Pieśń o małym rycerzu

Dariusz Maruszczak

27 października 2024, 06:30

76 komentarzy

Fot. Getty Images

W polskiej tradycji wyjątkową postacią jest Michał Wołodyjowski, z którym wiąże się słynna, w świecie sportu akurat wśród kibiców siatkówki, pieśń „W stepie szerokim”, potocznie określana jako „Pieśń o małym rycerzu”. Po meczach z Bayernem i Realem Madryt Barcelona może ją śpiewać na cześć Marca Casadó.

Niepozorny, mierzący 172 cm pomocnik nie miał łatwego życia u Xaviego, ale o tym już pisałem wielokrotnie. Casadó rozegrał u tego trenera raptem 58 minut. To mniej niż tylko wczorajszego wieczoru w spotkaniu z Los Blancos. Mimo to wychowanek nie zamierzał się poddawać i walczył o swoje miejsce w zespole. Nie narzekał, tylko dzielnie zakasał rękawy, choć niewiele wskazywało, że ma jakieś szanse powodzenia po tak niewielkim kredycie zaufania w sezonie 2023/2024.

A jednak w końcu los się do niego uśmiechnął. „Bóg nagrodził męstwo” – jak słyszeliśmy z ust innego sienkiewiczowskiego bohatera Pana Zagłoby w ekranizacji „Ogniem i Mieczem”. Okoliczności sprawiły, że u Hansiego Flicka Casadó został podstawowym defensywnym pomocnikiem. Być może tylko z powodu kontuzji Marca Bernala i braku pozyskania piwota w letnim okienku transferowym. Teraz jednak nie ma znaczenia, czy postawienie na Casadó było efektem zaplanowanej strategii, czy dziełem przypadku. Liczy się to, co 21-latek wnosi do zespołu.

Casadó w zasadzie od początku sezonu notował udane występy. Z każdym pojedynkiem czuł się pewniej w zespole Barcelony, a drużyna coraz lepiej wyglądała wraz z nim na boisku. Prawdziwa weryfikacja musiała jednak nadejść dopiero wraz z najtrudniejszymi rywalami. Dotyczyło to zarówno Blaugrany, jak i samego Casadó. Tydzień meczów z Bayernem i Realem Madryt miał być doskonałym testem dla wychowanka Barcelony.

Casadó zdał go śpiewająco. Znów przekroczył wszystkie oczekiwania. To powoli staje się jego specjalnością – od presezonu, przez kolejne spotkania początku kampanii, po najbardziej wymagające starcia. W konfrontacji z Bayernem trudno było się zorientować „który Kimmich jest prawdziwy”. Casadó zaliczył asystę przy bramce Raphinhi dzięki fantastycznemu długiemu podaniu. Miał 88% skuteczność zagrań i wygrał 5 z 10 pojedynków. Imponował pracą w obronie i doskokiem do rywali na całej długości i szerokości boiska. Nie bez powodu zebrał uznanie piłkarskiej Europy. On nie tylko nie był jednym z najsłabszych ogniw, na co wskazywałby jego brak doświadczenia, ale wręcz był jednym z najlepszych zawodników na boisku. 

Można się było zastanawiać, czy Casadó utrzyma poziom w konfrontacji z Realem Madryt. Presja Klasyku, odwiecznej rywalizacji, mogła dodatkowo pętać nogi wciąż młodego gracza. U Casadó nie było jednak śladu tremy. Za to była końska dawka zaangażowania i pokaz inteligencji boiskowej. Barcelona długo nie potrafiła wyjść na prowadzenie i zrobiła to w drugiej połowie właśnie za sprawą Casadó. 21-latek posłał znakomite długie podanie do Roberta Lewandowskiego, który zamienił je na gola. Dla pomocnika była to czwarta asysta w tym sezonie. Tylko Lamine Yamal i Raphinha mają lepszy wynik w zespole Barçy, a w Realu jedynie Vinícius. A przecież Casadó jest nominalnym defensywnym pomocnikiem w systemie Hansiego Flicka.

To był najbardziej spektakularny wkład Casadó w El Clásico, ale z pewnością nie poprzestał tylko na nim. Wychowanek znów imponował dobrym ustawieniem się na boisku. Był po prostu tam, gdzie był potrzebny. Co prawda skuteczność podań Casadó nie była najwyższa (82%), ale zdołał on zaliczyć jeszcze jedno kluczowe zagranie. Do tego wygrał 5 z 11 pojedynków. Gdy trzeba było, popełniał faule (4), przerywając groźne akcje rywala w zarodku, ale sam też faulowany był trzykrotnie. Casadó potrafił zabezpieczyć strefę środkową, jak również zejść do bocznych sektorów, gdy wymagała tego sytuacja. Wpływał na poprawienie organizacji gry w środku pola i walczył jak lew. Znów spisał się na medal. A przecież jeszcze przed chwilą Casadó grał głównie na poziomie trzeciej ligi. Brakowało tylko, żeby Modrić podszedł do niego i powiedział "Kończ waść, wstydu oszczędź".

W swoim ostatnim tekście pochwalnym dla Casadó wyrażałem zadowolenie z uwolnienia wychowanka, dodając, że efekty jego gry są jeszcze lepsze niż zakładałem. Mimo to pozostawałem sceptyczny co do tego, czy na dłuższą metę 21-latek może być optymalnym rozwiązaniem na pozycję defensywnego pomocnika, przy całym uznaniu dla tego, jak cennym może być graczem rotacyjnym. Teraz już niczego nie zakładam, widząc, jak Casadó pokonuje kolejne przeszkody i trudności. U niepozornego małego rycerza z La Masii „Sky is the limit”, a im szybciej nauczą się tego jego oponenci, tym lepiej dla nich.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (76)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy