W niesprzyjających okolicznościach kalendarzowych Barcelona pokonała na własnym stadionie Osasunę 3:0. Co możemy wywnioskować z tego spotkania?
1. Wygrana z Osasuną i terminarzem
Zarówno piłkarze, jak i trenerzy obu zespołów nie kryli swojego zniesmaczenia tym, na kiedy zaplanowano ten mecz. Gra tuż po zakończeniu przerwy reprezentacyjnej, kiedy inne zespoły wracają na boiska dopiero w weekend, może wywrócić do góry nogami pomysł zespołu na kolejne tygodnie. Barcelona nie dała jednak za wygraną i, pomimo przeciwności, zdołała zdobyć trzy punkty, co jeszcze bardziej wywindowało zespół w tabeli LaLigi. Przewaga nie jest duża (bo są to właśnie tylko wspomniane trzy oczka), ale jakże cenna w kontekście najbliższych tygodni, w których wszystko się rozstrzygnie.
2. Redemption Gaviego
Jako że w ostatnich meczach Barçy oglądanie Gaviego nie należało do najprzyjemniejszych zajęć, a nawet można powiedzieć, że była to popularna „oczu kąpiel”, tak dziś 20-latek pokazał, na co go stać. Ustawiony na trochę innej pozycji niż ostatnimi czasy potrafił świetnie łączyć pracę defensywną z podłączaniem się do ataków. Potrafił brać rywali na plecy, utrzymywać się przy piłce, a jednocześnie nie spowalniał ataków i dobrze uruchamiał kolegów. Solidny występ, oby tak dalej!
3. Szczęsny ma ten luz
Pamiętacie jeszcze pierwszy w tym sezonie mecz z Benficą? Nie? My też nie. Od dużych błędów na początku aż do bycia pewnym punktem zespołu, który wprowadza niesamowity spokój w obronie - tak wyglądała droga Wojciecha Szczęsnego od stycznia do końca marca. Polak poczuł się wczoraj na tyle komfortowo, że w pewnym momencie zwiódł przyjęciem napastnika rywali. Tuż po tym zagraniu stadion na wzgórzu Montjuïc zaczął skandować głośne: „Szczęsny, Szczęsny!” Wojtek jest niepokonany w barwach Barcelony i chyba każdy kibic Barçy życzyłby sobie, by tak pozostało do końca sezonu.
4. Mini-rotacje, a niektórzy nie odpoczywają
W pierwszym składzie ujrzeliśmy Ferrana Torresa, Erica Garcíę i Gaviego, którzy nie są żelaznymi zawodnikami podstawowej jedenastki. Hansi Flick dał odpocząć chociażby Robertowi Lewandowskiemu przed zbliżającym się maratonem ciężkich spotkań na wszystkich frontach. Choć wiele osób uważa, że na więcej wolnego zasługują również Jules Koundé, Lamine Yamal, czy Pedri, którzy byli również eksploatowani na zgrupowaniach reprezentacji, to Hansi Flick przechodzi przez ten sezon na swoich zasadach. I, jak na razie, zaprowadziły go one bardzo daleko.
5. Pedri Balón de Oro?
Ostatnie występy Pedriego sprawiają, że coraz poważniej można traktować jego kandydaturę do zdobycia Złotej Piłki. Wchodzimy powoli w kwiecień, a magik z Teneryfy nie przestaje zachwycać. W meczu z Osasuną zgarnął kolejną nagrodę MVP, a sposób, w jaki reguluje tempo gry Barcelony sprawia, że koneserzy futbolu mają gęsią skórkę. Jeśli ktoś jeszcze nie widzi wpływu Pedriego na całość gry Barçy Hansiego Flicka, to można jedynie w tym momencie powiedzieć, cytując Łonę i album Cztery i Pół: - Patrz trochę szerzej!
Komentarze (45)