FC Barcelona zaskakująco przegrała 0:1 z Leganés, przedłużając słabą passę w rozgrywkach LaLigi. Co zadecydowało o porażce?
1. Brak koncentracji na początku meczu
Podobnie jak w starciu z Betisem, to rywale przejęli inicjatywę i stworzyli sobie groźne okazje już na samym początku spotkania. Munir nie wykorzystał wprawdzie świetnej sytuacji, ale sparowanie piłki na rzut rożny przez Iñakiego Penę na nic się zdało, bo Barça i tak straciła bramkę. Biorąc pod uwagę poziom rozegrania akcji, który reprezentowało dziś Leganés, nie wydaje się, żeby gości było jeszcze później stać na zdobycie jakiejkolwiek bramki. Wystarczyło zatem tylko - i aż - poprawnie wejść w mecz.
2. Nie da się wygrać, nie strzelając bramek
Odkrywcze, prawda? Piłkarze Barçy jakby o tym jednak dzisiaj zapomnieli. W pierwszej połowie drużyna regularnie stwarzała dobre sytuacje, jednak fatalnie pod bramką zachowywali się Dani Olmo czy Robert Lewandowski. Zwłaszcza Polak może sobie pluć w brodę - trudno jest zrozumieć, jak po tak świetnym przyjęciu piłki można oddać tak słaby strzał na bramkę.
3. Wrzutki do nikogo
W pierwszej połowie Barcelona stwarzała sobie sytuację i kwestią czasu wydawało się zamienienie którejś z nich na bramkę. Im bliżej jednak było ostatniego gwizdka arbitra, tym bardziej chaotyczne były kolejne próby podopiecznych Hansiego Flicka. Końcówka meczu upłynęła pod znakiem wrzutek w pole karne Leganés, co z góry było skazane na niepowodzenie z uwagi na dysproporcję w warunkach fizycznych obu drużyn. Trudno jest zrozumieć taką "taktykę", biorąc pod uwagę, że dziś na boisku mógł pojawić się co najwyżej Frenkie de Jong, a nie Luuk.
4. Gra się tak, jak... sędzia pozwala
Leganés przyjechało dziś do Barcelony z jasnym zamiarem - powstrzymać piłkarzy Barçy wszelkimi możliwymi środkami. O tym, jak szeroki będzie ich arsenał, decydowali jednak nie tylko oni, ale także i arbiter spotkania. Przez cały mecz Alejandro Quintero González pokazał gościom zaledwie dwa żółte kartoniki. Młody sędzia pozwalał na ostrą grę, wielokrotnie nie używając gwizdka, gdy powinien był to zrobić. Również jego podejście do gry na czas było co najmniej dyskusyjne. Najbardziej wymowna była sytuacja, gdy z pięciu doliczonych do pierwszej połowy minut, dziewięćdziesiąt sekund zostało poświęcone przeprowadzeniu zmiany przez gości... a sędzia i tak zaprosił piłkarzy do szatni tuż po upływie pierwotnie doliczonego czasu.
5. Festynowa atmosfera nie pomaga
Na miejscu Grada d'Animació dziś pojawiła się... orkiestra. Jak można było się spodziewać, muzycy nie ponieśli za sobą reszty trybun ani nie zagrzali do walki piłkarzy. Przejmująca cisza na Montjuïc jest tym bardziej wymowna zaledwie kilka dni po rekordowym wyjeździe kibiców Barcelony do Dortmundu. Być może nie ma przypadku w tym, że Barça zaczęła tracić punkty u siebie właśnie w momencie, w którym grupa odpowiadająca za zorganizowany doping została wyproszona ze stadionu?
Komentarze (23)