Po wczorajszym remisie w derbach Madrytu losy mistrzostwa ponownie się otworzyły. Kibice w bieżącym sezonie z pewnością nie mogą narzekać na brak emocji w ligowych rozgrywkach. Najpierw to Barça wypracowała sobie dużą przewagę i roztrwoniła ją w ciągu miesiąca, a teraz podobnie zachował się Real Madryt.
Kiedy FC Barcelona wygrała El Clásico powiększyła swoją przewagę w tabeli nad Los Blancos do sześciu punktów. Wydawało się, że podopieczni Flicka zaraz odskoczą odwiecznym rywalom jeszcze bardziej, a Atlético na początku sezonu kompletnie zawodziło. Sytuacja zmieniła się diametralne na przestrzeni dwóch miesięcy. Koszmarne listopad i grudzień sprawiły, że to Barça musiała gonić rywali w tabeli, spadając na trzecią lokatę.
Jeszcze przed spotkaniem z Espanyolem Królewscy mieli wypracowane siedem punktów przewagi nad Barceloną. Katalończycy na własne życzenie sprawili sobie problemy, przegrywając z Las Palmas, Leganés i Realem Sociedad, oraz remisując z Celtą Vigo i Realem Betis. Po drodze przytrafiła się też porażka z Atlético Madryt, które pomimo bycia słabszą drużyną w meczu i tak potrafiło zainkasować trzy punkty. Barçę do tlenu podłączyły Papużki, które niespodziewanie ograły Real Madryt na własnym boisku. Kibice Barcelony mogli trzymać kciuki za remis w derbach Madrytu. Taki wynik sprawiałby, że Blaugrana po zwycięstwie nad Sevillą zbliżyłaby się na punkt do Atlético i na dwa do Realu, mając z obiema drużynami jeszcze po jednym meczu do rozegrania.
Tak się właśnie stało — na Santiago Bernabéu padł remis, z którego bardziej zadowoleni powinni być podopieczni Simeone. Najbardziej cieszą się jednak piłkarze Hansiego Flicka, którzy ponownie są w lidze zależni tylko od siebie. Zwycięstwo nad Sevillą i kolejne trzy punkty sprawi, że walka o mistrzostwo ponownie stanie się zażarta. W bieżącym sezonie żaden z faworytów nie potrafił utrzymać wypracowanej przewagi, można więc powiedzieć, że w styczniu całe rozgrywki zaczynają się od nowa.
Komentarze (12)