Kiedy w ubiegłym sezonie Marc-André ter Stegen leczył kontuzję kibice wypatrywali jego powrotu niczym wody na pustyni, głównie z powodu niewiarygodnie wręcz słabej dyspozycji Iñakiego Peñi. Teraz kiedy na bramce stoi Wojciech Szczęsny odczucia kibiców, zwłaszcza tych polskich są zgoła inne.
Niemiecki bramkarz ma na swoim koncie sezony wybitne oraz takie, o których wolelibyśmy zapomnieć. Najważniejsze jest jednak to, że ostatnio grał coraz słabiej i kibice zaczęli coraz głośniej domagać się odejścia kapitana z klubu. Ten jednak ani myśli się poddawać i po wyleczeniu zerwanych więzadeł po 223 dniach ponownie stanął pomiędzy słupkami, by zaprezentować nam dlaczego fani jednocześnie go kochają i nienawidzą.
Nie ulega wątpliwościom, że sufit Ter Stegena jest zawieszony bardzo wysoko. 33-latkowi przytrafiają się jednak niezrozumiałe decyzje, momenty braku koncentracji. Czasem wydaje się też, że Niemiec powinien chociaż spróbować rzucić się do piłki, zamiast zastygać w miejscu z góry uznając ją za straconą.
Przy golu Aguayo bramkarz nie pozostawił sobie szans na skuteczną interwencję, wyskakując w złym momencie do piłki, która po rykoszecie wpadła mu "za kołnierz". Później było już zdecydowanie lepiej i oglądaliśmy Ter Stegena, którego chcielibyśmy widzieć częściej. Niemiec wyłapał uderzenie głową Latasy, które leciało prosto w jego ręce, a na piętnaście minut przed końcowym gwizdkiem instynktownie obronił jego strzał z ostrego kąta. W doliczonym czasie gry świetnie ubiegł Raúla Moro, który stanąłby oko w oko z bramkarzem Barçy, ale Ter Stegen okazał się szybszy i pierwszy dobiegł do piłki.
Ostatecznie ten występ kapitana Barcelony należy ocenić pozytywnie, mimo jednego błędu, którego można było uniknąć. To właśnie za brak takich pomyłek kibice pokochali Wojciecha Szczęsnego, który na początku miał wprawdzie problemy z prokurowaniem rzutów karnych i czerwonych kartek, ale potem ustabilizował formę na bardzo wysokim poziomie. Ostatni mecz z Interem nie był dla Polaka udany, można przypisać mu winę za trzecią bramkę gości, ale Hansi Flick nie planuje zmiany na bramce w najważniejszych meczach sezonu. Rywalizacja pomiędzy bramkarzami rozstrzygnie się więc dopiero w przyszłym sezonie.
Komentarze (44)