Powrót Ronalda Araujo jest coraz bliżej. Z klubu docierają informacje o jego dobrze wykonywanej pracy i jeśli wszystko dobrze pójdzie, to będziemy mogli zobaczyć go na boisku jeszcze w tym miesiącu. Jednak dobra forma Pau Cubarsíego i Iñigo Martíneza sprawia, że nie jest pewniakiem do pierwszego składu. Jego umowa wciąż nie została przedłużona, co dodatkowo stawia pod znakiem zapytania jego długoterminową przyszłość w Barcelonie.
Alex Pintanel z Relevo przypomina, że mija właśnie rok od czasu, gdy Araujo uratował Barcelonę w meczu przeciwko Realowi Sociedad na Anoeta. W jednym z najsłabszych meczów Barçy Xaviego, Urugwajczyk strzelił zwycięską bramkę w doliczonym czasie gry, po tym jak właściwie przez całe spotkanie Blaugrana broniła się z wielkim szczęściem przed atakami Basków. Wtedy wydawało się to nie do pomyślenia, że rok później, to Cubarsí i Iñigo będą podstawowymi obrońcami Barçy. A tym bardziej, że będą sobie radzili tak dobrze.
Stąd pojawiąjące się wątpliwości co do przyszłości Araujo w klubie. W obliczu finansowych problemów, jest to jeden z zawodników, na którym Barcelona mogłaby zarobić konkretną sumę. Dużo mówiło się o możliwej sprzedaży już w lecie, ale kontuzja, której obrońca doznał w trakcie Copa América pokrzyżowała te plany. Teraz więcej słyszymy o zbliżającym się porozumieniu co do przedłużenia umowy, ale to nie oznacza, że temat sprzedaży zostanie definitywnie zamknięty. Sam Araujo wydaje się być zdecydowany na pozostanie w klubie, a po ostatnim triumfie zespołu na Santiago Bernabéu zorganizował spotkanie drużyny w jednej z restauracji, co pokazuje, że traktuje swoją rolę kapitana bardzo poważnie i to pomimo bycia kontuzjowanym.
Intencje intencjami, ale w tym momencie nikt nie da Ronaldowi miejsca w pierwszej jedenastce z automatu. Będzie ją sobie musiał wywalczyć na treningach i pokazać w meczach, że potrafi sobie poradzić z grą, która wymaga pełnej koncentracji. Centymetrowe spalone, na które regularnie Barça łapie swoich rywali są czymś, co już stało się firmowym zagraniem podopiecznych Flicka i Araujo będzie musiał zademonstrować, że jest w stanie grać w ten sposób. Jeśli nie, to wydaje się, że jego szanse na pozostanie będą maleć. Bo oczywiście dobrze mieć dobrych rezerwowych, ale klub nie może sobie pozwolić na takie luksusy jak Ronald Araujo na ławce. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wiek Iñigo, to trzeba pamiętać, że jest jeszcze Andreas Christensen i możliwość sprowadzenia Jonathana Taha za darmo w przyszłym roku. Kluczowa będzie umiejętność dostosowania się do wymogów Flicka. Bez tego pozostanie Urugwajczyka w klubie nie będzie miało większego sensu. Ronald jednak jest wojownikiem i jestem pewny, że nie odpuści tak łatwo.
A co Wy uważacie? Ronald Araujo powinien zostać w klubie czy też Barça powinna go sprzedać już w lecie?
Komentarze (76)