Piłkarze FC Barcelony i PSG rozmawiali wczoraj z dziennikarzami Movistar+. Oznacza to koniec protestu wobec stacji, którego ta doświadczyła z powodu niefortunnego komentarza Germána El Mono Burgosa na temat Lamine Yamala.
Argentyńczyk przed pierwszym meczem ćwierćfinałowym, wypowiedział się na temat Lamine Yamala: "Jeśli nie pójdzie mu w piłce, skończy na światłach", sugerując, że 16-latek miałby sprzedawać kierowcom na ulicy różne rzeczy.
Po tych słowach piłkarze Barcelony i PSG w proteście nie rozmawiali z Movistar. Stacja postanowiła zrezygnować z usług El Mono Burgosa.
Tydzień później obie drużyny położyły kres protestowi i rozmawiały z dziennikarzami Movistar+ przed dzisiejszym starciem. Jeśli nic się nie zmieni w ciągu najbliższych kilku godzin, po zakończeniu meczu zarówno zawodnicy, jak i trenerzy będą, jak to miało miejsce wcześniej, wypowiadać się przed kamerami wspomnianej stacji. Barcelona rozmawiała już z telewizją po ostatnim wygranym 1:0 meczu ligowym przeciwko Cádiz.
Germán El Mono Burgos udzielił wywiadu dla Radio Marca, w którym broni się przed oskarżeniami po komentarzu na temat Lamine Yamala. Argentyńczyk utrzymuje, że chciał pochwalić zalety piłkarza Barçy, a jednocześnie próbował przekonać, że jego pseudonim "dyskredytuje wszystko, co zostało powiedziane. Mój pseudonim łamie wszystko, co zostało wyrażone".
Były asystent Simeone w Atlético wyjaśnił, że wysłał wiadomość do Laporty, aby przekazać Yamalowi, że to, co zrobił, było dla niego pochlebstwem. Burgos przyznał, że nie był to problem dla Movistaru i że sam postanowił zrezygnować z pracy dla stacji w obliczu całego zamieszania, jakie wywołał jego komentarz.
Komentarze (2)