Gavi udzielił obszernego wywiadu dla dziennika Mundo Deportivo, w którym wypowiedział się m.in. na temat swojego stylu gry, powrotu do reprezentacji, a także Luisa Enrique, Hansiego Flicka czy Ansu Fatiego. Poniżej pierwsza część wywiadu z wychowankiem.
Mundo Deportivo: Widać, że cieszysz się z powrotu do reprezentacji.
Gavi: Tak, prawda jest taka, że jestem bardzo szczęśliwy. Minęło dużo czasu, odkąd tu byłem, po poważnej kontuzji, jaką miałem, i bardzo się cieszę, że znów jestem tutaj z kolegami.
Hansi Flick, 15 marca, przy okazji ogłaszania powołań przez reprezentacje, powiedział bardzo jasno: "Gavi będzie jedną z supergwiazd Barçy i pojedzie na mundial w 2026 roku". To powołanie wydaje się być pierwszym krokiem.
Tak, myślę, że tak. To krok naprzód, ale jasne jest, że najważniejszy będzie przyszły sezon. Trzeba być na bardzo wysokim poziomie, bo żeby tu być, musisz dawać z siebie wszystko. To będzie zależało od nadchodzącego sezonu, ale wiem, że trener bardzo we mnie wierzy – zarówno w Barçy, jak i tutaj, w reprezentacji. To sobie cenię. Chociaż ostatecznie zaufanie trzeba pokazać na boisku – i tak zrobię.
Spodziewano się, że mógłbyś wrócić już w marcu, ale stało się to dopiero teraz, w czerwcu. Jak wyglądał ten powrót do kadry? Rozmawiałeś z Luisem de la Fuente?
Ostatecznie w reprezentacji jest wielu zawodników i nie wszyscy mogą się załapać. To prawda, że doznałem kontuzji tutaj i Luis zawsze się o mnie troszczył. Zawsze pytał, jak się czuję, był zainteresowany. Przed kontuzją byłem być może zawodnikiem, który grał u niego najwięcej meczów – albo jednym z takich. W ostatnich miesiącach nie miałem z nim kontaktu, ale bardzo się cieszę, że znów tu jestem – z nim i wszystkimi kolegami. Wszystko jest po staremu i jestem bardzo zadowolony z trenera i z drużyny. Mam nadzieję, że wygramy Ligę Narodów.
Jesteś bardzo lubianym zawodnikiem tutaj. W zeszłym roku było to widać, gdy zaproszono cię na finał EURO 2024 i mogłeś świętować z drużyną. To mówi wiele o zespole i o tym, jak bardzo cię cenią.
Bardzo się wzruszyłem, gdy zaproponowali mi, bym świętował z nimi zdobycie EURO. Bardzo to przeżyłem – strasznie mnie bolało, że nie mogłem tam być, bo powinienem tam być. Ale cóż, takie jest życie. Nie wygrałem tego turnieju, ale jestem pewien, że życie wynagrodzi mi to innymi radościami.
Oby na mundialu.
Oby. Zacznijmy od Ligi Narodów.
Porozmawiajmy o relacji z Hansim Flickiem. Widać, że macie bliski kontakt – przytulacie się, rozmawiacie na boisku. On wypowiada się o tobie bardzo dobrze. Jaka to relacja?
Bardzo bliska – myślę, że to widać. Ale nie tylko ze mną – również z całym zespołem. To człowiek, który zawsze jest do dyspozycji, jeśli czegoś potrzebujesz, a to bardzo ważne. Uważam, że to jeden z powodów, dla których osiągnęliśmy sukces w tym sezonie.
W trakcie rehabilitacji miałeś duże wsparcie, szczególnie ze strony rodziny i agenta, Ivana de la Peñi. Czego nauczyłeś się z tego wszystkiego? Co się w tobie zmieniło?
To był bardzo trudny proces. Nigdy wcześniej nie miałem tak poważnej kontuzji. To kosztuje wiele, zwłaszcza w tak młodym wieku. Ale całe cierpienie było tego warte. Dużo się nauczyłem dzięki tej kontuzji – przede wszystkim tego, jak kierować swoją energią, jak panować nad emocjami. Nie każdy dzień był dobry. Bywały dni, kiedy kolano nie było w dobrej formie. To było cierpienie, ale kiedy osiągasz swój cel – wrócić do gry w piłkę, która daje mi szczęście – wszystko się opłaca. I to wszystko dzięki mojej rodzinie, Ivanowi i przede wszystkim Pablo, Jonowi, Chechu, Alejandro Echevarríi… Wszyscy oni mnie wspierali i dzięki nim gram i jestem szczęśliwy.
A któryś z kolegów z drużyny? Może ktoś, kto przeszedł przez coś podobnego?
Najlepiej dogaduję się z Ansu, Pedrim, Laminem, Fermínem… Na pewno kogoś pominąłem, ale zawsze miałem z nimi dobry kontakt. Cała drużyna mnie wspierała, bo jesteśmy jak rodzina.
Wspomniałeś o Ansu. Widzieliśmy, jak publicznie okazywałeś mu wsparcie w mediach społecznościowych. Czy było to z jakiegoś konkretnego powodu?
Nie. Ludzie pewnie pomyśleli, że to dlatego, że odchodzi, ale nie ma to z tym nic wspólnego. Po prostu mam z nim bardzo dobre wspomnienia. Od dziecka byliśmy razem w La Masii i widzieć, dokąd dotarliśmy, przyprawia mnie o gęsią skórkę. Zawsze, gdy widzę zdjęcia, na których jesteśmy mali, i porównuję je do dzisiejszych, jestem bardzo szczęśliwy.
W ostatnich miesiącach viralowo rozeszły się dwa twoje cytaty: "Wielu ludzi myśli, że nie umiem grać w piłkę i nie mają ku*wa pojęcia" oraz "Wielu ludzi nie wie, jak bardzo prze*ebana jest kontuzja kolana". Dlaczego to powiedziałeś?
Pierwsze, bo wielu ludzi postrzega mnie jako wojownika, zawodnika walczącego – i tak, jestem bardzo ambitny. Ale mam też jakość z piłką przy nodze i wielu tego nie docenia. Rozumiem ludzi, którym nie podoba się mój styl gry – może nie jest przyjemny dla oka – ale wielu mnie nie docenia, jeśli chodzi o technikę. Nie mają pojęcia o tym. Ale dopóki ci, którzy znają się na piłce, wiedzą, jaki jestem z piłką przy nodze, reszta mnie nie obchodzi. Wydaje się, jakby nie można było być jednocześnie walecznym i technicznym, jakby to się wykluczało. Ja zawsze będę sobą.
Dlaczego mówisz, że są ludzie, którzy cię nienawidzą? Przez styl gry?
Tak, dobrze wiesz, skąd się to bierze. Ale dopóki kibice Barçy mnie kochają, reszta mnie nie obchodzi.
Ktoś, kto na pewno cię ceni, to Luis Enrique, który właśnie wygrał Ligę Mistrzów.
Dla mnie to najlepszy trener. Numer jeden, wyjątkowy człowiek – on i cały jego sztab. Bardzo się cieszę z jego sukcesu. To on dał mi zadebiutować w kadrze, przeciwko mistrzom Europy, Włochom, na San Siro. Nigdy tego nie zapomnę. I miał odwagę mnie wystawić, mimo że wszyscy się na niego rzucili. Bardzo się cieszę i zasługuje na wszystko, co osiągnął.
PSG bardzo chętnie by cię miało w swoich szeregach. I znów pojawiają się głosy, że skoro tutaj nie grałeś aż tak dużo, może szukałbyś minut gdzie indziej. Co ty na to? Czy możemy być spokojni, że zostajesz w Barcelonie?
Tak, to dla mnie zupełnie jasne. Ludzie wierzą we wszystko, co przeczytają…
To, że PSG cię chce – w to akurat wierzę.
Tak, to możliwe. I rozumiem, że ludzie mogą w to uwierzyć. Ale to się nie wydarzy. Jestem bardzo spokojny. Moim marzeniem i celem jest spędzić całą karierę w Barcelonie. To klub mojego życia i tu chcę odnieść sukces. Nie chcę żadnego innego i zrobię wszystko, by tak się stało.
Mimo młodego wieku, zarówno w Barçy, jak i w kadrze – obu bardzo młodych zespołach – masz już pewien autorytet. Lubisz być liderem? Czy zdarzało ci się doradzać młodszym?
Staram się zawsze być sobą. Gdy przyszedłem do pierwszej drużyny Barçy, miałem wspaniałego kapitana – Busiego. Chciałbym, żeby został z nami dłużej, bo mógłbym się więcej od niego nauczyć. W pierwszym sezonie miałem 17 lat i jeśli przesadzałem albo robiłem coś źle, Busi od razu mi to mówił. To bardzo ważne. Teraz mam 20 lat, ale jestem już cztery lata w pierwszym zespole. Staram się uczyć jak najwięcej od starszych kolegów, żeby kiedyś samemu móc dawać najlepsze rady młodym zawodnikom.
Kto teraz pełni rolę Busiego?
Dla mnie Busi jest niepowtarzalny, ale może Marc [Ter Stegen] pełni tę funkcję. Choć Busi jest niezastąpiony. Mógłby być z nami.
Ty byłeś wschodzącą gwiazdą, a teraz masz u boku kolejną – Lamine Yamala. Dajesz mu jakieś rady, jak radzić sobie z tym wszystkim?
Nie. Najlepsze u Lamine'a jest to, że niczym się nie przejmuje. Nie interesuje go, co mówią ludzie, ktokolwiek. Skupia się na grze w piłkę i na dawaniu radości kibicom. Już od dawna to pokazuje i mam nadzieję, że tak zostanie. Musi zdobyć wiele tytułów z tym klubem.
Czy widzisz w nim kandydata do Złotej Piłki? Teraz gdy PSG wygrało Ligę Mistrzów, toczy się dyskusja o Dembélé – rywalu Hiszpanii jutro.
Oczywiście. Moim zdaniem jego sezon był spektakularny. Wiele nam dał, żeby zdobyć te trzy trofea. W półfinałach Ligi Mistrzów nie widzi się często takiego zawodnika. Jako drużyna go nie wspieraliśmy, w tym sensie, że nie wygraliśmy, i być może nie jest tak dobrze widoczny. Wygranie Ligi Mistrzów daje ci plus. Dla mnie Ous (Dembélé) musi być w TOP3 Złotej Piłki. Oprócz bycia moim bratem, to spektakularny zawodnik. Zawsze tak uważałem. A jeśli ktoś z tej dwójki wygra, to będzie luksus. Oczywiście Pedri też mógłby być. Jednak to trofeum zwykle zgarniają napastnicy.
Wracając do ciebie, grałeś na różnych pozycjach w tym sezonie. Na której czujesz się najbardziej komfortowo?
Na poziomie osobistym, w tym schemacie, powiedziałbym, że „6” lub „8”, w duecie defensywnych pomocników. Czuję się tam bardzo komfortowo, zarówno w obronie, jak i w ataku. Myślę, że to właśnie tam mogę prezentować swój najwyższy poziom.
Na zakończenie, co zostaje po tym sezonie? Co trzeba poprawić, żeby wygrać Ligę Mistrzów?
Brakuje nam tego doświadczenia w kluczowych momentach meczu. To drobne szczegóły, które wyznaczają to, czy jest się w finale. W Lidze Mistrzów grzeszyliśmy tym, że strzelali nam tyle goli. My też je zdobywaliśmy, ale to nie wystarczyło. Trzeba to poprawić w następnym sezonie, aby wygrać Ligę Mistrzów: lepiej bronić.
Komentarze (12)