Porażki nie będą miały konsekwencji

Dariusz Maruszczak

5 maja 2024, 07:50

101 komentarzy

Fot. Getty Images

Joan Laporta, obejmując po raz drugi stanowisko prezydenta Barcelony, zapowiedział, że „od teraz porażki będą miały konsekwencje”. Tymczasem Barça zaliczyła sezon bez żadnego zdobytego trofeum, z licznymi kompromitacjami czy nawet utratą prymatu w Katalonii, a jednak wszystko wskazuje na to, że główny autor tej klęski, czyli Xavi, zostanie na stanowisku.

Po przegranych meczach z PSG i Realem Madryt narracja w Barcelonie wskazywała na pojedyncze błędy piłkarzy lub sędziów jako główne przyczyny przedwczesnego zakończenia sezonu. Drużyna miała jednak wreszcie zacząć zmierzać w dobrym kierunku, a i sam trener dostrzegł taką poprawę sytuacji, że aż zmienił swoją decyzję o odejściu i postanowił zostać. Po kolejnej fali krytyki medialnej atmosfera nieco się uspokoiła i Barça miała już tylko przypieczętować drugie miejsce w LaLidze przed ważnymi decyzjami kadrowo-finansowymi w lecie i przygotowaniem do kolejnych rozgrywek. Wczorajsze spotkanie znów każe jednak stawiać pytania o sens dalszej współpracy ze szkoleniowcem.

200 milionów za trzecie miejsce

Porażka z Gironą obnaża bowiem drużynę Xaviego jako niezdolną do jakiejkolwiek poważnej odbudowy wykraczającej poza pojedyncze udane mecze. Barcelona straciła drugie miejsce w tabeli na rzecz klubu, który, przy całym szacunku dla fantastycznych osiągnięć ekipy Míchela, startował z nieporównywalnie mniejszym potencjałem. Na ten moment zespołem numer 1 w Katalonii jest właśnie Girona. Jeśli tak zostanie do końca sezonu, będzie to pierwsza taka sytuacja od 1942 roku, gdy Barça straci prymat w regionie, co pokazuje nam skalę problemu Blaugrany, która przecież nawet w kryzysie finansowym zainwestowała w nowych piłkarzy około 200 milionów euro. Nie oddała części swojego majątku (w ramach tzw. dźwigni) po to, żeby zajmować trzecie miejsce w Primera División.

Jeżeli tak się stanie, Barcelona nie zrealizuje kolejnego, nawet tak ubogiego w aspiracje celu, jak zapewnienie sobie miejsca w Superpucharze Hiszpanii. A nie jest to temat pozbawiony znaczenia, bo jednak są to kolejne stracone miliony w warunkach ciągłego kryzysu finansowego. Warto przy tym przypomnieć, że Barça pozbawiła się też szansy uzyskania sporych przychodów za udział w Klubowych Mistrzostwach Świata.

W zasadzie cały sezon jest dla Barcelony jedną wielką porażką. Drużyna Xaviego nie tylko straciła mistrzostwo Hiszpanii na rzecz Realu Madryt, ale wręcz zapowiada się, że będzie miała ponad 10-punktową stratę do głównego rywala na finiszu zmagań, co należy uznać za prawdziwą przepaść. Taka różnica nie bierze się z przypadku i wiele mówi o sytuacji klubu. Do tego mamy odpadnięcie w ćwierćfinale Pucharu Króla po rywalizacji z Athletikiem czy kolejną klęskę z Realem Madryt w Superpucharze Hiszpanii. Barça miała się rozwijać, a nie tylko nie wygrała żadnego trofeum, ale wręcz nie była tego nawet bliska. Nie jest już nawet najlepsza w Katalonii. 

Droga donikąd

Projekt Xaviego zdaje się niestety zmierzać donikąd. Dwumecz z PSG, w którym rzeczywiście jeden błąd mógł zdecydować o odpadnięciu całkiem dobrze spisującej się Barcelony, nie może zamazać kompleksowego obrazu sytuacji. A jest on taki, że drużyna od miesięcy ma te same problemy w różnym natężeniu. Nie wydaje się, żeby były one w jakikolwiek sposób rozwiązywane.

Pierwszym jest gra w obronie. Można było odnieść wrażenie, że Barcelona wreszcie zyska solidność z trio Jules Koundé, Ronald Araujo, Pau Cubarsi, o ile w miejsce niepewnego João Cancelo znajdzie kolejny element. Tymczasem duet stoperów spisywał się w ostatnich spotkaniach bardzo słabo, a Urugwajczyk zawalił rywalizację z PSG. Jeden z nielicznych pozytywów też w końcu przestał nim być. Ogółem Barcelona aż 10 razy w tym sezonie dawała sobie strzelić ponad trzy gole, a w 20 spotkaniach rywale trafiali co najmniej dwukrotnie do jej siatki. Barça straciła 21 bramek więcej od Realu Madryt. Tylko osiem zespołów LaLigi ma gorszy wynik od niej w tym zakresie.

Przy tak dziurawej obronie atak nie zawsze jest w stanie nadrobić, zwłaszcza że i on ma swoje problemy. Nadal kiepsko wygląda współpraca napastników i ruch bez piłki, nadal brakuje schematów w ofensywie. Takie nowinki jak wejście Andreasa Christensena w pobliże pola karnego to raczej wyjątek od reguły. Najbardziej zaskakujące jest to, że zawodnicy Blaugrany czasem wykańczają akcje tak, jakby prowadzili w każdym meczu 5:0 i mieli pewne trofeum. Egoistyczne lub po prostu błędne decyzje oraz nieskuteczne zagrania naznaczają wyniki. I zupełnie nic się w tej sprawie nie zmienia, co pokazał pojedynek z Gironą. Parę chwil przed golem Portu na 2:2 Barcelona miała z 2-3 naprawdę dobre okazje. Marnowała je koncertowo. Stałym obrazem jest to, że Barca, gdy może zabić mecz, pójść po swoje, wyciąga rękę do rywali. Co przy tak kruchej defensywie jest proszeniem się o kłopoty.

Zwłaszcza że Barcelona nie dojeżdża również mentalnie. Ileż to razy w tym sezonie Katalończycy strzelali gola, ustawiali się teoretycznie w bardzo dobrym położeniu, po czym szybko tracili bramkę i kontrolę. Ileż razy dostawali cios niedługo po wyjściu na boisko. Trudno nie doszukiwać się w tym złego przygotowania mentalnego. Xavi nadal nie nauczył też swoich graczy, aby nie wpadali w panikę. W jego ekipie tracenie dwóch bramek w ciągu kilku minut stało się wręcz normą. Wygląda to też tak, jakby jego zespół potrafił się zmotywować tylko wtedy, gdy przekaz był taki, że trener odejdzie. W zakresie zdrowotnym również nic się nie zmienia, bo przed przybyciem trenera w zespole było zdecydowanie zbyt wiele kontuzji, czego nie poprawiły zmiany w sztabie medycznym.

Mecz z Gironą pokazał również trudności trenera z reakcją na boiskowe wydarzenia. Owszem, Xavi zrobił bardziej ofensywne zmiany, ale skąd mu przyszło do głowy, że dobrym wyjściem przy konieczności odrabiania strat będzie posłanie do gry Oriola Romeu, najgorzej radzącego sobie z piłką zawodnika w drużynie, trudno orzec. Trener miewał też trafne zmiany, ale takich absurdalnych rozwiązań jak wprowadzenie byłego pomocnika Girony było stanowczo zbyt wiele w tym sezonie. Poza tym drużyna zbyt często wyglądała w tym sezonie jak zbiór jednostek, a nie dobrze funkcjonujący i spójny mechanizm. Odpowiedzialność za to musi spoczywać na Xavim.

Byliśmy lepsi, a nie wygraliśmy niczego

Kolejnym problemem jest nastawienie samego trenera, który zdaje się być całkowicie niezdolny do samokrytycznego podejścia. Jak przegrywamy, to przez sędziów, przez jakiś detal, może przez piłkarzy, a poza tym to przecież i tak byliśmy lepsi. Xavi przekonuje, że Barça górowała w czterech starciach z Gironą i Realem, mimo że straciła w nich aż 13 goli. Oczywiście, w futbolu zdarza się, że można przegrać spotkanie pechowo, przez pojedynczy błąd, ale jeśli one kumulują się w takim stopniu, to raczej nie jest to zdarzenie losowe, tylko reguła, co świadczy o złym funkcjonowaniu ekipy w jakimś sektorze. A z tego trzeba rozliczać trenera, który stale szuka usprawiedliwień "na zewnątrz". To jest właśnie główny powód, dla którego trudno nie nastawiać się negatywnie do kolejnego sezonu z tym szkoleniowcem. Nie będziesz się rozwijał, jeśli będziesz szukał problemów wszędzie dookoła, tylko nie w sobie.

Niestety trzeba będzie się przygotować na trudny czas, bo, przynajmniej na ten moment, nie zapowiada się na zwolnienie Xaviego. Gdyby trener po raz trzeci zmienił zdanie co do swojej przyszłości, naraziłby się na kompromitację, ale jego pozostanie może być tylko kolejnym odkładaniem nieuniknionego, co tylko spowolniłoby rozwój drużyny i zredukowałoby szanse na trofea w kolejnym sezonie. Nic bowiem nie zapowiada jakiejś poważniejszej zmiany w zespole. Żaden ruch transferowy nic tu nie pomoże, jeśli nadal leży aż tyle czynników. Zwłaszcza że Xavi nie pracuje od paru miesięcy, tylko od 2021 roku, a jego zespół, zamiast się rozwijać, zanotował w dłuższej perspektywie regres. A przecież też został doinwestowany, pojawili się młodzi gracze, a Barça ma potencjalnie dobrą kadrę. Trudno zatem, żeby wśród culés "panował optymizm", tym bardziej, że u sterów klubu są ludzie, którzy nie wywiązują się ze swoich założeń. Porażki miały mieć konsekwencje, a tymczasem nie spotkają one trenera, który w tym sezonie przegrał wszystko.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (101)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy