Oczy piłkarskiego świata są i będą przez najbliższe dni zwrócone na Stany Zjednoczone. Na kontynencie amerykańskim, by walczyć o trofeum, zjawiła się większość elitarnych klubów europejskich. Simone Inzaghi, obecnie pracujący w Al-Hilal przyznał, że na turnieju brakuje mu jednego zespołu, FC Barcelony.
- Klubowe Mistrzostwa Świata są jak dotąd fantastyczne. Wszystkie kluby z elity są tu obecne. Brakuje tylko Barcelony - przyznał Inzaghi.
Włoski trener został zatrudniony w Al-Hilal tego lata, tuż po tym, jak prowadzony przez niego Inter Mediolan przegrał finał Ligi Mistrzów z PSG. Słowa Simone Inzaghiego, jednocześnie wyrażające uznanie dla zespołu Hansiego Flicka nie są przypadkowe. W drodze do meczu o najcenniejsze trofeum w europejskim futbolu Inter musiał pokonać właśnie Barcelonę. Dwumecz ten wiele kosztował włoski zespół, który na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem był jeszcze poza finałem. Resztę każdy kibic Blaugrany zna doskonale. Mimo strzelenia 6 bramek Interowi, to Nerazzuri zagrali w Monachium.
Inzaghi prowadzi obecnie saudyjski Al-Hilal na Klubowych Mistrzostwach Świata, gdzie w pierwszej kolejce fazy grupowej zremisował 1:1 z Realem Madryt. Dzisiaj o północy w drugim spotkaniu Al-Hilal zmierzy się z Red Bullem Salzburg, a w ostatnim meczu tej fazy turnieju przeciwnikiem zespołu prowadzonego przez byłego szkoleniowca Interu będzie Pachuca.
Co ciekawe, Inzaghi pominął inne europejskie zespoły, które z powodzeniem mogłyby występować na amerykańskim turnieju. Takimi są chociażby Liverpool, czyli mistrz Anglii oraz Napoli, triumfator Serie A. Wszystkiemu winny jest jednak ranking UEFA, a także ograniczenie do zaledwie dwóch reprezentantów jednej ligi.
Komentarze (28)