Albert Blaya: Za wyjściowym składem Szczęsnego stoi strategia, która faworyzuje Iñakiego Peñę

Mateusz Doniec

1 lutego 2025, 15:00

Relevo

11 komentarzy

Fot. Getty Images

Znany hiszpański analityk piłkarski Albert Blaya wziął pod lupę na portalu Relevo debatę na temat rywalizacji Szczęsny vs Peña. Jego zdaniem żadna debata nie istnieje, ponieważ... obecnie Flick po prostu testuje bramkarza, którego sam sprowadził, i który dopiero co był na emeryturze. Analityk przytacza jednocześnie wielką poprawę Peñi dzięki pracy z nowym sztabem.

Albert Blaya: Spośród wszystkich pretendentów do zdobycia pucharu Ligi Mistrzów, jedynym, który nie rozstrzygnął najważniejszej debaty, jest FC Barcelona. Kto jest twoim bramkarzem? Ze wszystkich składów, które recytuje się na pamięć, ta pozycja jest prawdopodobnie najłatwiejsza do zapamiętania ze względu na jej niezmienność; nie ma pozycji, na której rola startera i rezerwowego jest bardziej zaakcentowana niż w bramce. Od czasu kontuzji Ter Stegena we wrześniu i przybycia Szczęsnego kilka dni później, bramka Barcelona zawsze była w stanie ciągłej rewizji.

Analizę należy rozpocząć od kardynalnego punktu: Szczęsny grał w golfa na kilka dni przed treningiem w najwyżej broniącej i podejmującej największe ryzyko drużynie Europy. Polak wylądował na emeryturze, ciesząc się Marbellą i odpoczynkiem, bez rytmu rywalizacji i z mocnymi stronami nieprzystającymi do specyficznych potrzeb bramki Barçy. Kiedy patrzy się na Szczęsnego, widzi się bardzo dobrego bramkarza... na emeryturze. Powolny, gdy musi zejść na ziemię, ratujący piłkę jak na letnim meczyku i niezbyt zwinny w pierwszej reakcji. Jego osobowość i opanowanie w polu karnym to argumenty, które Flick chce przetestować teraz gdy drużyna wygrywa. Kto zostanie wybrany na wiosnę?

W zeszłym sezonie Iñaki Peña był bramkarzem z najmniejszym procentem obron w Primera División, broniąc tylko 55% oddanych strzałów. Średnia odległość od bramki strzałów przy jego obronach była również najniższa w LaLidze (17,05 metra). Peña cierpiał z powodu najgorszej defensywy Barçy od lat, drużyny bez struktury, która pozwalała przeciwnikom z łatwością przedostawać się do przodu. Chociaż cierpiał z tego powodu, prawdą jest również, że sam nie pomógł Barcelonie cierpieć mniej.

W tym sezonie wszystko się zmieniło. Po kontuzji Ter Stegena narodził się zupełnie inny Iñaki Peña, zwłaszcza na poziomie mentalnym, zdolny do interweniowania z dala od bramki, wykazujący się odwagą i szybkością, która kiedyś była ukryta pod poprzeczką. Od sezonu 2016/17, od kiedy StatsBomb gromadzi dane z LaLigi, Iñaki Peña jest bramkarzem, który wykonuje swoje interwencje najdalej w stawce: 30,13 metra. To prawie dwa razy dalej niż w poprzednim sezonie i 9 metrów dalej niż drugi najlepszy wynik w LaLidze w tej kampanii.

Praca sztabu jest zauważalna w poprawie Iñakiego, ponieważ jeśli chodzi o cechy stricte bramkarskie, jest taki sam jak jeszcze kilka miesięcy temu. Zmiana jest radykalna, przechodząc od bramkarza, który nie wychodził z bramki, do tego, który opuszcza ją najbardziej w całej LaLidze. Pokazuje to znaczenie codziennej pracy i predyspozycji zawodnika do przyswajania koncepcji i poprawy swoich wyników. Nie sposób zrozumieć pierwszego wielkiego odcinka ligowego Barçy bez samowystarczalnej i odważnej wersji Iñakiego żyjącego z dala od bramki.

Z 55% obronionych strzałów przeszedł do 69%. W rzeczywistości w poprzednim sezonie różnica między tym, co powinien uratować zgodnie z zaawansowanymi statystykami, a tym, co uratował, była ujemna, to znaczy uratował mniej, niż powinien: 10% mniej. W tym sezonie liczba ta wynosi -1%, tyle samo co Courtois. Zasadniczo broni to, co powinien. Peña nigdy nie będzie miał takiej rozpiętości skrzydeł ani opanowania pola karnego jak inni wielcy bramkarze, ale zmiana sztabu i ich zaufanie sprawiły, że bramkarz, który był daleki od bycia starterem, stał się tym, który pomimo swoich niedociągnięć spisywał się na bardzo dobrym poziomie.

Hansi Flick dostrzegł jednak w niskiej pozycji w hierarchii Peñi i występach, które, choć były dobre, nie przybliżały Barçy do bycia lepszą drużyną, okazję do wypróbowania tego, kogo uważa za lepszego bramkarza, ale będącego bez formy. Dla mnie debata jest bezsensowna: czy nie jest logiczne, że trener decyduje się przetestować tego, kogo sprowadził? Jak zamierzasz przetestować kogoś, kto jest na emeryturze i poza rytmem, jeśli nie dasz mu gry? Nawet z jego błędami, Szczęsny wydaje się mieć osobowość, aby je znosić. Pytanie brzmi, jak długo ten test będzie trwał i czy na bardziej zaawansowanych etapach europejskich rozgrywek ograniczy on sufit zespołu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (11)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze