Kiedy wszyscy skupiają się na kwestii Ter Stegena, nieco w cieniu pozostaje przyszłość Iñakiego Peñi. Hiszpan niedawno został ojcem, co komplikuje ewentualną przeprowadzkę. Barcelona może więc obudzić się w sytuacji, w której żaden z bramkarzy nie opuszcza klubu i zacząć przyszły sezon z czterema golkiperami.
Chociaż Peña w ubiegłym sezonie znacząco poprawił swoją grę, to i tak stracił miejsce w bramce na rzecz Wojciecha Szczęsnego. Poprawne występy wzbudziły jednak zainteresowanie kilku drużyn, ale do tej pory nie przełożyło się to na konkretne oferty. Media informowały o zapytaniach ze strony Celty Vigo, Valencii i Galatasaray, jednak żadna z tych ekip nie jest na ten moment blisko pozyskania 26-latka.
Hiszpan nie zamyka się na odejście, ponieważ w przeciwieństwie do Ter Stegena nigdy nie był pierwszym bramkarzem, nie pobiera też ogromnej pensji, której nie wyrówna żaden europejski klub, tak jak jest w przypadku Niemca. Peña zdaje sobie sprawę z tego, że nie znajduje się w planach Hansiego Flicka i ma nie ma co liczyć na grę, a Barcelona jest nawet w stanie puścić go za darmo, żeby zachęcić inny klub do negocjacji z bramkarzem.
"Overbooking" na tej pozycji negatywnie wpływa na możliwości negocjacyjne Barçy. Plan pionu sportowego jest jasny: pierwszym golkiperem będzie Joan García, a jego zmiennikiem Wojciech Szczęsny. Oznacza to, że dwóch bramkarzy jest niepotrzebnych i zajmują oni wyłącznie miejsce w limicie płacowym. Klubowi dyrektorzy nie palą się więc do składania Barcelonie intratnych ofert, a wraz ze zbliżającym się końcem okienka transferowego presja na Deco będzie tylko rosła. Przed Portugalczykiem stoi arcytrudne zadanie pozbycia się niechcianych zawodników, co umożliwiłoby rejestrację Joana Garcíi. Im dłużej będą przeciągać się negocjacje, tym większe prawdopodobieństwo, że zarówno Ter Stegen jak i Iñaki Peña nie przyniosą Barçy ani jednego euro z transferu.
Komentarze (21)