Vitor Roque został ściągnięty do Barcelony w styczniu w trybie przyspieszonym po tym, jak zwolniło się miejsce w budżecie płacowym na skutek kontuzji Gaviego. Przedstawiciele Blaugrany tłumaczyli, że nie będzie to tylko czas adaptacji i napastnik już teraz pomoże drużynie, ale trudno nie odnieść wrażenia, że Brazylijczyk jest wykorzystywany zbyt rzadko.
We wczorajszym spotkaniu z Athletikiem Vitor Roque nie pojawił się na boisku nawet na minutę. Nacechowana minimalizmem decyzja Xaviego o braku wpuszczenia napastnika przy niekorzystnym wyniku (a takim w perspektywie szansy na podłączenie się do walki o mistrzostwo jest remis) wydawała się niezrozumiała z kilku powodów. Po pierwsze, Barça powinna dążyć do strzelania goli, jeżeli myślała o gonieniu lidera. Po drugie, gra zespołu nie układała się dobrze i aż prosiło się o wstrząśnięcie drużyną, przesunięcie akcentów w pobliże pola karnego rywala. Po trzecie, Athletic naciskał pressingiem, a Barcelonie brakowało głębi i wyjścia na wolne pole.
Do takiej gry nie nadawał się Robert Lewandowski, który znów zanotował bardzo przeciętny występ. Wiadomo, że Polak jest w stanie ukąsić, nawet mając tylko jedną akcję, ale wczoraj oddał raptem jeden strzał, który został zablokowany, i wydawało się nawet zasadne, żeby Xavi go zmienił w końcówce, jeśli nie chciał zagrać na dwóch środkowych napastników. Warto przypomnieć, że Katalończycy wygrali pierwszy ligowy mecz z Athletikiem właśnie dzięki temu, że w końcówce na murawie zameldował się Marc Guiu, który strzelił decydującego gola. Lewandowski leczył wówczas kontuzję, ale wpuszczenie świeżej krwi już nie raz opłacało się Xaviemu.
Również Vitor Roque miał w tym swój udział. Brazylijczyk strzelał gole po wejściu z ławki w konfrontacjach z Osasuną i Alavés. W pierwszym spotkaniu zagwarantował drużynie zwycięstwo, a w drugim przypadku uspokoił sytuację po kontaktowym trafieniu rywali, nawet jeśli potem niesłusznie otrzymał czerwoną kartkę. W starciu z Athletikiem aż się prosiło o wpuszczanie świeżej krwi w ofensywie, która zapewniłaby więcej dynamiki, zwłaszcza w okolicach pola karnego.
Bez gry w najważniejszych meczach
Widać jednak gołym okiem, że to siedzenie na ławce Vitora Roque nie jest jednostkowym przypadkiem. 19-latek nie pojawił się na murawie w zasadzie we wszystkich kluczowych meczach 2024 roku. Absencję w Superpucharze Hiszpanii tłumaczono tym, że dopiero trafił do zespołu. Nie zagrał jednak również w starciu z Athletikiem w ćwierćfinale Pucharu Króla, choć Barça grała dogrywkę. Xavi stwierdził, że w tamtych warunkach lepszą opcją będzie Guiu. Brazylijczyk nie dostał też szansy w pojedynku z Napoli.
Oczywiście Vitor Roque może być spokojnie wprowadzany do zespołu, ponieważ ma być wzmocnieniem w dłuższej perspektywie. Skoro jednak trafił do drużyny wcześniej niż zakładano, to można by było częściej korzystać z jego instynktu strzeleckiego. Po dwóch miesiącach pobytu w klubie Vitor Roque nie tylko nie dostał żadnych szans w kluczowych pojedynkach, ale też łącznie spędził na murawie zaledwie 198 minut. Tylko raz zagrał w wyjściowym składzie w starciu z Celtą. Nie był to dla Brazylijczyka udany mecz, ale mógł chociaż dać do zrozumienia, czy rola skrzydłowego na pewno jest dla niego odpowiednia, o czym przekonany był wcześniej Xavi.
Nie można zrzucać jednak winy na samego piłkarza, który trafia do siatki co 99 minut. Ponadto do końca sezonu zostało jeszcze trochę meczów i być może Vitor Roque pogra więcej. Zaczyna jednak nasuwać się pytanie, czy Barcelona nie popełniła błędu, skupiając się na ściągnięciu wcześniej napastnika, na którego Xavi wcale tak często nie stawia, zamiast spróbować pozyskać piłkarza na newralgiczną pozycję defensywnego pomocnika, skoro transfer Brazylijczyka i tak był już przyklepany. Trener powinien częściej korzystać z Vitora Roque, jeżeli 19-latek już jest w zespole, i chociaż próbować wykorzystywać jego zdolności strzeleckie, gdy drużyna potrzebuje bramek. W końcu właśnie po to Brazylijczyk został sprowadzony.
Komentarze (40)