Zakreślone w kalendarzu: Początek ery Kubali [WIDEO]

Michał Gajdek

15 czerwca 2024, 12:00

2 komentarze

Fot. Getty Images

W naszym kalendarzu kibica na 2024 rok (można go obejrzeć tutaj) zaznaczyliśmy między innymi 25 dat istotnych dla historii FC Barcelony. Tym razem cofniemy się w czasie aż do 1950 roku, kiedy to Barça dopięła transfer piłkarza, który wyprzedził swoją epokę - László Kubali. 

Kubala był postacią wyjątkową w historii FC Barcelony. Dość wspomnieć w tym zakresie kilka podstawowych faktów:

- na oficjalnej stronie klubu opis lat 1950 - 1961 zatytułowano po prostu: "Era Kubali",

- to głównie z powodu ludzi chcących oglądać drużynę z tym genialnym zawodnikiem zdecydowano się zbudować Camp Nou - dotychczasowy stadion był już za mały,

- ukazany na zdjęciu pomnik Kubali stoi (a właściwie stał przed rozpoczętą w zeszłym roku przebudową) obok stadionu FC Barcelony.

Kubala był nie tylko świetnym piłkarzem, ale i fascynującym człowiekiem. Był on prawdziwym obywatelem świata. W swojej karierze reprezentował barwy reprezentacji Węgier, Czechosłowacji oraz Hiszpanii, a także nieoficjalnych drużyn Słowacji oraz Katalonii. Kubala to też fenomen społeczny. Kataloński pieśniarz, Joan Manuel Serrat zadedykował mu utwór zatytułowany po prostu... "Kubala". 

Czasy Kubali są na tyle odległe, że tylko niewielka część z żyjących dziś osób mogłaby poświadczyć, jak świetnie rzeczywiście grał on w piłkę. Z oczywistych względów, nagrania z jego występów pozostawiają sporo do życzenia pod względem jakości obrazu. Tym niemniej, warto się z nimi zapoznać.

Warto oczywiście zwrócić uwagę również na osiągnięte przez legendarnego piłkarza liczby. Kubala rozegrał dla klubu 357 meczów, strzelając 281 goli. Sporą część jego rekordów poprawił dopiero pewien genialny Argentyńczyk, jednak kilka z nich zapewne pozostanie niepobitych (siedem goli w meczu ligowym przeciwko Sportingowi Gijón).

Statystytki jednak wszystkiego nie oddadzą. Po Kubali zostały nam przede wszystkim przekazy z ówczesnej epoki oraz legendy. Te zaś świetnie opisała kilka lat temu Magdalena Rudnicka w artykule z serii Barcelona w sepii. Zachęcamy do zapoznania się z fascynującą historią naszego bohatera - a poniżej krótki jej fragment, dotyczący właśnie jego transferu do Blaugrany:

Monotonny stukot kół pociągu. László wygląda przez okno. Jest tak pijany, że kataloński krajobraz, który widzi za oknem, wydaje mu się zamglony i nieostry. Nawiedza go nagła wątpliwość.
- Na pewno jedziemy do Madrytu? - pyta siedzącego obok niego mężczyznę.
Pepe Samitier, trener FC Barcelony, tylko się uśmiecha.
- Oczywiście – zapewnia.
Wzrok László ogniskuje się wreszcie na umieszczonej obok torów tablicy.
- Ale tam jest napisane „Barcelona” - stwierdza zaskakująco trzeźwo.
- Nie martw się – uspokaja go Samitier. - Zaraz będziemy w klubie.
W klubie, myśli Kubala. W klubie. To dobrze.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (2)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze