Dzisiejszego wieczora ukazała się trzecia część wywiadu, który dziennikarze Sportu Joan Vehils i Javier Giraldo przeprowadzili z prezesem La Ligi Javierem Tebasem. 61-latek jest znany ze swojego ciętego języka, nie może więc dziwić, że bezpardonowo zaatakował Florentino Péreza, z którym łączą go wręcz wrogie stosunki. Tym razem zarzewiem konfliktu była kwestia Superligi.
Sport: Kolejną z twoich bitew jest walka z Superligą. Czy uważasz ją za wygraną?
Javier Tebas: Nie. Jestem związany z piłką nożną od wielu lat. Dla mnie Superliga nie jest formatem rozgrywek, ale koncepcją, która pojawiła się w 2002 roku wraz z G14, którą również promował Florentino Pérez. Dopóki Florentino jest u steru Realu Madryt, Superliga nie jest martwa. To jest coś, co mnie martwi i niepokoi. [...] Florentino powiedział to w kwietniu 2021 roku i powtarza to na zgromadzeniach, że przychodzi, aby uratować piłkę nożną, "nie martw się, w ramach solidarności damy ci trochę pieniędzy", tak jakbyśmy byli w feudalnej Europie, a wasal musiał iść i płacić dziesięcinę swojemu panu.
Jak myślisz, dlaczego nikt nie krytykuje Florentino?
Ponieważ wyjście ze strefy komfortu i krytykowanie jednego z najpotężniejszych ludzi w tym kraju jest skomplikowane. Zdaję sobie z tego sprawę. Nie proszę o bohaterstwo, sam nie jestem bohaterem. To nie jest łatwe. Nie muszę się nad tym rozwodzić. Mieszkasz w Hiszpanii i wiesz, o czym mówię.
Z drugiej strony Barça wydaje się nie bronić już projektu Superligi z taką intensywnością.
Wszystko to jest wynikiem wielkiego kryzysu instytucjonalnego, jaki dotknął klub. W swojej mowie rezygnacyjnej Bartomeu powiedział, że podpisał dokumenty dotyczące Superligi. Następnie, z powodu braku doświadczenia lub innych rzeczy, ci którzy przyszli po nim, tacy jak Ferran Reverter czy sam Laporta, chcieli kontynuować i podążać za tym projektem, który nie był właściwy. Dzisiejsza piłka nożna bardzo różni się od tego, co Laporta znał podczas swojego pierwszego okresu na stanowisku prezydenta. Gdyby Barça była w normalnej sytuacji ekonomicznej, nie byłoby jej w Superlidze. Ale z Barçą mamy relacje, powiedzmy, że profesjonalne, przynajmniej nie sprzeciwiają się wszystkiemu, co robimy tak jak Real Madryt. Dla Madrytu wszystko, co robimy, jest złe. Dla Realu Madryt jesteśmy bardzo źli, jesteśmy katastrofą.
Czy ten zdecydowany sprzeciw wobec Florentino przysporzył ci jakichś problemów?
Cóż, tak, i to nieprzyjemnych. Z kręgów rodzinnych. Ale wolę nie mówić. To ryzyko zawodowe. Zawsze przyznawałem, że jestem madridistą, choć teraz jestem w stanie hibernacji. Cała czwórka moich dzieci była fanami Realu.
Jesteś młodszy niż Florentino.
Ale zdrowie nie zależy tylko od wieku, może się zdarzyć, że w życiu pojawią się rzeczy, które zmuszą cię do zrobienia kroku wstecz. Wiele rzeczy może się wydarzyć. Nie chodzi o to, że jestem osobiście uprzedzony, ale Florentino jest zły dla piłki nożnej, dla europejskiego futbolu, dla klubów, dla innych sportów i dla innych kwestii. 26 krajów podpisało się przeciwko modelowi Superligi, ale Hiszpania nie.
Ale Real Madryt wygrywa Ligę Mistrzów. To potężny przeciwnik.
Real Madryt to świetny klub. Daję jego menedżerom ocenę dziesięć na dziesięć, to doskonale zarządzany klub. Ale czym innym jest zarządzanie klubem, a czym innym narzucanie swoich pomysłów na organizację futbolu. Fakt, że wygrywasz Ligę Mistrzów, nie oznacza, że jesteś "mistrzem" decydującym o tym, jak powinna być zorganizowana piłka nożna, w tym przypadku wręcz przeciwnie. Europejski futbol odrzuca pomysły Florentino Péreza, ale on tego nie widzi.
Komentarze (7)