Dr Hansi i Herr Flick, czyli o dwóch obliczach pewnego szkoleniowca

Michał Gajdek

1 marca 2024, 15:00

20 komentarzy

Fot. Getty Images

Właściwie od momentu, gdy Xavi Hernández poinformował o zamiarze opuszczenia FC Barcelony wraz z końcem sezonu, mamy do czynienia z giełdą nazwisk. Według wielu mediów, jednymi z najwyżej wycenianych akcji są te należące do Hansiego Flicka. Postanowiliśmy przybliżyć sylwetkę tego szkoleniowca, korzystając z wiedzy eksperta – Marcina Borzęckiego, dziennikarza Viaplay oraz Kanału Sportowego, od lat zajmującego się Bundesligą.  

Naszym celem jest wykroczenie poza hasła, które znamy wszyscy: 2:8 (przepraszam). Tryplet. Niemiecka szkoła. Intensywność. Z tego względu, opisaliśmy dotychczasową karierę Niemca w kilku aspektach, które mogą być istotne z punktu widzenia ewentualnego objęcia posady trenera FC Barcelony. Co przy tym ważne, mimo że Flick posiada dekady doświadczenia w futbolu, zajęliśmy się głównie okresami jego pracy jako pierwszy trener: najpierw Bayernu Monachium (w latach 2019-2021), a potem reprezentacji Niemiec (w latach 2021-2023).

Przebieg kariery

Flick objął posadę trenera Bayernu w listopadzie 2019 roku, zastępując Niko Kovaca, którego wcześniej był asystentem. Trafił on zatem właściwie prosto w szalony okres pandemiczny, z którego Bayern wyszedł jako najlepsza drużyna zarówno w Niemczech, jak i w Europie. Zaledwie jednak 10 miesięcy po zdobyciu trypletu, Hansi pożegnał się z Bawarczykami. Dlaczego? I czy czas uleczył rany na tyle, żeby mógł wrócić, zastępując Thomasa Tuchela, który  – podobnie jak Xavi – zapowiedział swoją dymisję wraz z końcem obecnego sezonu?

Zdaniem Marcina Borzęckiego, „Flick sam jak najbardziej mógłby sobie wyobrazić powrót do klubu, podobnie jak i działacze Bayernu byliby w stanie sobie wyobrazić ponowne zainstalowanie go na stanowisku. W ostatnim czasie pojawiły się informacje o rzekomym spotkaniu Uliego Hoenessa z Flickiem, obaj panowie mieli szczerze pogadać i wszystko sobie wytłumaczyć. Przede wszystkim w klubie nie pracuje już Hasan Salihamidzić - a to on był przyczyną odejścia trenera i to on wygrał tę wojenkę o pozostanie w Bayernie. W tej konstelacji można więc sobie wyobrazić ponowne przejęcie drużyny, choć moim zdaniem akurat z byłych szkoleniowców Bayernu większe szanse na tę fuchę po raz kolejny ma Nagelsmann”.

Po odejściu z Bawarii Flick długo nie pozostawał bezrobotny. Po miesięcznych wakacjach, został mianowany trenerem kadry Niemiec. Miał on nie tylko przygotować drużynę narodową do mistrzostw świata w Katarze, ale także do nadchodzącego Euro 2024, które odbędzie się właśnie u naszych zachodnich sąsiadów. Wiemy już jednak, że do tego nie dojdzie – Flick stracił pracę po nieco ponad dwóch latach, a we wrześniu 2023 roku zastąpił go Julian Nagelsmann. Marcin Borzęcki mówi, że „Flick uwikłał się w tak zaawansowane kombinacje, że nie potrafił tego odkręcić. Notorycznie zmieniał personalia, grzebał w taktyce. To oczywiste, że trener - przygotowujący się do wielkiego turnieju - szuka optymalnego systemu i konstelacji osobowej. Ale Flick totalnie się w tym zatracił, drużyna straciła swój kręgosłup, nie istniały jakiekolwiek ustawienia podstawowe, do których można by powrócić w krytycznym momencie... Jego zwolnienie było nieuniknione, bo pędził na ścianę i lada moment roztrzaskałby się spektakularnie. Sytuacja była naprawdę katastrofalna, nawet piłkarze już otwarcie krytykowali drużynę”.

Podsumowując: dwa miejsca pracy jako samodzielny trener i dwa skrajnie różne doświadczenia. To zresztą będzie powracający motyw w tym artykule.

Przy tablicy

Przy wyborze trenera FC Barcelony nie da się uciec od pytań o jego filozofię, model, DNA… można nazywać to na tysiąc sposobów, ale pewne jest, że całe „otoczenie” klubu żywo interesuje spojrzenie szkoleniowca na piłkę nożną. Co wiemy w tym kontekście o Flicku?

Znów najpierw warto przyjrzeć się jego bawarskiej maszynie. Jak opowiada Marcin Borzęcki, „Bayern Flicka był drużyną grającą ofensywnie, efektownie i skutecznie. Miło było oglądać, jak piłka błyskawicznie krążyła między piłkarzami, zespół miał szeroki wachlarz możliwości w ataku. Sporo było gry skrzydłami, bardzo ofensywnie grali boczni obrońcy, zagrożenie mogło jednak płynąć też ze środka”. Oczywiście, tak odważne postawienie na atak wiązało się też z ryzykiem. Borzęcki zauważa, że „Flick grał piłkę bardzo ryzykowną, co osiągał przez ustawienie środkowych obrońców na połowie rywala. Tłamsił w ten sposób na ogół przeciwnika, ale taka gra otwierała szansę do wielu kontrataków - i tak się właśnie czasami Bayern udawało zaskoczyć. Oczywiście monachijczycy mieli też w swoich szeregach dynamicznych obrońców, którzy lubili się poganiać z rywalami na dystansie kilkudziesięciu metrów”.

Powyższe znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie także w statystykach, nawet tych najbardziej podstawowych. W 86 meczach, w których Flick prowadził Bayern, Bawarczycy strzelili aż 260 goli (średnio 3.02 gola na mecz), ale jednocześnie stracili 91 (średnio 1.06 gola na mecz). Śmiejąc się przez łzy, można by stwierdzić, że nawet FC Barcelona w feralnym meczu w Lizbonie podbiła nieco Bayernowi tę średnią, dwukrotnie pokonując Manuela Neuera. A już bardziej na poważnie – jest to liczba podobna do tej osiąganej obecnie przez Thomasa Tuchela (w obecnym sezonie Bundesligi Bayern stracił średnui 1.13 gola na mecz).

W pracy z reprezentacją Niemiec, tendencja ta liczbowo była podtrzymana. W 25 spotkaniach, w których Flick prowadził Die Manschaft, drużyna zdobyła 60 goli (średnio 2.4 gola na mecz), sama tracąc ich 30 (średnio 1.2 gola ma mecz). Jak jednak twierdzi Marcin Borzęcki, „Niemcy w niczym nie przypominały jego Bayernu, nie było w nich nic z ładnego grania i z tendencji do tłamszenia przeciwnika. Niemcy nie potrafili wykorzystać swojego potencjału, strzelać goli, a do tego byli bardzo podatni na ataki przeciwnika”. Widać to także po wynikach: na mundialu w Katarze, Niemcy pokonali tylko Kostarykę (4:2), co nie wystarczyło do wyjścia z grupy. Patrząc na końcówkę przygody Flicka z reprezentacją, nie można się dziwić jego zwolnieniu: w ostatnich 5 meczach towarzyskich, zanotował on 1 remis (z Ukrainą) oraz 4 porażki (z Belgią, Polską, Kolumbią i Japonią).

Osobowość

Wiadomo, że przy pracy w tak dużym klubie, jakim jest FC Barcelona, istotne są nie tylko kwestie taktyczne. Być może nawet ważniejsza jest umiejętność budowania relacji międzyludzkich i zarządzania grupą: zarówno w szatni, jak i z kontaktach z mediami i przełożonymi, zwłaszcza tak charyzmatycznymi, jak Joan Laporta.

Nie da się ukryć, że Flick ma doświadczenie w pracy, której towarzyszy duża presja: zarówno na FC Hollywood, jak i na narodową kadrę zwyczajowo patrzy przecież cały kraj. W obu tych ekipach nie brakowało też zatem gwiazd największego formatu. Jak radził sobie z nimi szkoleniowiec?

Marcin Borzęcki opowiada, że „Flick przez lata jako asystent Löwa w kadrze, czy potem już jako pierwszy trener Bayernu słynął z tego, że potrafił wykreować sobie znakomite relacje z piłkarzami. Gdy tylko zwolniono Kovaca i to Flicka przesunięte na pozycję tymczasowego - a potem już stałego - trenera, wszyscy cmokali z zachwytu, no bo przecież znał się doskonale ze wszystkimi Boatengami, Kimmichami i Muellerami. I kolejne miesiące tylko potwierdziło to, że piłkarze czują się u jego boku świetnie”.

Po raz kolejny, dostajemy jednak zupełnie inny obraz szkoleniowca, gdy przyjrzymy się jego pracy dla kadry narodowej. Borzęcki tak opowiada o jego pracy z reprezentacją: „być może nie patrzyłbym tak krytycznie na Flicka wyłącznie na bazie tego, co widziałem na boisku, ale potem wyszedł ten nieszczęśliwy dla niego serial "All or nothing". I tam już wypadł jako szef stada fatalnie, zupełnie nie potrafił zapanować nad grupą i jej natchnąć. Może go ta rola przerosła? W Bayernie w końcu wybił się niespodziewanie, miał być tylko na chwilę, został na dłużej. W kadrze dostał jednak jedną z najważniejszych ról w historii piłkarskiego narodu - rolę przygotowania drużyny do domowego turnieju. A może tak urósł po tej przygodzie z Bayernem, że zmienił się też charakterologicznie? Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie”.

Szatnia FC Barcelony to jednak nie tylko – a obecnie nawet nie przede wszystkim – grube ryby. To także młodzi zawodnicy, których umiejętne wprowadzanie do zespołu i rozwijanie będą jednym z kluczowych zadań nowego szkoleniowca. Jeżeli chodzi o doświadczenie Flicka na tym polu, to wystarczy wspomnieć dwa słowa: Jamal Musiala. To właśnie u tego szkoleniowca zadebiutował i rozwijał się młody Niemiec. Gdy zaś zapadła decyzja o jego zwolnieniu ze stanowiska selekcjonera, Musiala wypowiedział się następująco: „Hansi Flick odegrał kluczową rolę w moim rozwoju w Bayernie. Pod jego okiem zadebiutowałem w klubie. Zawsze mi ufał i mogłem się z nim otwarcie komunikować. Wie, jak pomóc młodemu zawodnikowi poczuć się wolnym. Życzę mu wszystkiego najlepszego i jest mi smutno, że został zwolniony”.

Wreszcie, analizując cechy predestynujące trenera do pracy w stolicy Katalonii, nie sposób nie wspomnieć o relacjach z mediami i przełożonymi. Gigantyczne zainteresowanie dziennikarzy i specyfika lokalnych mediów potrafią dać się we znaki właściwie każdemu szkoleniowcowi. Pytany o usposobienie szkoleniowca Marcin Borzęcki odpowiada: „Flick ma akurat czyste sumienie, bo nie zwykł iść na wojnę z dziennikarzami. Ale to nie oznacza, że jest potulnym barankiem na konferencjach prasowych, bo nie gryzie się w język, kiedy trzeba coś wytknąć przełożonym. Nie boi się publicznie stawiać mocnych tez, nie boi się domagać - jak choćby w Bayernie - wzmocnień drużyny”.

Podsumowanie

Przez cały tekst unikałem wskazywania swojej opinii, chcąc, abyście mogli wyrobić sobie ją sami na podstawie zdania eksperta. Jeżeli jednak ktoś zapytałby o zdanie mnie, to powiedziałbym, że mamy do czynienia z trenerem, który w 2020 roku był na niekwestionowanym szczycie… ale w 2024 roku jest niewiadomą. Z reguły to właśnie on – w odróżnieniu od chociażby Roberto De Zerbiego czy Thiago Motty – przedstawiany jest jako sprawdzona opcja, ale nie sposób odnieść wrażenia, że jego zatrudnienie to trochę rzut monetą. Dostaniemy wersję z Bayernu, czy z reprezentacji Niemiec? W Barcelonie pojawi się Dr Hansi, czy może jednak Herr Flick? Czy powinniśmy zatrudnić trenera głównie na podstawie tego, że spuścił nam okrutne lanie niemal cztery lata temu?

Również Marcin Borzęcki zauważa, że „strasznie trudno ocenić Flicka jako trenera. Te dwie przygody z Bayernem i reprezentacją były zupełnie inne, aż trudno uwierzyć, że obie drużyny prowadził ten sam szkoleniowiec.: Nie mam przekonania, że jest to gość, który poradziłby sobie w Barcelonie, zwłaszcza że próba jest w jego przypadku mała - no bo możemy go rozliczać z tylko dwóch miejsc w pracy. W jednym udało się wszystko, w drugim nie udało się... nic. Choć oczywiście na pewno ma duży apetyt, by coś udowodnić po kompromitacji z ostatnich miesięcy”.

P.S. Na koniec nie sposób nie wspomnieć o jednej kwestii – wielu kibiców Barcelony ma dosyć wyboru trenerów na podstawie „DNA” rozumianego jako piłkarska przeszłość w klubie… a jednocześnie w przypadku Flicka jednym z jego głównych atutów ma być przynależność do „niemieckiej szkoły”. O tym, że narodowość nie powinna stanowić głównego kryterium przy wyborze szkoleniowca wielokrotnie przekonywaliśmy się przy okazji działań Polskiego Związku Piłki Nożnej. Ja osobiście oczekiwałbym jednak nieco głębszego researchu i zatrudnienia trenera na podstawie jego rzeczywistych kompetencji, a nie miejsca urodzenia.

A jakie jest Wasze zdanie? Czy chcielibyście, aby kolejnym trenerem FC Barcelony został właśnie Hansi Flick?

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ja myślę że to on poprowadzi drużynę do końca

I tu i tu loteria. Flick może stworzyć drugą reprezentację Niemiec a De Zerbi nie było dobrych drużyn do trenowania. Ale podjął bym ryzyko do Flicka bo to jednak troszkę fizyczniejsza piłka nożna. A naszym by się przydało troszkę masy mięśniowej.

Kluczową kwestią jest to, czy jednak można go oceniać za okres jako selekcjoner. Nie każdy dobry trener będzie dobrym selekcjonerem. Bayern Flicka był potworem wydolnościowo - nad czymś takim pracuje się w presezonie i podczas sezonu. Ludzie Flicka od przygotowania musieliby przyjść z nim. Zgrupowanie nie zbuduje nigdy zawodnika pod tym względem jak codzienny trening. Byłbym za opcją Flicka, ponieważ wierzę, że to trener klubowy, a może niekoniecznie selekcjoner. A przynajmniej chciałbym w to wierzyć. Każdy łączony z nami trener to kot w worku, ale jednak zdobywca trypletu to całkiem niezły wpis do CV.

Podsumowując w odróżnieniu od de Zerbiego czy Motty to kot w worku bo nie wiemy czego się po Flicku można spodziewać. Szkoda że Marcin Borzęcki nie poruszył najważniejszej kwestii porównując pracę klubową do reprezentacyjnej, czyli że w Bayernie Flick kontynuował myśl szkoleniową Kovaca, a w reprezentacji Niemiec bazował na własnych pomysłach, przy których sromotnie poległ.

Dziękuję za ten artykuł.

Do każdego trenera łączonego z Barcą jest jakieś ale, nie ma kandydata idealnego. De Zerbi ma kontrakt, na którego rozwiązanie klubu nie stać i nie jest zweryfikowany w dużym klubie. Lucho czy Arteta mówią nie. Tuchel to już nie jest wersja z czasów w Dortmundzie. Motta nie jest zweryfikowany w dużym klubie, Marquez też. Klopp czy Alonso to opcje na tyle nierealne, że chyba nie ma co wspominać. Flick ma oczywiście dwie twarze, i tę weryfikację w klubie przeszedł wzorowo, w końcu wygrać potrójną koronę to legendarne osiągnięcie, ale ciąży za nim ta praca w reprezentacji. Tam sobie nie poradził. Tylko że reprezentacja i klub to nie to samo, w reprezentacji praktycznie nie ma jednostek treningowych, a po drugie, tym bardziej w takim kraju jak Niemcy to bardziej kwestia stworzenia zespołu, by z 40/50 świetnych piłkarzy wybrać te podstawową 11 i rezerwowych na turnieje. Tu za dużo namieszał, za bardzo chciał pozmieniać i stworzyć coś na lata, co nie mu wyszło. Ale to inna specyfika pracy, i to jej nie podołał. W Barcelonie takiej sytuacji nie będzie, bo nie mamy 50 kandydatów w pierwszym zespole. W klubie sobie poradził, wygrał tryplet, a lista szkoleniowców, którzy go wygrali, jest króciutka. To samo w sobie jest dla mnie weryfikacją, że to trener z topu, i w Barcelonie raczej zobaczymy tę lepszą wersję niż reprezentacyjną. Oczywiście zmiennych jest dużo, problemy finansowe i instytucjonalne Barcy, trudności z transferami, język, trafienie do grupy, gwiazd i młodzieży, więc to dalej niewiadoma, ale jest chyba najbardziej zweryfikowany ze wszystkich opcji, które realnie można rozważyć jako kandydata (czyli odrzucając Lucho, Kloppa, Alonso i Artetę), więc ja bym postawił właśnie na niego. Jak ktoś wygrywa tryplet, raczej poniżej pewnego poziomu nie schodzi.

Bardzo dobry artykuł. Wyczerpał w pełni temat Flicka.