Real Madryt to historyczny rywal Barcelony, a stosunki obu klubów od momentu wybuchu afery związanej z "Caso Negreira" znacząco się ochłodziły. Los Blancos pozostają jednak związani z Barceloną przez projekt Superligi, a ich milczenie w sprawie Daniego Olmo jest wymowne.
Kluby LaLigi mówią jednym głosem atakując Barcelonę, która chwyta się kruczków prawnych próbując zarejestrować Daniego Olmo. W grę ma wchodzić nawet pozew przeciwko Barcelonie a zewsząd płyną naciski na organ ligowy, żeby nie ulegał presji Barçy i nie pozwolił jej na ponowne zgłoszenie pomocnika do rozgrywek. Real Madryt zachowuje strategiczną ciszę i w ogóle nie angażuje się w tę sprawę.
Jak informuje Manuel Amor z Relevo Florentino Pérez miał powiedzieć na kolacji z działaczami Realu, że Barcelonę należy zostawić w spokoju, ponieważ jest wspólnikiem, a nie rywalem stołecznego klubu. Dla Péreza najważniejszy jest projekt Superligi, który opiera się na współpracy Barçy i Realu, a historyczna rywalizacja i wzajemna niechęć kibiców schodzą na dalszy plan, kiedy do gry wchodzą setki milionów euro.
Przed Komitetem Delegatów LaLigi Atlético Madryt, Sevilla i Athletic Bilbao stanowczo naciskali na ścisłe przestrzeganie zasad finansowych, nie ułatwiając Barcelonie rejestracji swoich piłkarzy, ale nie doczekali się w tym wsparcia ze strony Realu Madryt. Barça jest bardzo rozczarowana postawą wspomnianej trójki klubów, co skomentował Joan Gaspart w wypowiedzi dla El Español: "Trudno będzie mi zapomnieć, powiedzieć prezesom Athletiku, Sevilli, Atlético Maryt i LaLigi, że im dziękuję. Naprawimy to, ale nie zapomnimy."
Pomimo wielu namów ze strony ludzi związanych z Realem Madryt, Florentino Pérez nie zdecydował się dołączyć do ataku na Barcelonę argumentując, że silna Barça jest mu potrzebna dla dobra Superligi. Nie jest tajemnicą, że stołeczny klub ma bardzo złe relacje z Javierem Tebasem i zarządzaną przez niego organizacją. Prezes LaLigi wielokrotnie w wywiadach atakował Florentino Péreza, którego postawa jest dla niego problematyczna. Blokowanie porozumienia z CVC, umowa z Sixth Street czy wreszcie Superliga sprawiają, że relacje pomiędzy Tebasem a Pérezem są bardzo napięte. Z tego powodu prezes Realu Madryt nie zamierza zrywać relacji z Barceloną i stawać po stronie LaLigi. W biznesie nie ma miejsca na antypatie i animozje, a skoro Barça i Los Blancos mają wspólne cele, to rozsądniej jest nie wchodzić sobie w drogę.
Komentarze (21)