Albert Blaya z Relevo po meczu z Las Palmas pozwolił sobie na podsumowanie sytuacji Raphinhi i tego, jak przylgnęła do niego łatka typowego brazylijskiego skrzydłowego, co spotęgowało czasem niezasłużoną krytykę w jego kierunku. Poniżej tłumaczenie tego tekstu.
Nie ma to jak uświadomienie sobie w porę, kim nie jesteś, aby stać się kimś innym. Przestać żyć na warunku, na obietnicy, która ma się złamać, żeby zacząć robić to w rzeczywistości, w jakiej się znalazłeś, mimo że wyobrażałeś to sobie inaczej. Coś podobnego przydarza się Raphinhi, który pojawił się w życiu kibiców Barçy jako brazylijski skrzydłowy. To etykieta, która równocześnie jest przymiotnikiem i czymś, co wywołuje u słyszącego ją pewien oczywisty obraz. Taki, którym Raphinha nigdy nie był.
Jako ktoś, kto jest synem Marcelo Bielsy, Raphinha działa zawsze z pełną prędkością. Nie uwzględnia pauz i z tego powodu nie istnieje u niego chwila, żeby magia mogła kwitnąć, bo wszystko dzieje się na najwyższej prędkości. Brazylijczyk jest niepełnym graczem, takim, którego potencjał nie jest ujawniony. Pozbawiony tego, co kojarzy się z jakimkolwiek brazylijskim skrzydłowym, Raphinha musi bazować na wyrażaniu się w innych przestrzeniach, przekazując rzeczy innymi słowami. Niedawno odkryto, że brazylijski skrzydłowy jest w rzeczywistości lepszym zawodnikiem bliżej środka niż linii.
Przez jakiś czas Raphinhę zmuszano do wykonywania pracy, do której nie ma odpowiednich narzędzi. Uwięziony w roli, która uwypuklała wszystkim jego ograniczenia, bardziej krytykowane niż pozostałych, ponieważ to właśnie one nie pozwalają mu być brazylijskim skrzydłowym, którego nawet nie przypomina. To uwidaczniało bardziej agresywny scenariusz niż powinno w przypadku jego występów w Barcelonie.
Bramka zdobyta przez Raphinhę przeciwko Las Palmas to krzyk buntu, który pokazuje, że to nie magia, a głębia jest jego największym atutem jako Brazylijczyka. Nie piłka przy nodze i niemożliwe dryblingi, a przestrzeń, która jest jego uwolnieniem. Xavi spędził już kilka kolejek, ustawiając Raphinhę w roli, w której czuje się lepiej, bo ułatwia mu to grę. Zamiast wymagania od niego, żeby sam otwierał wolne pole, rozkręcał się i kreował, mówi mu, żeby pojawiał się w środku, żeby subtelnie dotykał piłki, rozciągał grę i atakował przestrzeń, która mu się otwiera. Zawziętość Raphy jest jak prezent dla drużyny, która ma problemy z rozegraniem, bo przedwcześnie otwiera drzwi, wymyślając podania, o których nikt w Barçy by nie pomyślał.
Już w zeszłym sezonie, kiedy Raphinha był skrzydłowym przez cały czas, odkrył, że jego wielką bronią jest wbieganie z głębi i gole głową, tak jak robił to przeciwko Mallorce, Osasunie i wczoraj przeciwko Las Palmas. Pojawienie się, co można rozpatrywać prawie w granicach cudu, Lamine Yamala na skrzydle okupowanym przez Raphinhę i przyjście João Felixa zmusiły Xaviego, żeby wymyślić na nowo pozycję Brazylijczyka. Zmieniono mu profil i pozwolono zamiast otwierać przestrzeń, to z niej korzystać. Koniec końców, zawodnik nigdy nie może być sprowadzony do pewnego stereotypu i nawet jeśli tak bardzo kojarzy się Brazylię z konkretnym typem skrzydłowego, to zadaniem trenera jest zdzieranie tej łatki z zawodnika w taki sposób, żeby wykorzystać jego pełny potencjał.
Pomiędzy dyskusjami na temat tego, czy Raphinha ma lub nie ma poziomu na bycie jednym z trzech napastników w pierwszej jedenastce Barcelony, Brazylijczyk dalej pracuje, zawsze dodając małe detale, które czasem mogą nie wystarczyć, ale w drużynie, która gra tak, jak gra, są całkowicie istotne. W idealnym świecie Raphinha być może nie byłby tu, gdzie jest, ale w takiej sytuacji "wystarczy, żeby ktoś zrozumiał, jak uczynić sąsiadowi życie łatwiejszym, żeby każdy zrozumiał, że jest tam, gdzie zasługuje, żeby być."
Komentarze (26)