Albert Puig: Moimi ostatnimi dwoma transferami byli Lamine Yamal i Marc Bernal

Dariusz Maruszczak

7 kwietnia 2025, 10:30

Mundo Deportivo

4 komentarze

Fot. Getty Images

Były szef szkółki Barcelony Albert Puig (w latach 2010-2014) udzielił wywiadu Mundo Deportivo, w którym opowiedział o różnych działaniach klubu w tym sektorze w przeszłości. Ujawnił, że Brahim Díaz dwukrotnie mógł trafić do Blaugrany, a Katalończycy wcale nie mieli wstępnego kontraktu z Takefusą Kubo. Apelował też o cierpliwość względem Ansu Fatiego. Puig przedstawił klucz do sukcesu La Masii i ocenił, kto jego zdaniem miał największy talent, a nie doszedł na szczyt.

Mundo Deportivo: Z obecnej kadry ilu piłkarzy jest „Made Albert Puig”?

Albert Puig: Była grupa, w której wszyscy pracowaliśmy. Byli García Pimienta, Quique Álvarez, Fran Artiga, który teraz jest w Rosji. Marcel Sans jest w Japonii, Marc Serra, Sergi Mila i Fran Sánchez nadal są w klubie… I wielu więcej. Ostatnia dwójka, jaką zakontraktowaliśmy, to byli Marc Bernal, który przyszedł z Gimnasticu Manresa w sezonie 2014/2015 i Lamine Yamal, który został pozyskany w lutym 2014 roku, kiedy Isidre Gil i Oscar Hernández zobaczyli go w styczniu w La Torrecie. Espanyol miał go już na testach, ale sprowadziliśmy go w lutym i włączyliśmy do treningów. Mimo że był na etapie prebenjamin, trenował z ekipą benjamin i spisywał się genialnie. Odbyła się rozmowa z La Torretą, przyjechała jego matka i w styczniu 2014 roku oficjalnie dołączył do Barcelony. Wcześniej podpisaliśmy kontrakty z Hectorem Fortem, Alejandro Balde, Iñakim Peñą (którego ja ściągałem bezpośrednio) i Danim Olmo, którego sprowadziłem jako trener w epoce Alexanko i Benaigesa. W swoim czasie przekonałem jego ojca, ponieważ był gwiazdą Espanyolu na etapie benjamin i nie chciał przyjść. Potem byli Cucurella, Nico González, Abel Ruiz, Ilaix, Carles Pérez… Jest ich wielu. Byli też Kubo i Brahim, który jest szczególnym przypadkiem.

Niemal wszyscy z elity. Jest jakiś przypadek, co do którego uważałeś, że niezależnie od wszystkiego dotrze na szczyt, a potem został na drodze?

Nie chodzi o to, że został na drodze, duży wpływ ma kontekst. Były czasy, w których nie stawiano tak bardzo na La Masię. Gdybyśmy jednak mówili o zawodniku, który miał imponujące warunki i nie dotarł na szczyt, powiedziałbym, że Seung-woo Lee. Kiedy sprowadzaliśmy takich graczy jak Iñaki Peña, Dani Olmo czy nawet Lamine, nie mogliśmy przewidzieć, czy dotrą na światowy szczyt. Na przykład Messi poprawiał się z każdym rokiem. Niektórzy zawodnicy utkną na etapie szkolenia, a inni się profesjonalizują.

Były też czasy, gdy nie patrzono tak bardzo na szkółkę.

Wielokrotnie brakowało cierpliwości albo była chęć szybkiego zarobienia pieniędzy. Wszyscy wiemy, że w Barcelonie z dobrą sytuacją finansową ani Lamine, ani Cubarsí, ani ci wszyscy gracze, nie graliby w obecnej Barçy. Byliby w swoim naturalnym procesie, grając z ludźmi rok lub dwa lata starszymi.

Wspomniałeś wcześniej o Ansu Fatim. W canterze był spektakularny, jak Messi czy Lamine. Czego teraz potrzebuje, żeby odbudować swoją karierę?

Prawdopodobnie to temat mentalny. Jeśli wyleczył się na poziomie fizycznym, teraz to zależy od jego pewności siebie. Wszyscy mamy obowiązek zachowania cierpliwości. Przywrócił nam radość w trudnym momencie, jak swego czasu Ronaldinho. Piłkarzy powinno się oceniać w wieku 24-25 lat, ponieważ wcześniej muszą przejść wiele testów: sława, kontuzje, presja… Na przykład Lamine będzie musiał przezwyciężyć wiele spraw, jak zrobił to Messi, kiedy miał kontuzje na początku swojej kariery.

Mówiłes też o Brahimie, który teraz błyszczy w Realu. Mógł być piłkarzem Barçy?

Tak, dwa razy. Pierwszy raz mieliśmy już podpisaną umowę cywilną z normalnymi kwotami. Sprowadziliśmy go do La Masii, a Xavi i Iniesta zabrali go do szatni i pograli z nim przez pół godziny. Podpisał z nami kontrakt, ale na koniec sezonu jego rodzina otrzymała ofertę od szejka z Málagi. Zaoferowali mu wielki dom, prywatną szkołę dla sióstr i poprawę warunków życia niemożliwą do wyrównania. Zadzwoniłem do Jordiego Mestre i Guillermo Amora, postanowiliśmy zerwać kontrakt. Rok później Pere Guardiola został jego agentem, a on odmówił gry w Máladze, ponieważ chciał przejść do Barçy, ale byliśmy wolni. Na koniec Manchester City zapłacił 300 tysięcy euro, o jakie prosiła Málaga, i go pozyskał.

Jednym z najgorszych momentów twojego etapu na czele cantery były sankcje FIFA. Jaki miały wpływ?

Zawsze powtarzam, że nikogo nie przekreśliły. Mieliśmy takich zawodników jak Xavi Simons, również Take Kubo, który odnosi sukcesy w elicie, czy Lee Seung-woo, ale na koniec każdy podąża swoją drogą.

Jak postrzegasz sprawę Kubo, który skończył w Realu?

W Barçy mówi się, że był z nim wstępny kontrakt, ale tak nie było. Nie było żadnego porozumienia ws. jego powrotu. Podczas jego pobytu w Tokio klub nie utrzymywał z nim wystarczającej komunikacji. Byc może w tym momencie nie było takiego zainteresowania. Potem Real wkroczył i złożył mu ofertę.

Jaki jest klucz do sukcesu La Masii?

Podstawę stanowią w 80-90% piłkarze z regionu. Potem, z tą solidną bazą, klub może udać się do reszty w Hiszpanii, szukając najlepszych talentów z każdego pokolenia. Bez tej lokalnej bazy zakontraktowanie najlepszych spoza regionu nie miałoby takiego samego efektu. Ponadto ci gracze podnoszą poziom tych lokalnych i stymulują rywalizację.

Jakie znaczenie ma styl gry Barçy w tym procesie?

Kluczowe jest posiadanie dobrze zdefiniowanego stylu i jasnego sposobu działania. Inne kluby mają odmienne filozofie, ale to, co wyróżnia Barcelonę, to jej tożsamość i kontekst.

Jak oceniasz inwestycję Barcelony w jej canterę?

Klub powinien inwestować jeszcze więcej. Historycznie budżet na canterę to jedynie 0,7% całkowitych wydatków klubu, a to ona generowała największą wartość w zawodnikach. Nie powinno być żadnych cięć w tym sektorze. Chociaż klub ma problemy finansowe, ma siłę swojej marki, jednej z dziesięciu najważniejszych na świecie. To pozwala posiadać trzech czy czterech najlepszych zawodników na świecie, ale reszta powinna wychodzić z cantery.

Granie wychowankami stanowi wartość dodaną.

Jest kluczowe. Wielu piłkarzy ma rodzinne tradycje culé i dorastają z uczuciem Barçy. Widać to po ich zaangażowaniu i grze.

Stracono ciągłość trenerów kształtowanych w Barçy?

Tak, kiedyś istniał wyraźny łańcuch: Pep Guardiola, Tito Vilanova, Luis Enrique… Wszysko zostało zerwane. Trzeba też szkolić trenerów i pozwalać im odejść, zawsze to mówiłem o Garcíi Pimiencie. Uczyć się poza klubem i wrócić z większym doświadczeniem. A pierwszą rzeczą, jaką zrobi, będzie spojrzenie w dół [na szkółkę].

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze