Marc Guiu - powód do żalu czy odejście jednego z wielu?

Piotr Guziński

1 lipca 2024, 17:50

34 komentarze

Fot. Getty Images

Ostatnia informacja o odejściu z klubu Marca Guiu zaskoczyła wielu kibiców Barcelony. Oczekiwano, że Hiszpan będzie kontynuował swój rozwój w Blaugranie, jednak zapewne nie widząc dla siebie miejsca w pierwszej drużynie postanowił spróbować szczęścia w innym zespole. Czy jego odejście powinno martwić Barçę, ile winy w jego odejściu ponosi Deco, kto wejdzie w jego miejsce?

Odejścia młodych zawodników z Barcelony zawsze są głośno komentowane, zwłaszcza wtedy, gdy zdążą zadebiutować w pierwszej drużynie i pokażą się szerszemu gronu kibiców. Nie inaczej jest tym razem. Część kibiców ubolewa nad stratą Hiszpana, a części jest on obojętny, jeszcze inna część szuka winnego tej sytuacji, a także zastanawia się nad sensem odejścia do samej Chelsea.

Odejście jakich wiele?

Guiu nie jest oczywiście pierwszym talentem, którego traci Barcelona. Przez lata klubowi wymknęło się mnóstwo utalentowanych graczy takich jak Robert Navarro, Pablo Moreno, Xavi Simons, Sergio Gómez, Iker Bravo czy Ilaix Moriba. Nazwisk moglibyśmy wymieniać jeszcze wiele, jednak prawie za żadnym z tych zawodników obecnie się nie tęskni, a większości nawet nie pamięta. Niemal każdego zweryfikowała rzeczywistość, gdy opuścili klub i nie potrafili przenieść swojego poziomu do innych ekip i kontynuować tam swojego rozwoju. Oczywiście zawsze zdarzają się wyjątki – jest nim choćby Xavi Simons, który po opuszczeniu stolicy Katalonii rozwinął się i stał się bardzo dobrym graczem, a jego powrót do Barcelony był tematem wielu rozmów. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości, możliwe, iż Guiu wyłamie się z tego schematu jak nieliczni na długiej liście talentów, które odeszły z Barcelony z przypiętą łatką gwiazdy i ostatecznie odniesie sukces. Doskonale jednak wiemy, że nie jest to droga łatwa i udaje się niewielu. Patrząc natomiast na kierunek możemy mieć poważne wątpliwości co do odniesienia sukcesu i rozwinięcia skrzydeł na profesjonalnym poziomie.

O ile samo odejście jesteśmy w stanie zrozumieć, gdyż szanse Marca na istotne miejsce w pierwszej drużynie w przyszłym sezonie są niewielkie ze względu na mocną pozycję Roberta Lewandowskiego, a wątpliwości są podsycane również sytuacją Vitora Roque, która wciąż nie jest jasna. Martwiące z pewnością jest dla wielu zarządzanie rozwojem Brazylijczyka i minutami po przyjściu do Barcelony, co może sprawiać, że Guiu widzi siebie w innym miejscu. Z pewnością nie odpowiadało mu również to, że w tej kampanii musiał balansować między trzema zespołami i na wiele minut na najwyższym poziomie nie mógł liczyć. Zastanawiać się natomiast możemy czy wybór Chelsea to logiczna decyzja. Zapewnienie mu minut umożliwiających stały rozwój przez klub z Londynu nie wydaje się prawdopodobne i młody Hiszpan zapewne uda się na wypożyczenie, choć co do tego pojawiają się sprzeczne wiadomości i niektórzy twierdzą, że The Blues planują zatrzymać Marca. Nie zmienia to jednak faktu, że klub nie traci najbardziej utalentowanego napastnika w akademii i z klubem żegnały się w ostatnich latach lepsze dziewiątki jak Victor Barbera, Iker Bravo, a wcześniej także Pablo Moreno czy Abel Ruiz. Barcelona traciła też perspektywicznego Alejandro Marquesa i po odejściu żadnego z nich świat się nie zawalił, a trzeba przyznać, że Iker, Moreno czy Abel na poziomie młodzieżowym byli graczami o wiele lepszymi.

Błąd Barcelony, czy na pewno?

W takich sytuacjach łatwo jest rzucać oskarżenia i snuć przypuszczenia, kto jest winny odejściu młodego zawodnika. Wielu napisze, że klub powinien już wcześniej przedłużyć kontrakt Marca Guiu, nie dopuszczając do sytuacji, by z tak niską klauzulą był dostępny na rynku chwilę przed rozpoczęciem okienka transferowego. Jednak zgodnie z tym co twierdzą hiszpańskie media klub kilka tygodni temu oferował Hiszpanowi przedłużenie i ulepszenie kontraktu, jednak mniemana bardzo dobra oferta nie otrzymała pozytywnej odpowiedzi. Czy w takiej sytuacji możemy mieć żal do klubu, który w trudnej sytuacji finansowej poczynił wysiłek i starał się zatrzymać młodego gracza? Większe zastrzeżenia możemy mieć z pewnością do samego piłkarza – dobrze wiemy, że jeżeli ktoś chce zostać w Barcelonie, to tak też się stanie. Przykładem są tutaj Pau Cubarsí, Hector Fort, Lamine Yamal, Gavi czy Alejandro Balde.

Wiele osób może zarzucić Blaugranie umieszczenie w kontrakcie Guiu niskiej klauzuli wykupu, jednak kibice powinni być świadomi, że przy podpisywaniu profesjonalnych kontraktów niemal każdy młody piłkarz La Masii otrzymuje niską klauzulę, która oscyluje w granicach sześciu milionów euro. To znaczy, że wyżej wymienieni piłkarze także mogli odejść za czapkę gruszek, lecz zdecydowali się kontynuować rozwój w klubie swoich marzeń, odrzucając kuszące oferty z zagranicznych klubów. Przyznać można, że błędem mogło być włączenie go w dynamikę pierwszej drużyny bez wcześniejszego przedłużenia umowy z wyższą klauzulą, jednak w takie samej sytuacji kilka tygodni temu był Cubarsí, a z prolongowaniem jego kontraktu nie było najmniejszych problemów. Blaugrana nie odpuściła więc tematu gracza, starała się go zatrzymać, lecz trzeba zaakceptować, że nie da się zatrzymać w klubie każdego młodego piłkarza. A jeżeli Guiu planuje rozwijać się w konkurencyjnym zespole Chelsea, nie spędzając presezonu w Barcelonie pod okiem Hansiego Flicka i zapewne nie wysłuchując planów wobec jego osoby, to jego pożegnanie z Barçą wydaje się łatwe do zaakceptowania. Żałować można jedynie niskiej kwoty transferu, gdy zdajemy sobie sprawę z cen na rynku i tego, że młodzi, silni napastnicy są w cenie. Przy wpłacie klauzuli, o której wysokości pisaliśmy powyżej, Barcelona nie może nic zrobić. Z drugiej strony kwota sześciu milionów euro za piłkarza wciąż niesprawdzonego na najwyższym poziomie, z rozegranymi 850 minutami w rezerwach, wydaje się adekwatna.

Deco – a więc zabawa w znajdźmy winnego

W ostatnim czasie przyjęło się robienie z Deco kozła ofiarnego i największego nieudacznika, który nie potrafi ściągać do klubu młodych zawodników. Prawdą jest to, że nie udało mu się przekonać do transferu Ardy Gülera czy Jorthy’ego Mokio, jednak nie sprawia to, że Portugalczyk z miejsca staje się beznadziejny i tylko jego można obwiniać o fiaska tych operacji. Do tych zarzutów doszły niedawno komentarze krytykujące również to, iż nie potrafi zatrzymać w klubie utalentowanych zawodników La Masii jak Andrea Natali (juvenil B) czy teraz Marc Guiu. W pierwszej kolejności należałoby przypomnieć to, co zostało napisane powyżej – Marc dostał propozycję nowego, ulepszonego kontraktu, to nie jest wina klubu, a tym bardziej Deco, że gracz chce odejść i nie odpowiedział na ofertę wraz ze swoimi agentami. Zadaniem Deco, dyrektora sportowego, nie jest z pewnością bezpośrednie negocjowanie z młodymi zawodnikami szkółki, dlatego obwinianie go o odejścia niektórych graczy akademii jest wyjątkowo na wyrost. Jeżeli chcielibyśmy iść takim tokiem rozumowania to równie dobrze możemy bić mu brawa za zatrzymanie w klubie takich piłkarzy jak Lamine Yamal, Cubarsí czy Fort. Niestety, zdaje się, że działa to tylko w jedną stronę i w tych pozytywnych momentach postać Deco nie była przywoływana. Oczywiście także nie byłoby to słuszne, chodzi natomiast o przykład i ukazanie braku konsekwencji.

Samo zachowanie ze strony Guiu i jego agentów nie wydaje się profesjonalne i powinno ukrócić kąśliwe wypowiedzi – przypomina ono oczekiwanie na jeszcze lepszą ofertę i liczenie na podbicie stawki, zaoferowanie kilku milionów więcej (czy to ze strony Barcelony czy z innych czołowych zespołów). Klub na coś takiego nie może sobie pozwolić, pomijając już nawet sytuację finansową, która uniemożliwia na takowe licytacje i gry. Zwłaszcza, że Guiu to nie jest zawodnik, dla którego powinno się robić wyjątki i walczyć z całych sił o pozostanie, biorąc realnie pod uwagę jego potencjał i umiejętności. Jeżeli tak wyglądała rzeczywistość, to Barçę należy pochwalić za to, iż nie została wciągnięta w odtwarzanie tej roli i zapewne żmudną grę. I nie zapominajmy, że w tak prestiżowej i mocnej akademii zawsze znajdzie się ktoś na jego miejsce. Nie inaczej jest tym razem, co prowadzi nas do kolejnego akapitu.

Oscar Gistau – nazwisko, które należy zapamiętać

Wielu zapewne jeszcze o Oscarze nie słyszało, jednak obecnie to najbardziej utalentowany i kompletny napastnik La Masii. Ostatni sezon spędził grając na przemian w juvenilu B i juvenilu A, gdzie strzelił czternaście goli i zaliczył co najmniej pięć asyst. Udało mu się zadebiutować w Młodzieżowej Lidze Mistrzów, a pierwsze trafienie w juvenilu A zanotował w wieku 15 lat i 6 miesięcy, o cztery miesiące wcześniej niż Ansu Fati i około cztery miesiące później niż Lamine Yamal (15 lat, 1 miesiąc i 28 dni). Z kolei w juvenilu B debiutował chwilę po swoich piętnastych urodzinach, a więc od legalnego wieku umożliwiającego grę na tym poziomie. To dziewiątka o bardzo dobrych warunkach fizycznych, w jego sposobie wykańczania akcji jest coś z samego Erlinga Haalanda, jednak Oscar jest piłkarzem o wiele bardziej technicznym i kreatywnym, dlatego w tym aspekcie można porównać go do Harry’ego Kane’a. Zapewne w kolejnym sezonie usłyszymy o nim więcej, gdy będzie występował w zespole U-19, a także w samych rezerwach – przy takim rozwoju gra pod wodzą Rafy Márqueza jest tylko kwestią czasu.

Dodatkowo Sport poinformował dzisiaj (25 czerwca), że Oscar Gistau wkrótce przedłuży swój kontrakt i pozostanie w Barcelonie na dłużej. Napastnik odrzucił kuszące oferty z innych zespołów i pragnie dalej rozwijać się w Barçy - klubie swoich marzeń. Ogłoszenie tej informacji wkrótce ma stać się oficjalne.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (34)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy