Ostrożne wprowadzanie, a jednocześnie brak pomysłu na wykorzystanie Gaviego

Dawid Lampa

17 grudnia 2024, 06:30

34 komentarze

Fot. Getty Images

System Hansiego Flicka w Barcelonie opiera się na trzech pomocnikach w centrum. Jeden z nich gra blisko defensywy i łączy ją z resztą zespołu, drugi pomiędzy nim a skrzydłowymi i ostatnim pomocnikiem, który zazwyczaj jest najbliżej Roberta Lewandowskiego. Wydaje się, że na razie nie ma pomysłu na to, gdzie mógłby być ustawiony Gavi.

20 grudnia miną dwa miesiące od powrotu Gaviego po kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie. Od tej pory Hiszpan jest bardzo powoli wprowadzany do zespołu. Nie ma co się temu dziwić, gdyż w Barcelonie w ostatnich latach często nie dbano w stu procentach o ten aspekt. Ciężko winić samego zawodnika o jego, do tej pory, nie najlepszą dyspozycję, ale nie widać również konkretnego pomysłu na jego wykorzystanie ze strony sztabu trenerskiego.

Przez dwa miesiące Gavi przebywał na boisku przez niewiele ponad 200 minut. W tym czasie dwukrtonie pojawił się w pierwszym składzie. Raz z Celtą Vigo (grafika wyżej), kiedy był pomocnikiem-łącznikiem po lewej stronie, a w takiej samej roli występował Pedri, lecz w drugim, prawym sektorze boiska. Drugie spotkanie to mecz z Las Palmas (grafika niżej), gdzie Gavi wchodził w buty Marca Casadó z tego sezonu jako pomocnik grający najbliżej środkowych obrońców. Zdarzały się również występy, takie jak ten z Leganés, gdzie został wprowadzony na pozycję, którą można nazwać "dziesiątką". 

To oczywiste, że po tak jedenastomiesięcznej rekonwalescencji zawodnik potrzebuje czasu, by wrócić na poziom, który prezentował przed kontuzją. Ba, może się zdarzyć tak, że w tym sezonie Gavi nie osiągnie sufitu swoich możliwości. Kwestią, która martwi, jest brak pomysłu na wykorzystanie tego piłkarza przez sztab trenerski. Gdyby był wprowadzany na jedną, konkretną pozycję, z pewnością byłoby mu prościej przyzwyczaić się do tego, czego oczekuje od niego trener. 

Sytuacja Gaviego jest jednak inna. Jest, mówiąc kolokwialnie, rzucany po różnych miejscach na boisku, a w każdym z nich ma trochę odmienne zadania. To nie pomaga w rozwoju zawodnika, a przede wszystkim nie jest najlepszym pomysłem, kiedy piłkarz wraca do poważnej piłki po tak długiej przerwie. Przypadek Raphinhi pod Xavim pokazuje, że można takim zarządzaniem tracić atuty swojego gracza. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (34)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy