Pięć wniosków po meczu z Atlético

Michał Gajdek

17 marca 2025, 06:30

45 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelona po szalonym meczu pokonała Atlético Madryt 4:2. Co zapamiętamy z remontady podopiecznych Hansiego Flicka?

1. Wiara góry przenosi

W dwóch ostatnich spotkaniach przeciwko Atlético Madryt widzieliśmy ten sam scenariusz: Barcelona wychodziła na prowadzenie, lecz mecz kończył się dwoma bramkami ekipy Diego Simeone, które za pierwszym razem doprowadziły do jej zwycięstwa, a za drugim do remisu. Gdy wczoraj po trafieniu Sorlotha na tablicy wyników pojawił się rezultat 2:0 dla gospodarzy, wielu piłkarzy mogłoby się załamać, uznając, że drużyna z Madrytu to ich prawdziwe nemesis, którego nie da się pokonać. Podopieczni Hansiego Flicka w żadnym momencie jednak się nie poddali i odrobili dwubramkową stratę w zaledwie parę minut. Mimo wyrównania stanu meczu, to w dalszym ciągu Barça była stroną przeważającą i bardziej aktywną, co przyniosło owoce w końcówce spotkania. Wczorajszy mecz Blaugrana "przepchnęła" właściwie siłą woli - widać było, jak mocna obecnie mentalnie jest to drużyna.

2. Lewandowski poderwał drużynę

Przez dłuższy czas wydawało się, że Polak nie zaliczy wczorajszego starcia do udanych. W pierwszej połowie zmarnował dogodną sytuację, a w dodatku tuż po niej to Atlético okazało się skuteczne i zamiast 1:0 dla Barçy mieliśmy odwrotny rezultat. Ostatecznie Lewandowski odkupił jednak winy z nawiązką - to on dał sygnał do odrobienia strat, świetnie zachowując się w polu karnym i precyzyjnym uderzeniem pokonując Jana Oblaka. Polak tak naprawdę zrobił coś z niczego, a do tego jego trafienie nadeszło w najlepszym możliwym momencie, nim jeszcze Atlético zdążyło się przegrupować po bramce Sorlotha. Warto też podkreślić jego rolę przy bramce na 2:2, gdy poprzez twardą walkę fizyczną w polu bramkowym z jednym z obrońców gospodarzy spowodował, że Ferran Torres nie znalazł się na spalonym. Biorąc pod uwagę, że Kylian Mbappe złapał formę strzelecką, w końcówce sezonu szykuje się nam fascynująca walka o trofeum pichichi. 

3. Joker Ferran 

Dwadzieścia trzy minuty na boisku, szesnaście kontaktów z piłką, dwa strzały i dwa gole. Ferran Torres był wczoraj do bólu skuteczny i wydatnie przyczynił się do remontady. Po raz kolejny potwierdziło się to, co już wiemy o Rekinie: im mniej ma czasu na decyzję i opcji do wyboru, tym lepszy może być efekt. Znów okazało się także, że Hiszpan potrafi zostać kluczowym zawodnikiem wchodząc z ławki rezerwowych w ważnym meczu - tak było również choćby w Dortmundzie. Ferran nie ma łatwej roli w obecnym zespole, będąc pierwszym (i właściwie jedynym) zmiennikiem każdego elementu tridente Lewandowski, Raphinha, Lamine; dziś Hansi Flick zaufał mu zaś, pozostawiając całą trójkę na boisku. Były gracz Manchesteru City wyrasta na wartościowego gracza nr 12 w obecnej kadrze.

4. Zadyszka w rozegraniu

Wczorajszy mecz miał rozpocząć Frenkie de Jong, ale przez jego problemy żołądkowe ostatecznie w pierwszym składzie zameldował się Marc Casadó. Hiszpan nie zaliczy niestety tego występu do udanych, podobnie jak niewidoczny - poza świetnym dograniem do Lamine Yamala w pierwszej połowie - Dani Olmo. Z reguły jednak zbytnio by to nas nie zmartwiło, bowiem przyzwyczailiśmy się już, że grę pozycyjną Barcelony jest w stanie udźwignąć w pojedynkę Pedri. Wczoraj Kanaryjczyk zaliczył przeciętne spotkanie i od razu dało się odczuć tego efekty - Barça rozgrywała piłkę wolno, przewidywalnie i nie była w stanie sforsować defensywy Atlético. To nie przypadek, że bramki padały wcale nie po misternie skonstruowanych akcjach, a kolejno po rajdzie i wrzutce Iñigo Martíneza, dośrodkowaniu Raphinhi, próbie z dystansu Lamine Yamala i wysokim pressingu Raphinhi. Mogliśmy zaobserwować, że gdy Pedri będzie miał słabszy mecz, co siłą rzeczy musi się czasem zdarzyć, Barçy będzie trudno kontrolować spotkanie w ataku pozycyjnym, zwłaszcza, gdy jednocześnie zabrakłoby Frenkiego de Jonga.

5. To jeszcze nie koniec

Postronni kibice mogą się cieszyć - wczorajsze starcie Barçy z Atlético nie było wcale ostatnim w tym sezonie. Przypomnijmy, że już 2 kwietnia obie drużyny zmierzą się na Civitas Metropolitano raz jeszcze, tym razem w rewanżowym starciu półfinału Pucharu Króla. Mimo, że Barça wczoraj ostatecznie okazała się zwycięska, to z pewnością Hansi Flick dostał sporo materiału do analizy. Jego podopieczni po raz kolejny zagrali przeciwko Atlético niefrasobliwie w obronie (Alexander Sorloth staje się już prawdziwym postrachem defensywy Barçy), a do tego przez dłuższy czas nie potrafili sobie poradzić ze sforsowaniem zasieków ustawionych przez Diego Simeone. Paradoksalnie, zwycięstwo nadeszło w bodaj najsłabszym z trzech spotkań Barçy przeciwko ekipie ze stolicy Hiszpanii, a przed nami czwarte starcie, gdzie motywacja gospodarzy sięgnie zenitu. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów oraz trudna sytuacja w lidze tym bardziej spowodują, że Atlético będzie chciało uratować ten sezon, zwłaszcza, że w finale Copa del Rey będzie zapewne czekać Real Madryt. Podopiecznych Hansiego Flicka czeka jeszcze jeden, być może najtrudniejszy bój przeciwko drużynie Diego Simeone.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (45)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy