Real Madryt nadal wierzy w mistrzostwo: "Jeśli Barça odpadnie i nie zagra w finale Ligi Mistrzów, dopadnie ją zjazd i strach..."

Mateusz Doniec

6 maja 2025, 16:00

Relevo

60 komentarzy

Fot. Getty Images

"Gdziekolwiek zapytasz w tym tygodniu w Valdebebas, znajdziesz wiarę. I to nie jest pokazówka. To rzeczywistość" - pisze na portalu Relevo dziennikarz Alfredo Matilla. Twierdzi on, że Real Madryt cały czas wierzy w zdobycie tytułu mistrzowskiego, a sporą nadzieję, pokłada w zmęczeniu Barcelony po starciu w Mediolanie.

Alfredo Matilla: "Real Madryt, otrząśnięty po ciosie w Lidze Mistrzów i uciszeniu szumu wokół sprawy Ancelottiego po zwycięstwie nad Celtą, wciąż wierzy, że może wygrać tę ligę. Różnica czterech punktów, która wcześniej wydawała się nie do nadrobienia, już nie jest taka straszna. Ale ta wiara ma swój haczyk...

Klub jako całość, a szczególnie szatnia, ożywili się do tego stopnia, że uważają, iż Klasyk, który rozstrzygnie kwestię mistrzostwa w najbliższą niedzielę (Montjuïc, godz. 16:15), zaczyna się już dziś wieczorem w Mediolanie. Jeśli Barça odpadnie i nie zagra w finale Ligi Mistrzów, dopadnie ją zjazd i strach... - to najczęściej powtarzane zdanie. Jakby piłkarze i działacze między sobą się naradzili. Jakby to była jedna z tych klubowych mobilizacji rodem z działów strategii ośrodka treningowego, jak wtedy, gdy trzeba odrobić straty i pojawiają się hasła w stylu Razem damy radę.

Wiedzą, jak to działa - presja, zmęczenie, napięty terminarz i stawką całe życie w ciągu jednego tygodnia. Dlatego widzą zarówno możliwość barcelońskiego trypletu, jak i rozczarowanie, które może się pojawić, jeśli zostaną tylko z Pucharem Króla, a Real ma jeszcze przed sobą Klubowe Mistrzostwa Świata. Właśnie w tym leży największa nadzieja Królewskich - że wtorkowy półfinał z Interem mocno poturbuje zespół Flicka i zostawi ślady na finale, który odbędzie się za pięć dni. Można by powiedzieć, że Real odzyskał ducha dzięki Gülerowi i Mbappé, ale prawdziwa wiara płynie z nadziei na załamanie rywala.

Bez względu na wynik dzisiejszego meczu od godz. 21:00, fizyczne skutki dla Barcelony będą odczuwalne. Są zawodnicy, którzy będą się forsować, by zdążyć na kluczowy mecz w Europie, a inni już teraz wykazują objawy przeciążenia mięśni i są poważnie zagrożeni (Pedri, Gavi, sam Lamine...). Jednak w madryckich kręgach wiadomo, że to sfera mentalna ma teraz największe znaczenie. Awans do finału Champions League może sprawić, że ta Barça stanie się drużyną nie do zatrzymania - napędzaną morale i euforią - tym bardziej że w Klasyku wystarczą jej dwa z trzech możliwych wyników (remis lub zwycięstwo), by utrzymać lub powiększyć przewagę czterech punktów. Ale rozczarowanie działa równie mocno, tylko w przeciwną stronę.

Realowi tylko zwycięstwo w Barcelonie pozwala zbliżyć się na jeden punkt przy trzech kolejkach do końca — a do tego drużyna Barçy ma trudniejszy terminarz. Blaugrana po Klasyku zagra na wyjeździe z Espanyolem, podejmie Villarreal i zakończy sezon na San Mamés. Podopieczni Ancelottiego mają natomiast Mallorcę u siebie, potem wyjazd na Sánchez-Pizjuán i końcówkę z Realem Sociedad na Bernabéu. Jeszcze jedno potknięcie Barçy - jeśli Real wszystko wygra - mogłoby przesądzić o mistrzostwie, a w Valdebebas wierzą, że to bardzo możliwe. Wysyłane ostatnio przez Barçę sygnały nie przypominają tych z wcześniejszych miesięcy.

Florentino Pérez tak mocno wierzy w kolejny cud, że zatrzymał rozmowy Ancelottiego z Brazylią. Choć sam dał mu zielone światło na negocjacje, teraz uzgodnili, że do 25 maja temat ma być zawieszony. Jeśli Brazylijska Federacja Piłkarska (CBF) nie wykaże cierpliwości - niech znajdzie innego kandydata. Chyba że Klasyk zakończy się remisem lub porażką Realu, wtedy wydarzenia mogą przyspieszyć, bo szanse na tytuł mocno by spadły. Prezydent chce, by wszyscy byli skupieni tylko na tym, co przed nimi - z szacunku do kibiców i 123-letniej historii klubu. Tym bardziej że mimo wszystko, wciąż są szanse na sukces lub przynajmniej udane przypudrowanie sezonu, który chwilami wyglądał jak koniec świata (i wciąż tak może wyglądać).

Zawodnicy myślą podobnie. Potencjalne odpadnięcie Barçy z rąk Interu miałoby - ich zdaniem - natychmiastowy efekt. Sami to przeżyli z Arsenalem i finałem na La Cartuja. I nie chodzi tylko o zmęczenie. Barça gra trzy razy w tygodniu i ma kadrę pełną gwarancji. Chodzi bardziej o aspekt psychiczny. Rozczarowanie ogarnęłoby cały klubowy ekosystem, pojawiłby się strach przed porażką i wątpliwości co do najbliższej przyszłości. Nawet wobec stylu gry, który ich doprowadził do tego miejsca - wysokiej linii obrony, grze ze stroperami w rolach bocznych obrońców, aby utrzymać piłkę, być silnym w tyłach i skutecznym w powietrzu... Cios na Giuseppe Meazza mógłby wywołać debaty, czy w niedzielę wystawić Balde i Lewandowskiego - kluczowe postacie w Barcelonie - nie wspominając o możliwości kolejnych kontuzji z powodu przeciążenia i końcówki sezonu. Dlatego też jasno określono jedno: tempo w Klasyku musi być możliwie najwyższe.

Mimo to w Valdebebas nadal widzą Barcelonę jako faworyta do finału Ligi Mistrzów z PSG lub Arsenalem. A nawet do jej wygrania 31 maja. Ale jeśli pokona Inter - wtedy przyjdzie czas na inne interpretacje i zaklęcia przed Klasykiem, który może zdecydować o tytule. Kto się teraz nie ekscytuje, ten po prostu nie chce. Wczoraj choćby, niektórzy działacze przypominali, że Real już niedawno wygrał na Camp Nou z Cristiano, by przypieczętować mistrzostwo. A bardziej pamiętliwi dodają coś jeszcze mocniejszego: z ostatnich 13 wizyt w Barcelonie (w lidze i pucharze), Real wygrał siedem razy i cztery zremisował...

Ten Klasyk z pewnością będzie jednym z wyjątkowych w ostatnich latach. Ze względu na stawkę i to, że jego początek… jest już dziś wieczorem".

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (60)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy