Bez ryzyka, bez większej ambicji, bez duszy

Dariusz Maruszczak

4 marca 2024, 10:30

29 komentarzy

Fot. Getty Images

Barcelona stanęła wczoraj przed wielką szansą na powrót na drugie miejsce w tabeli i zbliżenie się do Realu Madryt na 6 punktów. Niestety Katalończycy tylko zremisowali 0:0, a ponadto zaprezentowali się jako drużyna przygaszona i pozbawiona chęci na zrobienie czegoś więcej, a bez tego trudno jest walczyć o mistrzostwo.

Oczywiście na morale piłkarzy musiały wpłynąć dwie kontuzje kluczowych postaci drużyny Pedriego i Frenkiego de Jonga. Od tego jest jednak trener, żeby postawić zawodników na nogi, a wręcz, mówiąc brzydko, „wykorzystać” urazy do wzbudzenia większej ambicji w zespole - „wygrajcie dla nich”. Nie chodzi zresztą wyłącznie o nastawienie samych graczy, którzy przecież dzielnie pracowali w defensywie i nie pozwolili Athleticowi na zbyt wiele. Problem dotyczy zwłaszcza drugiej połowy i końcówki spotkania, gdy Barça nie podjęła większego ryzyka, aby wygrać ten ważny mecz. Nie oddała nawet jednego celnego strzału w drugiej odsłonie. W dużej mierze odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa na trenerze.

Kwestia tego, jak Xavi przygotował drużynę na to spotkanie, jak ją prowadził przez cały sezon, to jest jedna sprawa. Barcelona znów miała duże problemy z rozbiciem dobrze zorganizowanego przeciwnika. Standardowo brakowało schematów, oskrzydlenia gry, ruchu bez piłki czy wyjścia na wolne pole. Drugą są zastosowane przez trenera zmiany, które nie napędziły drużyny, a wręcz ją przyhamowały i dobrze obrazowały nastawienie trenera.

Niekorzystny wynik? Wzmocnijmy defensywę

Przyznam, że było dla mnie dość szokujące, kiedy zobaczyłem, że w momencie, gdy Barcelona remisuje, na boisko wchodzą Iñigo Martínez i Oriol Romeu. Defensor i całkowicie bezużyteczy w ataku defensywny pomocnik. Owszem, Andreas Christensen nie spisywał się najlepiej i miał na koncie żółtą kartkę, ale i tak Xavi wykazał się tu skrajnym minimalizmem. Najważniejsze okazało się zabezpieczenie bramki, a nie dążenie do przesunięcia szali na swoją stronę. Tymczasem na ławce wciąż byli Vitor Roque i Marc Guiu, którzy już potrafili dawać Blaugranie punkty w tym sezonie. Choć jeden z tych piłkarzy powinien pojawić się na boisku.

Zmarnowana szansa

Ustabilizowanie defensywy, żeby drużyna nie traciła głupich goli, to generalnie pozytywna sprawa. Odnoszę jednak wrażenie, że w końcówce spotkania, Barcelona, będąc w takiej sytuacji, a nie w innej, po prostu musi zaryzykować, trochę rozluźnić szyki, żeby spróbować pójść po więcej. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Blaugranie remisy nic już nie dają, do końca sezonu zostało 11 meczów i okazji do skorzystania z wpadek rywala nie będzie wiele. Teraz takowa się nadarzyła i została zmarnowana.

Barça mogła zbliżyć się do Realu na 6 punktów, mając w zanadrzu bezpośrednie spotkanie. Gdyby je wygrała, do objęcia fotela lidera wystarczyłoby jedno potknięcie Los Blancos, którzy byliby całkowicie w zasięgu. Teraz te szanse znowu się ograniczają. Czasu zostało coraz mniej, a Barcelona ma przed sobą m.in. wyjazdy na Bernabéu, Metropolitano i Montilivi. Z kolei dla Realu najtrudniejsze starcia, oprócz Klasyku, wiążą się z rywalizacją u siebie z Realem Sociedad czy Athletikiem. Być może okaże się, że punkt na San Mamés był bezcenny, ale raczej wygląda na to, że mogła to być ostatnia wielka szansa Blaugrany na poważne włączenie się do wyścigu. 

Zmierzasz w kierunku gwiazd albo idziesz donikąd

Oczywiście, San Mamés to wyjątkowo trudny teren, ale to właśnie na takowych, w pojedynkach z rywalami w dobrej formie, wykuwa się serce mistrza. Tymczasem w starciu z Athletikiem Barça pokazała, że raczej zmierza donikąd, że chce po prostu trwać, a nie sięgnąć gwiazd. I dlatego jakiekolwiek rysowanie przyszłości z Xavim nie ma żadnego sensu, bo jak nie próbujesz zrobić kroków do przodu, to znaczy, że się cofasz. Skoro sam trener mówi, że drużynie brakowało większej wiary, to jak można oceniać jego pracę po ponad dwóch latach, jeśli w takim momencie sezonu nie ma tego kluczowego do sukcesów elementu?

Dodatkowym problemem jest to, jak taki obraz zespołu może wpłynąć na rywalizację w Lidze Mistrzów. Wygrywając na San Mamés, Barcelona mogła podbudować morale przed kolejnymi spotkaniami, stworzyć jakąś podstawę (iluzję?) zwycięskiej mentalności. Tymczasem znów pogrąża się w bylejakości. Na drugim biegunie jest Napoli, które po rozbiciu Sassuolo tym razem pokonało Juventus. Żeby się nie okazało, że Barca w Lidze Mistrzów znów odstaje na poziomie wiary i ambicji, które raczej nie wzmocnią się po takim starciu z Athletikiem. Bardzo brakuje nastawienia Gaviego, które młody pomocnik w symboliczny sposób pokazał właśnie w jednym z pojedynków z Los Leónes, wybijając piłkę wślizgiem wykonanym... głową.

Statystyki przedstawione przez Tomasza Ćwiąkałę wyraźnie pokazują, że Barcelonie brakowało odwagi na połowie rywala i przesunięcia akcentów w stronę ich pola karnego. Dane są wręcz szokujące, biorąc pod uwagę znaczenie meczu z Athletikiem. Barça potraktowała to spotkanie jak starcie 7. kolejki, gdy jest na pierwszej pozycji w tabeli i ma z cztery punkty przewagi nad drugą ekipą, mając za trzy dni konfrontację w Lidze Mistrzów. A przecież to rywale grali w środku tygodnia o finał Pucharu Króla, ekipa Xaviego miała wolne. Tak nie może grać klub powtarzający do granic absurdu slogan „Barcelona zawsze walczy o wszystkie trofea”. W tym problem, że tym razem nie powalczyła, a przynajmniej tak, jak wymuszały to na niej okoliczności.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (29)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy