennikarki.
Carme Barceló (Sport): "Człowiek cały czas ma wrażenie, że trwa impreza urodzinowa Lamine Yamala. Wszyscy wiedzą, kto dba o to, żeby się nie kończyła. Wciąż są tacy, którzy nie mogą się pogodzić z niekontrolowaną eksplozją talentu, przez którą w naszych życiach pojawił się nowy gracz Barçy. Jest wszędzie, w całym piłkarskim świecie. Ci, którzy nie potrafili przetrawić siedemnastu lat Messiego w Barcelonie, znów z szeroko otwartymi oczami i wkurzeni - ładnie to ujmując - patrzą na narodziny nowej gwiazdy, która również ma pieczątkę La Masii i jest bardziej barcelońska niż sam herb.
Przełknięcie kolejnego nokautu nie przychodzi łatwo tym, którzy zawsze mają z tym problem. Zgodnie ze swoim klasycznym, ale zawsze skutecznym planem zdecydowali się wyrwać zawodnika z normalnego kontekstu i wrzucić go w inny tak, by ci, którzy nie interesują się piłką, mieli temat do rzucania mięsem. Prawda jest taka, że Lamine Yamal sam dolał oliwy do ognia, dopuszczając do wycieku rzeczy, które nie robią mu dobrego PR-u. Ma jeszcze czas, żeby to naprawić - zarówno swoje zachowanie, jak i jego odbiór. Dobrze by było, gdyby jego najbliższe otoczenie starało się jak najbardziej ukryć jego życie prywatne.
Biorąc to pod uwagę - świętujmy urodziny Lamine'a, cieszmy się jego niesamowitym talentem, ale nie śmiejmy się z każdej jego głupoty. Jest wyjątkowy, to fakt. I chce, jak sam powiedział, napisać swoją własną historię z dziesiątką na plecach. Ale musi wiedzieć, że staranne pismo jest warte więcej niż byle jaka stenografia. Młodsi pewnie nawet nie wiedzą, co to takiego. Wyszukajcie sobie, kochani, i zapamiętajcie, żę szybciej nie zawsze znaczy lepiej.
Ale jeśli mówimy o prędkości w kontekście marketingu, to osiągnięcie pełnoletności przez Lamine Yamala i jego debiut z dziesiątką na plecach sprawiły, że w 24 godziny sprzedano siedemdziesiąt tysięcy koszulek. Dla jasności też cyframi: 70000 w 24 godziny.
Umiejętność zarządzaniam każdym sukcesem na każdym kroku powinna być codziennym, obowiązkowym przedmiotem dla młodej gwiazdy. I tu właśnie, moim zdaniem, Flick ma do wykonania pracę, która jest bezcenna. Niemiecki trener udowodnił w zaledwie rok pracy w Barcelonie, że jest w stanie połączyć jakość gry z opanowaniem szatni, w której wrze od młodości, głodu sukcesów, doświadczenia, ogromnych oczekiwań i połączenia z kibicami. Hansi ogarnął to na piątkę. "Świętuj, ile chcesz, ale jutromasz podwójny trening" - powiedział nowej dziesiątce. A on, cwany jak mało kto, uznał, że jego impreza urodzinowa była wystarczająca.
Po podpisaniu nowego kontraktu wrócił do domu. Od tamtej pory ci, którzy widzieli go na treningach, mówią, że mocno nastawia się na ten sezon i bardzo chce pokazać trenerowi, że chce się dalej uczyć. A to niesamowicie ważne. Żeby nie pomyślał, że już wszystko wie. Żeby nadal rozumiał, że drużyna, którą ma wokół siebie, nauczy go wszystkiego - na boisku i poza nim, czego sam talent nie jest w stanie przekazać".
Komentarze (7)