Rafa Márquez aktualnie trenuje rezerwy Barcelony, a ostatnio jego pozycja wśród kandydatów na nowego szkoleniowca pierwszego zespołu wzrasta. Przypomnijmy anegdotę Joana Laporty, którą opowiadał już jakiś czas temu na temat tego, jak Márquez został ściągnięty do Barçy z Monaco jeszcze jako piłkarz w 2003 roku. W roli głównej Jorge Mendes.
- To było po wygranej w wyborach. Siedzieliśmy z Txikim [Begiristainem] przy posiłku. Planowaliśmy sezon i staliśmy przed wyborem spośrod trójki: Ayala, Albelda i Aimar. Ayala miał wtedy 30 lat, doświadczenie, ale też był ważnym zawodnikiem [Valencii] i kosztował sporo pieniędzy. I wtedy przyszedł agent, Jorge Mendes i mówi: Gratulacje prezydencie! I zaczął rozmawiać z Txikim, że ma bardzo dobrego środkowego obrońcę dla Barcelony. Rafa Márquez. Txiki mówi, że tak, zna go i jest bardzo dobry. I wtedy Jorge mówi: - Jak ściągnę go do Barçy za 5 milionów euro, podpisujecie go? Mówię: - Txiki, co on mówi, przecież to jest niemożliwe... Bardzo trudne, żeby go tu za tyle ściągnąć. Podałem Jorge'owi rękę i powiedziałem, że jeśli za tyle go tu sprowadzi, to go podpiszemy. Prezydent Barcelony jak coś mówi, to tak się dzieje. Jego słowo jest jak prawo. Nie możesz wierzyć w niczyje słowo, ale jeśli pochodzi ono od prezydenta Barcelony... On reprezentuje jednak 150 tysięcy socios, chociaż wtedy może było ich mniej, ale teraz ta społeczność się zwiększyła. Ale powiedziałem mu, że jak mówię, to dotrzymuję słowa. Wydawało mi się bardzo skomplikowane, że sprowadzi Márqueza za 5 milionów. Minęły dwa tygodnie i sekretarka mówi mi, że czeka pewien człowiek z jakimś chłopakiem i mówi, że chce się z panem spotkać. Ja wtedy nie byłem z nikim umówiony. Ale mówi dalej, że przyjechali z Monako, więc zacząłem łączyć tę historię. - Tutaj mam dokument od Monaco, że sprzedają Rafę Márqueza do Barçy za 5 milionów euro. No i dzwonię do Txikiego: - Już mamy środkowego obrońcę. Zakończyły się negocjacje z innymi i podpisaliśmy Márqueza.
Komentarze (6)